{index_ob_css}{index_ob_js}

Najpierw uczeń, potem mistrz. Jak dawniej uczono szewskiego fachu

Opowieść o Józefie Madanowskim, 94-letnim sochaczewskim szewcu, który od ponad 60 lat nieprzerwanie prowadzi zakład przy Placu Kościuszki, odbiła się szerokim echem w mieście i okolicach. Postanowiliśmy więc wrócić do tej niezwykle lubianej przez Sochaczewian postaci i porozmawiać z panem Józefem o tym, jak zdobywał umiejętności zawodowe i jak dawniej wyglądała nauka rzemiosła.

​
Zdjęcie do Najpierw uczeń, potem mistrz. Jak dawniej uczono szewskiego fachu

– Przede wszystkim mam dwa zawody – szewca i cholewkarza – podkreśla Józef Madanowski. – Niewiele osób dziś to rozróżnia, a są to dwie różne specjalności. Cholewkarz zajmuje się szyciem górnej części obuwia: wycinaniem poszczególnych elementów, łączeniem ich, wszywaniem podszewki i suwaków oraz naszywaniem ozdób. Szewc zajmował się podeszwą, łączeniem obu części buta oraz naprawą uszkodzonego obuwia.

Pan Józef umiejętności cholewkarskie zdobywał w tradycyjny sposób – terminując u mistrza, Lucjana Przydatka.

– Nauka trwała trzy lata i trzy miesiące. Pierwszy okres był próbą – opowiada. – Zszywałem niepotrzebne skrawki, uczyłem się dokładności i obsługi maszyny, obserwowałem mistrza przy pracy. Kiedy uznał, że się nadaję, zaczęła się właściwa, trzyletnia nauka. Zakończyła się wydaniem zaświadczenia, a następnie egzaminem zawodowym, po którym otrzymywało się tytuł czeladnika.

– Relacje ucznia z mistrzem były na ogół formalne, służbowe – wspomina Józef Madanowski. – Do mistrza mówiło się „szefie”, do jego żony „szefowo” – z szacunkiem. Przychodziłem jeszcze przed otwarciem zakładu, żeby posprzątać. Dwa razy znalazłem wtedy pieniądze, i to dość duże kwoty. Oddałem je szefowi. Okazało się, że była to próba mojej uczciwości. Mistrz chciał sprawdzić, czy może mi ufać. Od tej pory dawali mi nawet klucze do swojego domu, kiedy trzeba było coś stamtąd przynieść.

Starszy brat pana Józefa, Stanisław, był mistrzem szewskim i po zakończeniu nauki u Lucjana Przydatka zaczął pracować w jego warsztacie. Tam nauczył się swojego drugiego zawodu.

Po dwóch latach pracy jako czeladnik należało wykazać się pełnymi umiejętnościami i wykonać tak zwaną sztukę, czyli parę butów uszytych od początku do końca. Do pracy trzeba było dołączyć kosztorys i kalkulację materiałów. – Pamiętam ten egzamin. Przyjechało dwóch fachowców z Warszawy, wszystko odbywało się w Domu Rzemiosła. Na tablicy musiałem narysować wzór wykonanego obuwia i wyliczyć szczegółowo użyte materiały, z ich kubaturą i kosztami. Moja „sztuka” to były damskie pantofle, tak zwane włoszki.

W tamtych, tużpowojennych czasach ukończenie szkoły zawodowej nie było konieczne, by wykonywać rzemiosło. Fachu uczyło się przede wszystkim w warsztacie. Wcześniej trzeba było ukończyć siedem klas szkoły podstawowej. W Sochaczewie działało wówczas kilkanaście zakładów szewskich, a niemal wszyscy rzemieślnicy mieli przynajmniej zaświadczenia czeladnicze. Jak wspomina nasz rozmówca, byli to między innymi panowie Stefaniak, Zielonkiewicz, Kwiatkowski, Szajewski i bracia Szymaniakowie.

– Dziś, niestety, nasze rzemiosło upadło – mówi Józef Madanowski. – Zabiły je tanie buty z Chin. Kiedyś pracy starczało dla kilkudziesięciu szewców, teraz zostały trzy warsztaty. Mój działa głównie dlatego, że mam dużo wolnego czasu i własny lokal, więc nie muszę płacić czynszu.

Po publikacji poprzedniego artykułu do warsztatu pana Józefa zaczęli przychodzić nowi klienci. Jak się okazało, wiele osób nie wiedziało, że taki punkt wciąż istnieje. Przybyło pracy, co cieszy pana Józefa. To znak, że mieszkańcy cenią tradycyjne rzemiosło i umiejętności człowieka, który jest związany ze swoim zawodem już od 77 lat.

Zdjęcie przedstawia kartkę, na której zapisane jest zlecenie na wykonanie butów ortopedycznych 

Szczególną dumą napawa pana Józefa fakt, że przez wiele lat wykonywał na zlecenie lekarskie obuwie ortopedyczne. – Było wielu dobrych szewców w Sochaczewie, ale tylko ja umiałem takie buty zrobić – mówi po latach. Klienci przyjeżdżali z Warszawy, buty szył dla dzieci i dorosłych. Na specjalne zamówienie wykonywał też obuwie dla osób z nietypowymi stopami z naszego miasta i okolic.

​
powrót do kategorii
Następny

Pozostałe
aktualności