Politologia, orzechy laskowe i lokalny patriotyzm
Choć utarło się przekonanie, że ambicje młodych ludzi skupiają się wyłącznie wokół wielkich metropolii, bohater tej historii jest zaprzeczeniem tego schematu. Taras Hrikh, 23-letni magister politologii, wbrew panującym trendom zamiast kariery w stolicy wybrał powrót do korzeni - do rodzinnego Gródka.
Jego ścieżka to nieoczywiste połączenie pracy intelektualnej z rolnictwem. Podczas gdy na uniwersytecie analizował systemy polityczne, we własnym sadzie sadził leszczynę, budując fundamenty pod autorską markę. O tożsamości, prowadzeniu biznesu w realiach wojny i psychologii marketingu rozmawiamy z naszym bohaterem.
O młodości w czasie wojny i poszukiwaniu siebie
- Tarasie, witaj! Powiedz, co dla Ciebie oznacza bycie częścią młodego pokolenia w tak przełomowym momencie, zwłaszcza w kontekście życia w niewielkim mieście?
- Dla mnie bycie młodym Ukraińcem dzisiaj, to przede wszystkim świadomość, że moje dorastanie przypadło na czas ogromnych kontrastów: najpierw pandemia, a potem wojna na pełną skalę. To doświadczenie niezwykle intensywne - od budowania relacji międzyludzkich, po realne wsparcie dla wojska i osób przesiedlonych. Jednak kluczowa jest tu kwestia tożsamości. O ile wcześniej mogłem jeszcze szukać odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”, o tyle teraz, jest ona jasna: jestem Ukraińcem, mieszkańcem Gródka, przedstawicielem swojego pokolenia. To nie są dla mnie puste hasła, lecz powód do dumy i poczucie wielkiej odpowiedzialności.
- Podkreśliłeś dumę z narodowości. A jak wygląda Twoja więź z tym konkretnym miejscem - małym Gródkiem?
- Gródek to miasto wyjątkowe, które determinuje sposób myślenia. Dorastanie w środowisku, gdzie zna się niemal każdego, tworzy specyficzny styl życia i ekosystem, który wpływa na to, kim się stajemy. Małe miasto daje bardzo ciekawy start. Kiedy później trafiasz do metropolii, masz już ten solidny fundament, pewną „bazę”. Dla mnie Gródek to przestrzeń, w której zacząłem świadomie budować samego siebie.
Od politologii do realizmu: dlaczego ten kierunek?
- Skąd decyzja o studiowaniu politologii?
- Dziś to dla mnie coś znacznie więcej, niż tylko nazwa kierunku na dyplomie: to istotna część mojego życia. Choć muszę przyznać, że moja ścieżka nie od razu była oczywista. Fascynację politologią odkryłem na początku XI klasy, podczas wizyty na uniwersytecie. Rozmowy z wykładowcami i studentami przekonały mnie do tego wyboru. Wcześniej wahałem się między historią a stosunkami międzynarodowymi, ale to właśnie politologia połączyła wszystkie moje pasje: historię, politykę i dyplomację. Rok intensywnych przygotowań do egzaminów i uzyskane wyniki ostatecznie rozwiały moje wątpliwości.
- Studia na takim kierunku z pewnością kształtują światopogląd. Jakie wartości wyniosłeś z politologii przez te sześć lat?
- Ta specjalność przede wszystkim przygotowuje do bycia świadomym obywatelem, który rozumie mechanizmy procesów politycznych. Zrozumiałem, jak funkcjonuje państwo prawa, struktury państwowe i samorząd terytorialny, który analizowałem przez cały okres studiów. Teraz, jako Ukrainiec, mam jasną wizję tego, co chcę widzieć w przyszłości i jaki kraj zamierzam budować.
- Czy Twoje postrzeganie procesów zachodzących na Ukrainie i na świecie uległo w tym czasie zmianie?
- Tak, zdecydowanie. Choć muszę zaznaczyć, że zawsze byłem realistą i nigdy nie wierzyłem, że polityka bierze się znikąd. Nawet na pierwszym roku patrzyłem na te zjawiska trzeźwo, ale teraz, po magisterium, dostrzegam znacznie więcej. Odkryłem pewną prawidłowość: wydarzenia historyczne dość często się powtarzają. Można je przewidzieć, a nawet kontrolować - widzę to wyraźnie na przykładzie dzisiejszych doświadczeń. Wiele zjawisk na Ukrainie bywa ostro krytykowanych, ale kiedy porównamy je z tym, jak działają w innych częściach świata, okazuje się, że u nas sytuacja wcale nie wygląda tak źle.
- Czy możesz podać konkretne przykłady obszarów, w których wypadamy dobrze na tle innych?
- Tak, biorąc pod uwagę chociażby kraje Europy, badałem to w ramach kilku przedmiotów. Moje analizy wykazały, że Ukraina, jako stosunkowo młode państwo, ma już osiągnięcia, z których możemy być dumni. Oczywiście wciąż mamy pola do poprawy, jednak np. reforma samorządowa jest uznawana za dość udaną, mimo, że proces ten nie został jeszcze w pełni ukończony.
