Zacieniona aleja, czyli dawna ulica Traugutta
Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie
Nie znamy pochodzenia kilkusetletniej figury Madonny z Dzieciątkiem, ale do dziś podziwiamy jej barokowo-klasycystyczny urok, wspominamy zapach pieczywa z piekarni Górskiego, mijamy budynek jednego z najstarszych miejskich przedszkoli i sąsiadujący z nim obiekt, w którym w szalonych latach big-beatu bawiła się ówczesna młodzież, nazywając to miejsce kawiarnią „Pod Trupkiem”. Tak różnorodnie zapisała się w pamięci mieszkańców ulica Traugutta.
Poprzedni spacer zakończyliśmy na nietypowym skrzyżowaniu, a właściwie rozjeździe, gdzie ul. Traugutta przechodzi w 15 Sierpnia i spotyka się z Licealną. Do centrum wracamy lewą stroną Traugutta, a towarzyszy mi jak zwykle Stanisław Kwiatkowski.
Przedwojenne wille i chlebowy zapach
- Przy rozjeździe jeszcze przed wojną stał budynek o charakterze dworkowym, ulokowany w ogrodzie. Należał prawdopodobnie do państwa Gruberskich, właścicieli piekarni. Po wojnie dom skomunalizowano, mieszkał w nim, m.in. repatriant ze Związku Radzieckiego, o którym mówiono, że uciekał przed Armią Czerwoną. Nazywał się Awdiejczyk i był kierownikiem poczty mieszczącej się wtedy w urzędzie miejskim przy 1 Maja – opowiada Stanisław Kwiatkowski. – Później, bezpośrednio przy ulicy Traugutta wybudowano domy jednorodzinne, ale ten dworek stoi do dziś.
Za nim znajdowała się posesja państwa Wypijewskich, sięgająca aż do ul. Ziemowita. Pan Wypijewski był znanym felczerem – dodaje.
Na rogu Traugutta i Ziemowita mijamy przedwojenny dom państwa Miszewskich, znanych nauczycieli. Pan Miszewski był dyrektorem kilku sochaczewskich szkół. Dom ma wejście od ul. Ziemowita, ale świetnie go widać z ul. Traugutta. Ta duża posesja graniczy z działką pana Witolda Górskiego, mistrza piekarskiego, starszego Cechu Rzemiosł Różnych (zwyczajowo nazywanego prezesem). Jego piekarnię i sklep w tym miejscu mieszkańcy wspominają do dziś. Uczniowie sochaczewskiego liceum, w latach 70. XX w., spieszący do szkoły, z daleka czuli zapach pieczonego chleba rozchodzący się po okolicy.
- Czy w latach 50. budynek był własnością pana Górskiego, tego nie wiem, ale pamiętam, że w 1951-52 r. pomieszczenia w tym miejscu wynajęła Zasadnicza Szkoła Zawodowa i po remoncie uruchomiła w nich warsztaty dla niektórych zawodów branży mechanicznej. Opiekunem warsztatów był nauczyciel Zdzisław Nawrot, a oprócz niego pracowali tam jeszcze panowie M. Kołodziejczak i J. Ochal. Z zapisów w kronice szkolnej można się dowiedzieć, że pomieszczenia miały ponad 80 mkw. i mieściły się przy... ul. Dzierżyńskiego 7 – twierdzi mój rozmówca.
Gdzie zatem kończyła się ul. Traugutta a zaczynała Dzierżyńskiego (obecnie 15 Sierpnia)? Naturalną granicą wydaje się skrzyżowanie, ale adres w dokumentach „80” temu przeczy.
Należy dodać, że kiedy w 1954 r. oddano do użytku warsztaty szkolne przy ul. Towarowej (dziś Piłsudskiego), opuściły one posesję przy Dzierżyńskiego 7.
Piękna zabytkowa Madonna
Idąc w kierunku centrum, mijamy ul. Słowackiego, którą w poprzednim odcinku nazwaliśmy ulicą profesorską, a to z uwagi na liczbę mieszkających tam po wojnie nauczycieli. W latach 60., kiedy w Polsce ruszyło budownictwo mieszkaniowe, w tym rejonie miasta rozlokowały się budynki wielorodzinne. Jako pierwszy powstał blok dawnej Spółdzielni Pracy „Gawłowianka”, następny był budynek Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, przypomina Stanisław Kwiatkowski. A po nich postawiono kolejne bloki, ale i tak osiedle u zbiegu Traugutta i Słowackiego zachowało kameralny charakter.
