Piątek, 23 października 2026
Imieniny: Marleny, Edwarda, Seweryna
słonecznie
9°C

Wiejska nauczycielka

Mieszkanka Sochaczewa rodem z Terespola po studiach w Olsztynie na 35 lat trafiła do wiejskiej szkoły w Feliksowie. Mówi nam, że nie zamieniłaby jej na żadną inną. Jak nieprzewidywalne są ludzkie losy i co takiego ma w sobie zawód pedagoga, że wykonuje się go przez całe życie, opowiada historia emerytowanej nauczycielki, Bożenny Główki. Może przed Dniem Nauczyciela warto pamiętać o takich jak ona.

Jak młoda dziewczyna spod białoruskiej granicy trafiła do Sochaczewa i pobliskiej szkoły w Feliksowie?

To cała historia. Z Terespola wyjechałam na studia do Olsztyna. Skończyłam technologię żywności na Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, obecnie jest to Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Trzy lata pracowałam w elewatorze zbożowym w Bartoszycach jako kierownik laboratorium i tam mieszkałam. Jeszcze na studiach poznałam mojego męża pochodzącego z Sochaczewa, który studiował geodezję. Tak się złożyło, że kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, dostaliśmy mieszkanie w Sochaczewie. Wiadomo, że dla młodego małżeństwa własne mieszkanie było najważniejsze, tym bardziej, że mąż nie znalazł pracy w tamtych okolicach. I tak trafiliśmy tutaj.

Ale to nie wyjaśnia drogi do zawodu nauczyciela.

Po przeprowadzce szukałam pracy w swoim zawodzie, ale nie znalazłam. Wtedy kolega powiedział mi, że poszukują nauczyciela przedmiotów ścisłych w Feliksowie. Pojechałam, porozmawiałam i dostałam tę pracę. Zatrudniał mnie jeszcze wieloletni inspektor oświaty w gminie, pan Włodzimierz Chmielewski.

To duża zmiana. Nie bała się pani początków?

Pewnie że się bałam. Rozpoczęłam pracę w połowie stycznia 1984 r., sypał śnieg, a ja na drżących nogach szłam dwa kilometry od szosy warszawskiej na pierwsze lekcje z dziećmi. Miałam sporo godzin, bo uczyłam matematyki, a poza tym w starszych klasach fizyki i chemii. Dużo pracowałam w domu, bo do każdej lekcji musiałam się przygotowywać, robić konspekty, sprawdzać prace domowe. Przy małych dzieciach nie jest to łatwe. Mój dzień kończył się zazwyczaj o drugiej w nocy, a zaczynał wcześnie rano, bo przed ósmą musiałam być w szkole.

Chciałam jeszcze dopytać, czy wtedy nie wymagano przygotowania pedagogicznego? 

Owszem, ale najważniejsze była wiedza z konkretnych przedmiotów. Na studiach miałam zajęcia ze wszystkich dziedzin, których uczyłam. Po rozpoczęciu pracy musiałam skończyć kurs pedagogiczny w Łowiczu. Później, kiedy zwiększyły się wymagania edukacyjne, odbyłam jeszcze studia podyplomowe z matematyki i wtedy uczyłam już tylko tego przedmiotu.

Jak wyglądała szkoła w 1984 r., pytam w sensie ogólnym, czyli jakie warunki pracy pani zastała?

Od razu mi się spodobało. To była mała szkoła, po jednym oddziale w każdym roczniku. Klasy były niewielkie, liczyły około 10 osób, może trochę więcej, a wszystkich nauczycieli było dziesięcioro. Jeśli chodzi o warunki do nauki i wyposażenie, to, mimo że budynek przedwojenny, był dobrze utrzymany. Rok przed moim przyjściem piece zamieniono na centralne ogrzewanie, ale wychodek był jeszcze na zewnątrz. Łazienki powstały później, kiedy rozbudowano szkołę. Nie przypominam sobie, żeby były jakieś braki w pomocach naukowych. Co więcej, jak likwidowano Chemitex, zaproszono nas do tamtejszego laboratorium i mogliśmy zabrać z niego to, co było potrzebne do pracy w szkole. Dzięki temu wykonywaliśmy na lekcjach dużo doświadczeń chemicznych.

A jaka była atmosfera w szkole?

Doskonała, czułam się tam jak w rodzinie. Może dlatego pracowałam w Feliksowie tak długo, aż do emerytury w 2018 r. Wszyscy się znali, nauczyciele utrzymywali kontakty towarzyskie poza szkołą. Znaliśmy uczniów, ich sytuację rodzinną, trudności, z jakimi się mierzyli i ukryte zdolności. Żadne dziecko nie było anonimowe. Dzięki temu mogliśmy odpowiednio reagować i wspierać ich starania. Była bardzo dobra współpraca z rodzicami, którzy szanowali nauczycieli i zawsze, kiedy była taka potrzeba, spieszyli z pomocą. I tak było od zawsze, bo przypomnę, że ziemię pod budowę szkoły przekazał jeden z mieszkańców Feliksowa, przedwojenny poseł na sejm, Jan Czarnecki.

Przepracowała pani w Feliksowie 35 lat, mimo że dojazd do pracy stanowił poważny problem.

