Wtorek, 07 lipca 2026
Imieniny: Cyryl, Metody, Estera
pochmurno
17°C

Nie czuję się celebrytą

Na światowe listy przebojów obój wprowadziła Tanita Tikaram piosenką „Twist in my sobriety”. W naszym kraju dokonał tego Tytus Wojnowicz. Jego hity „Uwertura dla M.”, „Tańcząc w słońcu” czy „Kaprys pana P.” przez wiele tygodni nie schodziły z list przebojów. Jak mówi, nigdy nie czuł się celebrytą, więc bez żalu skupił się na tym, co lubi, czyli dydaktyce. Swym talentem Tytus Wojnowicz chętnie dzieli się m.in. z uczniami Państwowej Szkoły Muzycznej w Sochaczewie, gdzie co jakiś czas prowadzi warsztaty z klasą oboju. Ostatnie odbyły się 25 listopada. 

Zdjęcie do Nie czuję się celebrytą

- Dlaczego wybrał Pan obój? 

- Zaczynałem edukację muzyczną od skrzypiec, ale nie byłem wybitny i moja niezwykle światła nauczycielka zauważyła, że to chyba nie jest instrument dla mnie. Zaproponowała obój uznając, że moja osobowość będzie lepiej pasowała do osobowości pana uczącego gry na tym instrumencie. I jak widać miała rację, bo dość szybko zacząłem dobrze grać. Szybko stałem się dla mojego liceum muzycznego cennym uczniem i ciężko mnie było wyrzucić, choć się kwalifikowałem z powodu ocen z innych przedmiotów. Z konkursów przywoziłem nagrody, więc dyrekcja przymykała oko.

- Potem były studia, praca na uczelni i przełomowy rok 1996, gdy wszedł Pan na szczyt za sprawą debiutanckiej płyty „Tytus”. Polacy ją pokochali. Sochaczewskie radio niemal każdy dzień, a zwłaszcza zimny, listopadowy, o szóstej rano zaczynało utworem z tego krążka. Jak to się stało, że wówczas nikomu nieznany 31-letni oboista został gwiazdą?

- Czasem człowiek znajdzie się w dobrym czasie, w dobrym momencie. Później inni próbowali iść tą ścieżką, ale nie powtórzyli tego sukcesu. Po pierwsze to był dobry moment na wydawanie płyt. W latach 90’ zespoły Hey, Wilki czy De Mono bez większego trudu sprzedawały sto tysięcy płyt i to było normalne. Ale oni wszyscy śpiewali, tymczasem moja płyta była zupełnie inna, bez tekstów, wokalu. Był też efekt nowości, bo każdy wie, jak wygląda trąbka, flet, ale z obojem bywa różnie. Osobliwość tego instrumentu i czynniki o których wspomniałem sprawiły, że projekt chwycił. 

- Płyta „Tytus” to wspólne dzieło Pana i Piotra Rubika, z którym podobno poznaliście się w liceum?

- Tak, chodziliśmy do jednej szkoły. Gdy zrodził się pomysł na płytę, wybór Piotra Rubika wydawał się oczywisty. W świecie muzyki miał już swoją pozycję, wiele otwartych drzwi, więc zaproponowałem mu współpracę. W efekcie „Tytus” pokrył się potrójną platyną, sprzedaliśmy ponad 100 tysięcy egzemplarzy tego krążka. Co ciekawe, Związek Producentów Audio-Video zakwalifikował płytę do kategorii muzyki klasycznej, gdzie obowiązywały inne normy sprzedaży niż przy muzyce pop. Ale nawet biorąc to pod uwagę, osiągnęliśmy ogromny sukces. 

- Ma Pan sentyment do tych pierwszych, przebojowych płyt? 

- Trudno powiedzieć, bo nie słucham swoich nagrań. Oczywiście bardzo pozytywnie oceniam, że projekt się powiódł, zyskał tysiące fanów, choć w tamtym czasie wcale tego nie czułem. Wydawało się, że to krótki epizod, ale zamiast uspokojenia fala popularności znowu wzrosła po wydaniu drugiej płyty, „Ocalić od zapomnienia”. Zaskoczyło mnie, że to zjawisko na skalę ogólnopolską, że z niszy muzyki klasycznej w krótkim czasie trafiłem na okładki kolorowych pism.

