Sochaczew zasługuje na dobrą piłkę - rozmowa z Sebastianem Przybylskim
Przed startem sezonu 2026/2027 rozmawiamy z Sebastianem Przybylskim, prezesem KP Orkan Sochaczew. Od chwili, gdy w zeszłym roku w klubie pojawił się nowy zarząd, piłka nożna w mieście wyraźnie nabrała wiatru w żagle. Awans do A-klasy, profesjonalizacja struktur, powołanie rezerw, rozwój Akademii. Prezes opowiada o wielkich ambicjach, budowaniu lokalnej tożsamości i o tym, dlaczego mecze Orkana mają stać się prawdziwym wydarzeniem dla rodzin.
Skąd w ogóle pomysł na ten projekt? Przez lata piłka nożna w Orkanie tkwiła w bardzo niskich ligach. Co sprawiło, że postanowiliście ją odbudować?
To nie było tak, że nagle ktoś obudził się z gotowym pomysłem. Było walne zebranie, wybrano nowe osoby do zarządu i chyba po prostu wszystkim nam zależało, żeby piłka w Orkanie wreszcie odżyła. Potencjał tego miasta jest ogromny. Mamy obiekty, dobrą infrastrukturę, jest zaplecze ludzkie. Sochaczew po prostu zasługuje na dobrą piłkę na przyzwoitym poziomie. Nie mówię od razu o Ekstraklasie, bo to daleka droga, ale naszym minimum jest liga, która zmobilizuje ludzi do przychodzenia na stadion, żeby trybuny naprawdę żyły.
Mniejsze miasta wielokrotnie udowadniały, że można. Unia Skierniewice to chyba idealny przykład.
Dokładnie! Skoro takie kluby potrafią dotrzeć tak wysoko, to dlaczego Sochaczew miałby nie spróbować? Oczywiście na najwyższych szczeblach w grę wchodzą zupełnie inne pieniądze i możliwości transferowe, ale my chcemy budować klub krok po kroku.
Jesteś prezesem od jesieni 2025 roku i już widać poważne zmiany. Klub zaczął żyć w mediach społecznościowych, macie profesjonalne galerie z meczów.
Zmiana wizerunkowa była bardzo potrzebna. Chcieliśmy, żeby nasze media społecznościowe nie odbiegały od tego, co prezentują dużo większe kluby w Polsce. Mamy estetyczne grafiki, na każdym meczu jest fotograf, prężnie działamy z wideo. Ostatnio nasze materiały kręciły niesamowite zasięgi! To świetna reklama marketingowa. Dzięki temu kibic wchodzi na Facebooka i widzi, że klub żyje, że wokół niego coś się dzieje. Kiedy ludzie widzą, że coś jest dobrze robione, sami zaczynają się tym interesować i nakręcają innych.
Co uważasz za największy sukces minionych miesięcy pod kątem czysto sportowym?
Przede wszystkim poukładanie sztabu trenerskiego i całego pionu młodzieżowego – obecnie mamy aż 12 zespołów młodzieżowych i pracują w nich licencjonowani trenerzy UEFA. Drugim ogromnym krokiem było uruchomienie drugiej drużyny seniorskiej po awansie do A-klasy. Od dawna mieliśmy to w głowach. Pozwala nam to utrzymać w rytmie meczowym szeroką kadrę.
I jak wygląda zainteresowanie?
Rewelacyjnie. Na treningach pierwszej drużyny mamy około 25-26 zawodników, w drugiej podobnie. Ostatnio robiliśmy zdjęcia w koszulkach – wzięło w nich udział prawie 40 chłopaków. Mamy niesamowicie szeroką i młodą kadrę. Część zawodników z rezerw to młodzież, która lada moment może wejść do poważnej, seniorskiej piłki. Nikt nie może być pewny swojego miejsca w kadrze, więc rywalizacja pcha ten zespół do przodu.
Wspomniałeś o młodzieży. Jakie macie plany wobec Akademii?
Jako zarząd chcemy ją mocno rozwijać, ale nie idziemy w ilość, tylko w jakość. Jeśli mamy w grupie 15-20 dzieci, nie tworzymy zespołu tylko dla sztucznej liczby. Chcemy, żeby rodzice widzieli, że za jakością szkolenia idzie profesjonalizm. Zwiększyliśmy liczbę treningów do trzech w tygodniu, co wiąże się z nieco wyższą składką, ale i tak jesteśmy bardzo konkurencyjni w porównaniu do klubów warszawskich. Mamy świetnie rokujące młode roczniki, takie jak 2016, 2018 czy 2019. Ostatnio chłopcy z rocznika 2018 pojechali na mocno obsadzony turniej do Płocka i zajęli tam pierwsze miejsce.
Planujecie również zatrudnić koordynatora Akademii z zewnątrz. Dlaczego?
