Za Kiercelakiem jest cmentarz. Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie
Nie tylko Warszawa, ale i Sochaczew miał przed wojną swój Kiercelak. Dzisiaj tę nazwę pamięta już niewielu sochaczewian, w tym Henryk Krop, który tam się urodził i spędził swoją młodość. To małe osiedle mieszkaniowe, na początku XX wieku leżące poza obrębem miasta, rozlokowało się na skarpie nad Bzurą, w sąsiedztwie cmentarza parafialnego przy ul. Traugutta.
Na teren Kiercelaka prowadziła wąska droga odchodząca od ul. Traugutta. Ta gruntowa ślepa uliczka istnieje do dziś, nie ma nazwy, a przy wjeździe widnieje znak – droga wewnętrzna. Znajduje się tuż obok dużego budynku z pralnią chemiczną i sąsiaduje z posesją, na której stoi piętrowy dom z cukiernią. Kiedy dotrzemy do końca drogi, napotkamy ogrodzenie, za którym skarpa stromo opada nad Bzurę. Po obu stronach tej uliczki rozłożyło się osiedle zwane Kiercelakiem.
- Zanim opowiem o swoim dzieciństwie na Kiercelaku, muszę wspomnieć, że moja babcia wraz z rodziną mieszkała najpierw w małym drewniaku u podnóża zamku. W czasie I wojny światowej dziadka wcielono do carskiego wojska i wysłano na teren obecnej Litwy. Nigdy stamtąd nie wrócił. Babcia została sama z dziećmi, wśród których był mój tata Jan – wspomina Henryk Krop. - W latach 30. XX w. rodzina kupiła działkę na Kiercelaku i wybudowała parterowy dom. W jednej części zamieszkali moi rodzice, w drugiej babcia. W 1935 r. ja się tam urodziłem i mieszkałem do 1960 r., kiedy sam założyłem rodzinę. Wtedy ta uliczka była częścią Traugutta. Moja rodzina mieszkała pod adresem Traugutta 5.
Jak wspomina nasz rozmówca, na skraju osiedla, od strony ulicy Traugutta, gdzieś w latach 20., wybudowano parterowy wielorodzinny dom, w którym mieścił się także Urząd Gminy Sochaczew, kierowany przez niemieckiego wójta. Stanisław Kwiatkowski dodaje, że w latach 80. przed tym budynkiem stanął piętrowy dom ze wspomnianą już cukiernią pana Woźniaka. – Ale zanim powstała ta nowa cukiernia, w narożniku tejże posesji istniała przez lata tak zwana budka Felczaka, w której kupowało się pyszne ciastka – twierdzi Stanisław Kwiatkowski i przypomina, że przez jakiś czas po wojnie miała tu swoją siedzibę Milicja Obywatelska.
- Moje dzieciństwo przypadło na lata wojny. Z tamtych czasów najbardziej utkwiło mi w pamięci tragiczne zdarzenie, w którym zginął między innymi mój rówieśnik. Mieszkańcy osiedla na skarpie wykopali ziemny schron, osłonięty od góry gałęziami i darnią, aby się w nim chować podczas niemieckich nalotów. Niestety, w czasie jednego z bombardowań pocisk uderzył w sam środek schronu i zabił cztery dorosłe osoby i dziecko. To były rodziny Maciejewskich i Rybczyńskich. Ich szczątki pochowano na pobliskim cmentarzu. To była straszna historia i jeszcze gorszy widok – opowiada Henryk Krop.
O tym, że życie na Kiercelaku wryło się naszemu rozmówcy głęboko w pamięć świadczy fakt, jak mocno utrwalił sobie nazwiska najbliższych sąsiadów. Bez zastanowienia wymienia rodziny Schabków, Florczaków, Romanowskich. Przypomina także o jednym z pierwszych „lokatorów” osiedla – Janie Kobku, który na nasz teren przybył z dalekiego Dolnego Śląska, a którego potomkowie, głównie wnuk Tadeusz, zapisali się w historii miasta jako jego budowniczowie. O losach i dorobku rodziny Kobków pisaliśmy w ubiegłym roku.
Henryk Krop przypomina, że część tej licznej rodziny po wojnie wyjechała na Ziemie Odzyskane i osiedliła się prawdopodobnie w Krośnie Odrzańskim. Pamięta także dwóch innych sąsiadów trudniących się budowlanką, braci Stefana i Henryka Stolarskich – świetnych fachowców, znanych w całym mieście.
Kiercelak kończy się na ul. Cmentarnej i sąsiaduje nomen omen z cmentarzem parafialnym. Jak pisze w swojej książce „Cmentarz parafii św. Wawrzyńca w Sochaczewie” znawca nekropolii, Aleksander Grzegorz Turczyk, założono ją ok. 1830 r. na gruntach wydzielonych dla parafii św. Wawrzyńca z majątku Czerwonka, którego właścicielem był wówczas generał brygady August Maciej Radwan (zm. w 1831 r.).
W centralnej części cmentarza wznosi się klasycystyczna kaplica grobowa rodziny Tomickich, dziedziców dóbr Kożuszki. Wystawiła ją wdowa po generale Janie Tomickim, kawalerze orderu Virtuti Militari, zmarłym w 1847 r. Wśród wielu zabytkowych nagrobków wyróżnia się kwatera rodziny Garbolewskich, z której najbardziej znany był Ignacy Włodzimierz, dziedzic dóbr Czerwonka, pierwszy starosta sochaczewski w odrodzonej Polsce, działacz społeczny, na którego gruntach powstało wiele szkół i budynków publicznych. Zmarły w 1933 r. I. W. Garbolewski zasłużył się także nekropolii, na której spoczął, przeznaczając część swojej ziemi na powiększenie cmentarza.
Jeszcze jedną budowlą (obecnie remontowaną), która przyciąga wzrok, jest kaplica prawosławna, jak pisze A. G. Turczyk, wybudowana przed 1914 r. To dowód mieszkania na naszym terenie osób wyznania prawosławnego oraz pokłosie obecności wojsk carskich, do których w Polsce zaborowej przymusowo wcielani byli także Polacy. Ziemna mogiła żołnierzy rosyjskich poległych w I wojnie, usypana w pobliżu kaplicy, już nie istnieje, została zniszczona w latach 60. XX w., a na jej miejscu stanęły nowe nagrobki.
Moi rozmówcy, wspominając opowieści rodzinne, mówią, że poniżej cmentarza, nad Bzurą, toczył się front Wielkiej Wojny. Po jednej stronie rzeki stały wojska rosyjskie, po drugiej niemieckie. Dwie obce armie dewastowały nasze ziemie, w tym sochaczewską, w wojnie, po której z mozołem podnosiliśmy się ze zniszczeń i ludzkich dramatów. Do następnej krwawej wojny.
Jolanta Śmielak-Sosnowska