Tak, to był najtrudniejszy element tej pracy, bo przecież samochody nie były tak powszechne, jak dziś. W tamtym kierunku nie kursował żaden autobus, więc w okresie jesienno-zimowym najczęściej dojeżdżałam „okazją” do skrzyżowania w Kożuszkach i dwa kilometry do Feliksowa pokonywałam pieszo. Często spotykałam tam dzieci idące na lekcje i dalej szliśmy razem. Wiosną i latem dojeżdżałam rowerem. Ale zdarzały się też zabawne sytuacje. Kiedyś trafiła mi się jazda na kole traktora, kilka razy na bagażniku roweru, a nawet na „komarku” (śmiech). Wracałam ze szkoły, padał deszcz i zlitował się nade mną właściciel owego „komarka”. Kiedy dojechaliśmy do skrzyżowania Warszawskiej z 600-lecia, gdzie zazwyczaj kończyła się moja jazda, okazało się, że jestem od góry do dołu uchlapana błotem (śmiech). Mężczyzna na motorowerze spojrzał na mnie i chyba stwierdził, że w takim stanie nie bardzo mogę się pokazać na ulicy, bo kazał mi z powrotem wsiąść i przywiózł mnie pod sam dom. Oczywiście nie zawsze się tak działo, miałam też bardziej cywilizowane środki transportu, zwłaszcza kiedy samochody stały się codziennością i wprowadzono autobusy szkolne.

Czy wśród wspomnień z życia szkoły są jakieś szczególne?

Jest ich dużo, ale najbardziej wzruszające są dwa. Pewnego zimowego dnia przybłąkała się do szkoły kotka w ciąży. Nikt z nas nie miał sumienia wyrzucić jej w tym stanie i zamieszkała w jednym z pustych pomieszczeń w budynku. Tam też się okociła, dzieci doglądały małe, kotce przynosiły jedzenie i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden problem – wizyty sanepidu. Baliśmy się, że jak kontrola zobaczy tę małą hodowlę, to każe wyrzucić zwierzaki i jeszcze nałoży karę. Powstał więc plan. W razie kontroli woźna krzyczała: sanepid, a kilkoro dzieci w te pędy wybiegało z lekcji, brało na ręce koty i uciekało z nimi. Kiedy kotki podrosły, problem sam się rozwiązał, bo matka wyprowadziła je ze szkoły i żyły gdzieś na wolności.

A drugie wspomnienie?

Drugie jest związane z psem, który także upodobał sobie teren szkoły. Tym razem jednak sprawę załatwiliśmy formalnie. Zaprosiliśmy weterynarza, żeby go zbadał, zaszczepił i powiedział, jak z nim postępować. Nasz nowy pupil, mimo że był dużym psem, był jednocześnie bardzo spokojny i przyjazny w stosunku do dzieci. Miał taki zwyczaj, że kiedy uczniowie wchodzili do szkoły, siadał przy wejściu i każdego szturchał nosem, jakby odliczał, czy wszyscy są. To trwało kilka lat, zanim nie zginął pod kołami samochodu. Bardzo po nim płakaliśmy.
Uważam, że te dwie historie wiele mówią o atmosferze w szkole i, mimo zastrzeżeń służb sanitarnych czy władz oświatowych, są bardzo wychowawcze. Teraz pewnie byłoby to niemożliwe, ale właśnie z powodu takich historii pokochałam szkołę.

Rozmawiała
Jolanta Śmielak-Sosnowska

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności

DO GÓRY

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies klikając przycisk Ustawienia. Aby dowiedzieć się więcej zachęcamy do zapoznania się z Polityką Cookies oraz Polityką Prywatności.

Ustawienia

Szanujemy Twoją prywatność. Możesz zmienić ustawienia cookies lub zaakceptować je wszystkie. W dowolnym momencie możesz dokonać zmiany swoich ustawień.

Niezbędne pliki cookies służą do prawidłowego funkcjonowania strony internetowej i umożliwiają Ci komfortowe korzystanie z oferowanych przez nas usług.

Pliki cookies odpowiadają na podejmowane przez Ciebie działania w celu m.in. dostosowania Twoich ustawień preferencji prywatności, logowania czy wypełniania formularzy. Dzięki plikom cookies strona, z której korzystasz, może działać bez zakłóceń.

 

Zapoznaj się z POLITYKĄ PRYWATNOŚCI I PLIKÓW COOKIES.

Więcej

Tego typu pliki cookies umożliwiają stronie internetowej zapamiętanie wprowadzonych przez Ciebie ustawień oraz personalizację określonych funkcjonalności czy prezentowanych treści.

Dzięki tym plikom cookies możemy zapewnić Ci większy komfort korzystania z funkcjonalności naszej strony poprzez dopasowanie jej do Twoich indywidualnych preferencji. Wyrażenie zgody na funkcjonalne i personalizacyjne pliki cookies gwarantuje dostępność większej ilości funkcji na stronie.

Więcej

Analityczne pliki cookies pomagają nam rozwijać się i dostosowywać do Twoich potrzeb.

Cookies analityczne pozwalają na uzyskanie informacji w zakresie wykorzystywania witryny internetowej, miejsca oraz częstotliwości, z jaką odwiedzane są nasze serwisy www. Dane pozwalają nam na ocenę naszych serwisów internetowych pod względem ich popularności wśród użytkowników. Zgromadzone informacje są przetwarzane w formie zanonimizowanej. Wyrażenie zgody na analityczne pliki cookies gwarantuje dostępność wszystkich funkcjonalności.

Więcej

Dzięki reklamowym plikom cookies prezentujemy Ci najciekawsze informacje i aktualności na stronach naszych partnerów.

Promocyjne pliki cookies służą do prezentowania Ci naszych komunikatów na podstawie analizy Twoich upodobań oraz Twoich zwyczajów dotyczących przeglądanej witryny internetowej. Treści promocyjne mogą pojawić się na stronach podmiotów trzecich lub firm będących naszymi partnerami oraz innych dostawców usług. Firmy te działają w charakterze pośredników prezentujących nasze treści w postaci wiadomości, ofert, komunikatów mediów społecznościowych.

Więcej
Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.