Przed pierwszym z bloków, na wprost cmentarza parafialnego, zobaczymy jeszcze zabytkową figurę Matki Bożej z Dzieciątkiem, przeniesioną tu pół wieku temu z ogrodu doktora Ossowskiego, sięgającego od willi przy Kaczorowskiego, aż po obecną uliczkę wjazdową do Lidla. Kiedy jego znaczną część przejęto na potrzeby miasta, figurę przestawiono w obecne miejsce.
Trudno dziś ustalić autora i okoliczności powstania tej urokliwej figury. Nie ma zgodności wśród konserwatorów zabytków, czy pochodzi z XVIII czy XIX w., ale mimo upływu lat nadal zachwyca urodą i kunsztem. Matkę Bożą trzymającą na rękach małego Jezusa, życzliwie spoglądającego na przechodniów, ustawiono na wysokim postumencie. Warto przy okazji wizyty na cmentarzu parafialnym przejść na drugą stronę ulicy, aby spojrzeć w oczy Madonny i jej maleńkiego syna.
Big-beat „Pod Trupkiem”
Kilkadziesiąt metrów dalej mijamy Miejskie Przedszkole nr 1, stojące frontem do ul. Kaczorowskiego, które od lat 60. XX w. wychowało całe pokolenia mieszkańców miasta. Po drugiej stronie ulicy natrafiamy na piętrowy budynek, który nie przykuwa uwagi ani architekturą, ani bogatą historią, a mimo to budzi wspomnienia Stanisława Kwiatkowskiego i jego osiemdziesięcioletnich rówieśników.
- Ten budynek również powstał w latach 60., a wybudowało go przedsiębiorstwo Miejskiego Handlu Detalicznego (MHD), później zastąpione przez PSS „Społem”. Na parterze, tak jak dziś były sklepy, na piętrze biura firmy. I tu docieramy do sedna, bo w południowej części piętra, w jednym z pomieszczeń, otwarto małą kawiarenkę. Pod ścianami stały stoliki, podest dla zespołu, a środek sali zajmowali tańczący. Przygrywały im amatorskie zespoły muzyczne, albo piosenki z płyt gramofonowych. Wkrótce kawiarenka stała się ulubionym miejscem spotkań sochaczewskiej młodzieży. Z uwagi na bliskość cmentarza i stojącego w rogu małego domku grabarza, zyskała nieformalną nazwę „Pod Trupkiem” - opowiada pan Stanisław.
Nekropolia nie była wtedy aż tak widoczna z okien budynku, bo ulicę Traugutta porastały wysokie drzewa, które latem dawały dużo cienia, a wokół pachniały rosnące tam lipy. Ulica Traugutta stanowiła więc piękną aleję, uczęszczaną przez spacerowiczów. Do czasu aż na początku lat 80. drzewa wycięto, chodniki zwężono, aby zrobić miejsce dla wjeżdżających od strony Żyrardowa TIR-ów.
Ale wróćmy jeszcze do kawiarni „Pod trupkiem”. W tym czasie cały kraj ogarnął muzyczny szał w rytmie big-beatu i rock and rolla.
- Po wyprodukowaniu w 1958 r. przez zakłady radiowe Kasprzaka w Warszawie pierwszego polskiego magnetofonu szpulowego „Melodia”, płyty z adapteru zastąpiono taśmami magnetofonowymi. W 1963 r. „Melodię” wyparło „Tonette”, również produkowane przez zakłady Kasprzaka. Magnetofony stały się coraz bardziej dostępne i ja także uległem tej powszechnej euforii, kupując sobie właśnie „Tonette”. Ponieważ działałem w studenckiej rozgłośni, zdarzało mi się przywozić do Sochaczewa najnowsze nagrania, przy których bawiliśmy się w „Trupku”.
I na koniec naszego spaceru, słowo o budynku, którego działalność trwała chyba krócej niż jego budowa. Chodzi o supermarket wybudowany przez PSS „Społem” przy ul. Traugutta na początku lat 80. Ogromny sklep, świetnie zaopatrzony, cieszący się wielką popularnością, spłonął wkrótce w niewyjaśnionych okolicznościach. Na temat pożaru do dziś krążą legendy o celowym podpaleniu po zuchwałej kradzieży, o zaniedbaniach itp. Faktem jest, że obiekt spłonął doszczętnie, do posadzki. Dziś na jego miejscu stoi hotel Chopin.
Jolanta Śmielak-Sosnowska