- Mam wrażenie, że jednak lepiej czuje się Pan bez pozowania na ściankach, z dala od życia celebryty.

- Ani wtedy nie czułem się celebrytą, ani dziś tak się nie czuję. Lepiej żyje się bez wywiadów dla kolorowych magazynów, spotkań promocyjnych, występów dla ludzi, którzy mogą pchnąć karierę na nowe tory. W tym świecie jest dużo sztuczności, nieprawdziwych wartości. 

- Nie jest Pan też facebookowy, bo ostatnie zdjęcie na Pana profilu pochodzi z 2019 roku. A Nigel Kennedy, do którego za chwilę wrócę, ma 36 tysięcy fanów.

 - Nie jestem fanem mediów społecznościowych, ani pokazywania swojego życia całemu światu. Czasem obserwuję profile kolegów muzyków, ludzi w moim wieku, i fascynuje mnie, ile czasu poświęcają, by pokazać, z kim jedli śniadanie, z kim grali koncert. 

- A propos Nigela Kennedy’ego, jak znalazł się w Pan w gronie muzyków uczestniczących w jego trasie koncertowej "The Bach & Vivaldi Experience"?

- W latach 90’ często współpracowałem z Sinfonią Varsovią i nie byłem Nigelowi nieznany. Miał z nim grać inny oboista, ale na krótko przed rozpoczęciem trasy okazało się, że ma problemy z mięśniami. Nigel potrafi szybko grać i potrzebował muzyka, który technicznie udźwignie to wyzwanie. Otrzymałem propozycję i chętnie z niej skorzystałem.

- Dobrze odnajduje się Pan w muzyce pop, folku, tematach filmowych, a czy nagrałby Pan partie na oboju dla zespołu disco-polo?

- Trudno byłoby mi się odnaleźć w takiej stylistyce, choć wszystko zależy od tego, w jakim składzie miałbym grać. Niewiele osób wie, że legenda jazzu, Leszek Możdżer, grał disco polo. Jest taka płyta „Polovirus” zespołu Kury, projekt Tymona Tymańskiego, który do współpracy zaprosił m.in. Możdżera. Muzycy nagrali utwory żartobliwe, to był pastisz różnych gatunków muzyki, tymczasem jeden z utworów trafił na listę Disco Polo Live, wspiął się niemal na sam szczyt, bo fani disco polo uznali, że to idealna piosenka do zabawy. „Polovirus” to naprawdę świetna płyta. Leszka Możdżera słychać w drugim planie. Mistrzowsko gra improwizacje jazzowe. Więc gdyby ktoś realizował tego typu projekt, nie wykluczam, że zagram disco polo. 

- Podobną przygodę miał zespół T-raperzy znad Wisły, który przez lata tłumaczył, że przeboje „Maxi Kaz” czy „Najwięcej smaku jest w polskim chłopaku” to żart.

- Dlatego muzyka jest fantastyczna, bo czy ktoś mógłby przypuszczać, że „Ona tańczy dla mnie” można zagrać w stylu jazzowym? A CeZik to zrobił i do tego fenomenalnie. Powiem więcej, obój świetnie odnajduje się w muzyce rockowej. Jeśli ktoś nie wierzy, zachęcam do posłuchania utworu „Nie bez wiary”, który nagrałem z grupą Carrion. 

- Od 1995 roku jest Pan pracownikiem Akademii Muzycznej w Warszawie i najwyraźniej odnajduje się w pracy dydaktycznej?

- Na przestrzeni lat to była praca na różnych poziomach. Kilka lat pracowałem w szkole średniej, a w akademii uczę oboju współczesnego i historycznego. Czasem jestem zapraszany do poprowadzenia warsztatów, jak dziś w sochaczewskiej szkole muzycznej. Jestem tu już kolejny raz za sprawą oboistki Marzanny Jaremko, a ponieważ znamy się od liceum, czasem jej pomagam. Uczę dzieci tego, żeby nie uczyły się niepotrzebnych rzeczy. One są na początku drogi, ja trochę dalej i wiem, czego unikać, żeby ta droga była mniej kręta. W dydaktyce jest coś takiego, jak efekt nowości. Na lekcję wchodzi nowy nauczyciel, który to samo co pani Jaremko powie inaczej, użyje innych porównań i ta sama wiedza trafi celniej. Choćby z tego powodu robienie warsztatów ma sens. 

