Czas rzemieślników i dorożek
Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie
Dzisiaj ostatni raz spotykamy się na ul. Traugutta, aby opowiedzieć, jak kiedyś wyglądała ta ulica. W poprzednim odcinku zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie stała niemal stuletnia kamienica wybudowana przez kowala i powoźnika Walentego Zwierzchowskiego. Dziś to miejsce zajmuje salon meblowy.
- Po sąsiedzku z posesją Zwierzchowskich działała kuźnia innego znanego w Sochaczewie kowala - pana Gellerta. W głębi do dziś stoi piętrowa oficyna, przy ulicy zaś był wolny plac dla furmanek, którymi przyjeżdżali klienci po odbiór kowalskiej roboty, czyli ogrodzeń, narzędzi rolniczych, zamków do drzwi, a czasem tylko po to, aby podkuć konia. Teraz w tym miejscu znajduje się przystanek ZKM – opowiada Stanisław Kwiatkowski i dodaje, że bliskość takich samych specjalności nikomu nie przeszkadzała. Zamówień było tyle, że każdy z rzemieślników miał co robić.
Następna posesja należała do państwa Gruberskich, właścicieli piekarni.
- Była usytuowana na rogu Traugutta i Reymonta, w drewnianym parterowym budynku z wysokim kominem opartym o sąsiednią kamienicę od strony Reymonta. Komin ten istnieje do dziś. Piekarnia była tak popularna, że kajzerki pana Gruberskiego sprzedawano nawet w Warszawie – przypomina pan Stanisław.
Dzisiaj w tym samym miejscu działa równie znana piekarnia prowadzona przez prezeskę sochaczewskiego Cechu Rzemiosł Różnych, Violettę Gzik, która fachu uczyła się od dziadka i ojca.
Przechodzimy na drugą stronę ul. Reymonta i Stanisław Kwiatkowski pokazuje miejsce, gdzie stały dwa bliźniacze parterowe drewniaki. W jednym mieszkała rodzina państwa Zaczkowskich, w narożnej części Zaczkowski - senior prowadził sklep masarski. Po jego śmierci w tym lokalu pracownię krawiecką urządził pan Janiak. Na fanpagu "Sochaczew moje miasto w fotografii" Gabriela Frej uściśla informację na temat domu, na roku Reymonta i Traugutta, pisząc, że rozebrano go w 1967 roku ze względu na zły stan techniczny. Dzisiaj stoi tu piętrowa kamienica.
- Zbliżając się do kolejnej przecznicy Traugutta warto jeszcze zwróci uwagę na posesję państwa Stępowskich zajmującą całą narożną część ulic Traugutta i Wąskiej. Pamiętam, że po wojnie stanął tu murowany, parterowy budynek, w którym znajdował się duży sklep, a piętro nad nim dobudowano później – opowiada mój rozmówca.
Losy tego obiektu zmieniały się w czasach PRL. Był w nim między innymi Dom Dziecka, czyli sklep z artykułami dla najmłodszych. Właściciele natomiast działalność handlową prowadzili w małym pomieszczeniu od strony Traugutta, naprzeciwko parku.
- To był znany w mieście sklep, w którym sprzedawała pani Stępowska, a można w nim było kupić mnóstwo rzeczy niezbędnych w tamtym czasie: kuchnie z fajerkami, kafle do pieców, farby malarskie, ale także ozdoby na choinkę i różne drobiazgi do wyposażenia domu – dodaje pan Stanisław.
Teraz to miejsce wygląda zupełnie inaczej, ale zasługuje ono na oddzielny artykuł, choćby ze względu na wspomnienie o Sochaczewie, którego już nie ma.
Ulica Wąska przez całe lata mieszkańcom Sochaczewa kojarzyła się z postojem dorożek. Przed wojną i w kolejnych dekadach były one głównym środkiem lokomocji, a także transportu w mieście. Niektórzy seniorzy do dziś o ul. Wąskiej mówią: tam gdzie stały dorożki.
Dorożka służyła do różnych celów – można nią było jechać z bagażami na dworzec kolejowy, przewieźć kupiony właśnie stół lub okno do oszklenia, a nawet zajechać do kościoła na własny ślub. Czasami panowie w cylindrach z szykownie ubranymi paniami urządzali sobie przejażdżki po mieście. Nie tyle ze zmęczenia, co dla fasonu. Bywało także, że po suto zakrapianym spotkaniu jego uczestnicy nie mieli siły na własnych nogach wrócić do domu. Wtedy dorożka była niezbędna.
Właściciele tych pojazdów musieli zadbać zarówno o ich wygląd, jak i kondycję konia, dlatego częstym widokiem był worek owsa, który zwierzę dostawało podczas postoju czy oczekiwania na klienta. Zimą konia okrywano derką, a czasem na wyjątkowe okazje fantazyjnie ozdabiano, aby „zadać szyku”. Frajdę miały także dzieci, które tylko czekały, kiedy dorożka ruszy, żeby uczepić się tyłu pojazdu i przejechać kawałek drogi. Do czasu aż fiakier je zauważył i strzelił krótkim batem, aby odstraszyć dzieciarnię.
Dorożki niewątpliwie dodawały kolorytu ulicom miasta, a odgłos końskich kopyt na bruku niósł się po mieście jeszcze w latach 60. XX w., dopóki dorożek nie wyparły taksówki, autobusy, a później coraz więcej prywatnych samochodów.
Kończąc spacer ul. Traugutta należy za Stanisławem Kwiatkowskim przypomnieć o istniejącym od lat sklepie elektrycznym, do którego w latach 90. dobudowano piętro mieszkalne oraz o parterowym pawilonie, w którym warsztat lakierniczy miał kiedyś pan Foremski. No a dalej wzbudzająca podziw przedwojenna narożna kamienica Józefa Biernackiego, o której pisaliśmy spacerując ul. Warszawską. Zwłaszcza w ostatnich latach, po odnowieniu elewacji, odzyskała dawny blask. Najpełniej prezentuje się z Placu Kościuszki, stając się reprezentacyjnym budynkiem przy wjeździe do miasta.
Jolanta Śmielak-Sosnowska
Foto: Wyjazd z ulicy Wąskiej. Po obu stronach ulicy Traugutta zabudowania należące do społeczności żydowskiej. Zarówno kamienica widoczna na pierwszym planie, jak i dzielnica żydowska po prawej, zniknęły z krajobrazu miasta w czasie II wojny światowej. Ze zbiorów Roberta Niemiry.