- Wracając do tezy o cykliczności historii - jaką główną paralelę dostrzegasz w naszej teraźniejszości?
- Najbardziej wyrazistym przykładem jest dla mnie paralela z sytuacją Ukrainy po I wojnie światowej, z czasami Ukraińskiej Republiki Ludowej. Wtedy również trwały procesy państwowotwórcze, podobnie jak ma to miejsce teraz. Widzimy, że wiele zjawisk powtarza się cyklicznie. Nawet reakcje ludzi na zmiany sprzed stu lat są uderzająco podobne do tych dzisiejszych. Oczywiście nie są one identyczne, ale postawa Ukraińców wobec okupanta - dawniej i dziś - ma wiele cech wspólnych. Takich analogii jest znacznie więcej, nie tylko w naszej historii, ale i w dziejach całej Europy.
Wizja siebie w polityce
- Co dla Ciebie oznacza dzisiaj odpowiedzialność? Wobec siebie, rodziny, lokalnej wspólnoty i kraju?
- Odpowiedzialność to dla mnie przede wszystkim wymóg, by najpierw stawać się lepszą wersją samego siebie, a dopiero potem oczekiwać zmian od innych. Jeśli widzę, że instytucje polityczne nie są wystarczająco silne, muszę sam dążyć do rozwoju - wtedy inni mogą pójść w moje ślady. Wiele rzeczy trzeba zacząć od siebie. Jeśli na ulicach leżą śmieci, to nie rzucają ich politycy z Rady Najwyższej, lecz zwykli ludzie. Być odpowiedzialnym to dokonywać świadomych wyborów: wiedzieć, co się robi, i brać odpowiedzialność za swoje słowa oraz czyny.
- Widzisz siebie w przyszłości w świecie polityki?
- Dużo o tym myślałem, ale przez najbliższe 20 lat raczej nie będę politykiem. Chcę najpierw zdobyć doświadczenie, rozwinąć się jako osobowość, a dopiero z czasem spróbować swoich sił w polityce. Na razie planuję pracować w obszarach pokrewnych.
Rolnictwo jako odskocznia dla duszy
- Równolegle ze studiami politologicznymi zająłeś się rolnictwem. Jak udaje Ci się łączyć te, wydawałoby się, odległe sfery?
- Rolnictwo towarzyszy mi od dzieciństwa. Mój ojciec jest agronomem i rolnikiem - to on zaszczepił we mnie pasję i nauczył fachu. Wybierając studia, brałem pod uwagę nawet agronomię, jednak ostatecznie praca na roli stała się dla mnie formą psychicznego odpoczynku. Kiedy pracuję fizycznie, mój umysł odpoczywa. To kluczowa dla mnie równowaga: intensywny wysiłek intelektualny rekompensuję aktywnością fizyczną i na odwrót.
- Czyli decyzja o zostaniu rolnikiem nie była podyktowana wojną, lecz stanowiła naturalną kontynuację rodzinnej tradycji?
- Tak, na poważnie zająłem się tym w 2020 roku, tuż po ukończeniu szkoły. Miałem wtedy 17 lat. To wtedy posadziłem swój pierwszy sad i zacząłem eksperymentować. Ten proces trwa już blisko sześć lat. Dla mnie to coś znacznie więcej niż praca - to bezcenne doświadczenie, hobby i życiowa pasja w jednym.
- Dlaczego postawiłeś akurat na orzechy laskowe? To mało typowy wybór w porównaniu z popularnymi u nas jabłkami czy porzeczkami.
- Leszczyna daje mi przede wszystkim niezależność czasową. Uprawa malin czy porzeczek wiąże się z ryzykiem szybkiego psucia się owoców, co wymaga natychmiastowej logistyki i infrastruktury. Orzech laskowy jest bardziej wdzięczny - może spokojnie leżeć na strychu nawet przez rok. Do tego wyboru zainspirowali mnie rodzice, namawiając, bym stworzył coś własnego i trwałego.
- Opowiedz o swoim sadzie. Jak prezentuje się on dzisiaj?
- Mam za sobą już piąty zbiór, który wykorzystuję do tworzenia autorskich produktów. Mój sad to przestrzeń, w której czuję się prawdziwym gospodarzem. To jedno z moich najważniejszych osiągnięć - wyhodowałem go praktycznie od podstaw. Obecnie moja uprawa liczy 62 drzewa.
- Sam zajmujesz się uprawą czy korzystasz ze wsparcia?
- Większość prac wykonuję samodzielnie lub z pomocą rodziny. Rodzice wspierają mnie merytorycznie, a dziadkowie dzielą się cennymi wskazówkami. Największym wyzwaniem są zbiory. Przykładowo, we wrześniu 2025 roku przez dwa tygodnie codziennie zbierałem orzechy, praktycznie bez wytchnienia. Wtedy zaprosiłem do pomocy przyjaciół - chętnie dołączyli, co przerodziło się w naprawdę świetną wspólną inicjatywę.