Potrzebujemy koordynatora sportowego odpowiadającego za cały pion młodzieżowy, ale zależy nam na osobie z zewnątrz, a nie kimś z obecnych trenerów. Taka osoba przyjdzie na trening z chłodną głową i powie: „to robicie dobrze, a to trzeba poprawić”. Kiedy koordynator jest kolegą trenerów, często brakuje dystansu potrzebnego do konstruktywnej krytyki. Szukamy kogoś ze świeżym spojrzeniem, żeby Akademia była perfekcyjnie poukładana. Cały czas ulepszamy organizację.
Skoro o profesjonalizacji mowa – jak wygląda budżet?
Współpraca z lokalnym biznesem chyba zaczyna przynosić owoce. Mocno stawiamy na budowanie struktury biznesowej. Drużyny mają już świetnie zagospodarowaną koszulkę. Wymieniliśmy cały sprzęt – wszyscy, od seniorów po najmłodsze grupy, są jednolicie ubrani, co buduje tożsamość. Zamiast jednego wielkiego sponsora, wolimy mieć kilku mniejszych, z którymi budujemy partnerstwo na lata. Pomagają nam też lokalni przedsiębiorcy transportowi czy deweloperzy. Wprowadziliśmy również sprzedaż klubowych gadżetów przez internet, by wyjść naprzeciw kibicom.
W zespole seniorów pojawił się nowy trener z doświadczeniem z wyższych lig. To celowy zabieg, by uciec od „lokalnych powiązań”?
Zdecydowanie. Lokalny szkoleniowiec zna chłopaków od lat, często łączą ich relacje koleżeńskie. Nam zależało na kimś z zewnątrz, kto wejdzie do szatni z czystą kartą i oceni graczy wyłącznie przez pryzmat umiejętności i przydatności dla drużyny. Trener rozpoczął pracę niedawno, a już widzimy efekty. Od razu wprowadził bardzo wymagające, intensywne zajęcia. Nawet zawodnicy, którzy grali w wyższych ligach, przyznają, że widzą ogromną różnicę w jakości. U nas mecz ma być nagrodą za ciężką pracę wykonaną w tygodniu. Co więcej, wprowadziliśmy zasadę: pierwsza drużyna gra na głównym boisku, a druga na sztucznej nawierzchni. Gra na głównej płycie to też przywilej, który trzeba sobie wywalczyć.
Orkan nawiązał też głośną współpracę z Legią Warszawa. Co to daje w praktyce?
Nasi trenerzy jeżdżą na staże, na które normalnie czeka się miesiącami, a my czasem dostajemy się z marszu. Jeśli mamy wyróżniającego się zawodnika, zgłaszamy go na testy. W sierpniu dwóch naszych młodych bramkarzy trenowało na obiektach Legii. Co ciekawe, jeden z nich dostał później propozycję z innego klubu, ale stwierdził, że na razie zostaje u nas. Chcemy być dla młodych chłopaków trampoliną do wielkiej piłki. Pomoże nam w tym mocny sztab – obok pierwszego trenera mamy świetnego asystenta, przypisanego fizjoterapeutę i trenera bramkarzy.
Cel na nowy sezon nasuwa się sam. Awans do ligi okręgowej?
Nie mamy innego celu. Sparingi napawają optymizmem – większość spotkań pewnie wygraliśmy. Pokonaliśmy nawet 5:1 na wyjeździe naszego bezpośredniego rywala ligowego, choć trener od razu studził nastroje, bo liga to zupełnie inne emocje. Zespół jest jednak głodny sukcesu i czuć to na każdym kroku.
Piłka to też kibice. Co robicie, żeby zapełnić trybuny w Sochaczewie?
Chcemy, żeby mecz był wydarzeniem, na które przychodzi się z przyjemnością całymi rodzinami. Uruchamiamy na stadionie sklepik z gadżetami – można kupić szaliki, koszulki, czapki, można płacić kartą. Rozbudowujemy strefę gastronomiczną, rozmawiamy z lokalnymi restauracjami, żeby zaoferować kibicom smaczne przekąski. Chcemy, by było kulturalnie, smacznie i z dodatkowymi atrakcjami wokół meczu. Wstęp na spotkania jest darmowy, ale jeśli ktoś chce nas wesprzeć, może „wrzucić” dobrowolną cegiełkę z terminala. Moim marzeniem jest po prostu zapełniony, tętniący życiem stadion.
Na koniec zapytam o trzon waszego projektu. Mocno stawiacie na „swoich”.
Zgadza się. Nie ściągamy „najemników” dla samych nazwisk. Zdecydowana większość naszej kadry to chłopaki stąd – z Sochaczewa i powiatu. Są to zawodnicy mocno związani z regionem. Taka strategia daje nam ogromną stabilność. Chłopaki grają u nas dla Orkana. Mamy ogromne wsparcie kibiców, sponsorów, a w Akademii fantastycznych rodziców. Jeśli wszyscy będziemy wspólnie robić kolejne małe kroki, to zbudujemy tu naprawdę fajny, piłkarski projekt.
Rozmawiał Sebastian Stępień