- Czy wiedza zdobyta na politologii okazuje się przydatna w tak konkretnym, rolniczym zajęciu?
- Nie planowałem takiego połączenia, ale teoria okazała się kluczowa przy budowaniu marki. Wykorzystuję to, co wyniosłem z wykładów i lektur. Politologia pozwala lepiej zrozumieć potrzeby odbiorców i mechanizmy wpływające na decyzje konsumenckie. Marketing w dużej mierze opiera się na psychologii - trzeba wiedzieć, jak sprawić, by marka zapadła w pamięć. Baza politologiczna niezwykle ułatwia to zadanie.
Przyszłość Gródka: potencjał dla startupów
- Wiążesz swoją przyszłość z Gródkiem?
- Bardzo kocham Gródek, to moje miejsce na ziemi. Po studiach wróciłem tu niemal natychmiast. Jestem niezwykle dumny z bycia mieszkańcem tego miasta. To idealna przestrzeń, by zacząć swoją drogę zawodową. Być może kiedyś przeniosę się do większego ośrodka, ale na ten moment Gródek to moja wielka miłość. Tutaj dorastałem, a tutejsze uliczki to dla mnie coś więcej niż trasy spacerowe - to przestrzeń, w której czuję się u siebie.
- A kiedy zaczynałeś studia, nie miałeś ochoty zostać we Lwowie na stałe?
- Przez całe sześć lat pobytu we Lwowie nie było dnia, bym nie tęsknił za domem. Gródek zawsze zajmował szczególne miejsce w moim sercu. Choć studia wymagały ode mnie przebywania w stolicy regionu przez całe miesiące, a do domu wracałem jedynie na weekendy, dziś znów tu mieszkam i czerpię z tego ogromną satysfakcję. Mam poczucie, że odkrywam to miasto zupełnie na nowo.
- Jesteś aktywnym przedstawicielem młodzieży. Jak widzisz rolę swojego pokolenia w rozwoju społeczno-gospodarczym lokalnych wspólnot?
- Patrząc na obecną sytuację, mamy pokolenie, które w dużej mierze nie miało jeszcze okazji uczestniczyć w wyborach. Nadchodzące głosowania będą realnym sprawdzianem aktywności młodych ludzi. Już teraz dostrzegam jednak, że moi rówieśnicy są gotowi nie tylko do oddania głosu, ale do realnego angażowania się w politykę i aktywne współtworzenie życia lokalnej społeczności. W sferze gospodarczej również widać duży potencjał - wielu młodych ludzi deklaruje gotowość do otwarcia własnych biznesów. Obecnie są na etapie przygotowań, czekając na bardziej sprzyjającą koniunkturę. Obserwuję to zarówno u siebie, jak i u moich znajomych. Gródek to doskonałe miejsce na start; można tu zainicjować wiele startupów, które z czasem mają szansę rozrosnąć się w znaczące przedsięwzięcia.
- O czym marzysz osobiście i jak widzisz rodzinne miasto po zwycięstwie?
- Widzę w Gródku ogromny, niewykorzystany potencjał. Moim wielkim marzeniem jest powrót mieszkańców z emigracji do ich rodzinnego miasta. Chciałbym zobaczyć Gródek w pełnym rozkwicie - zarówno pod względem gospodarczym, jak i politycznym. Pragnę, abyśmy wszyscy w pełni poczuli, jak piękne jest nasze miasto.
- Co chciałbyś przekazać młodym ludziom, którzy czują niepewność lub lęk przed wyborem drogi życiowej?
- To trudny etap, który po prostu trzeba przejść. Na tej drodze nie unikniemy rozczarowań, ale czekają nas też fascynujące odkrycia. W młodości życie często przypomina mnóstwo zamkniętych drzwi. Kiedy jednak zaczynamy je stopniowo otwierać, nasza perspektywa ulega znacznemu poszerzeniu. Nie wolno ograniczać się do jednej rzeczy. Trzeba żyć odważnie, stale się uczyć i nieustannie odkrywać nowe horyzonty.
- Co daje Ci siłę, by iść naprzód właśnie tutaj, na Ukrainie?
- Kluczowe było dla mnie dostrzeżenie pewnych kontrastów. Zauważyłem, jak bardzo Ukraina różni się od Czech, Austrii czy Węgier. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że pod wieloma względami nasz kraj wypada znacznie lepiej. Nasi ludzie są wyjątkowi — widzę, jak silni i zahartowani potrafią być Ukraińcy. To właśnie ta niezłomność daje mi głęboką wiarę w to, że jesteśmy na właściwej drodze.
Publikacja powstała w Centrum Prasowym Telewizji i Radia w Gródku (Horodok.City) dzięki wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej dla Dziennikarzy i Korespondentów Wojennych. Gródek w obwodzie chmielnickim w Ukrainie to od 1992 miasto partnerskie Sochaczewa.