- Bywa Pan w Sochaczewie, ale dotychczas jedyny Pana publiczny występ w naszym mieście miał miejsce we wrześniu ubiegłego roku, podczas I Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej "Mistrzowie i uczniowie”.

- Oj nie, wcześniej miałem przyjemność wystąpić we wczesnych latach dwutysięcznych na wzgórzu zamkowym w Sochaczewie. To był festiwal folkowy. 

- Nasza rozmowa ukaże się w bożonarodzeniowym wydaniu „ZS”, więc spytam na koniec o święta. Jak Pan je spędza, tradycyjnie, rodzinnie, czy z dala od domu, w pensjonacie?

- Tradycyjnie. To zbyt ważne chwile, by uciekać od rodziny i bliskich.

- A warto wspomnieć, że połowa Pana rodziny pochodzi z terenów dzisiejszej Białorusi.

- Tak, rodzina od strony mamy ma korzenie na wschodzie i być może jeszcze gdzieś tam żyją moi dalecy krewni. Przez lata odwiedzałem ten kraj jako turysta, szczególnie dawne polskie majątki, pozostałości dworków. To piękny kraj i wspaniali ludzie, otwarci, gościnni, szczerzy. My mamy węgiel, miedź, a dobrem narodowym Białorusi są ludzie. Mają problem z władzą, wiedzą o tym, są świadomi systemu, w jakim przyszło im żyć, ale takiej rewolucji jak na Ukrainie w Mińsku nie będzie. Jedni uznają to za wadę, inni za zaletę, ale oni mają inny stosunek do świata, do polityki, do swojego życia. Ostatni raz byłem na Białorusi w 2019, jeszcze przed pandemią, i trochę boleję, że nieprędko tam pojadę. 

 

Tytus Wojnowicz  - polski muzyk, wirtuoz oboju, adiunkt na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, od 2015 roku doktor habilitowany. Wszechstronny muzyk wykonujący różnorodną muzykę - od klasycznej, przez filmową, kameralną aż do etnicznej. Jak nikt łączy elementy muzyki poważnej i popowej. Koncertował m. in. w Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Czechach, Słowacji, na Tajwanie, w USA (m.in. w Carnegie Hall) oraz krajach Azji i Afryki. Nagrał dziesięć płyt solowych, z których dwie pierwsze, powstałe przy współpracy z Piotrem Rubikiem, zapewniły mu stałe miejsce w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Krążek „Tytus”, na którym znalazły się utwory klasyczne, współczesne i rozrywkowe nagrane w popowych aranżacjach, trzykrotnie pokrył się platyną i był nominowany do nagrody Fryderyków. Drugi album, „Ocalić od zapomnienia”, czyli instrumentalne wersje polskich przebojów z lat 60, 70 i 80, uzyskał status złotej płyty. 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności

DO GÓRY

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies klikając przycisk Ustawienia. Aby dowiedzieć się więcej zachęcamy do zapoznania się z Polityką Cookies oraz Polityką Prywatności.

Ustawienia

Szanujemy Twoją prywatność. Możesz zmienić ustawienia cookies lub zaakceptować je wszystkie. W dowolnym momencie możesz dokonać zmiany swoich ustawień.

Niezbędne pliki cookies służą do prawidłowego funkcjonowania strony internetowej i umożliwiają Ci komfortowe korzystanie z oferowanych przez nas usług.

Pliki cookies odpowiadają na podejmowane przez Ciebie działania w celu m.in. dostosowania Twoich ustawień preferencji prywatności, logowania czy wypełniania formularzy. Dzięki plikom cookies strona, z której korzystasz, może działać bez zakłóceń.

 

Zapoznaj się z POLITYKĄ PRYWATNOŚCI I PLIKÓW COOKIES.

Więcej

Tego typu pliki cookies umożliwiają stronie internetowej zapamiętanie wprowadzonych przez Ciebie ustawień oraz personalizację określonych funkcjonalności czy prezentowanych treści.

Dzięki tym plikom cookies możemy zapewnić Ci większy komfort korzystania z funkcjonalności naszej strony poprzez dopasowanie jej do Twoich indywidualnych preferencji. Wyrażenie zgody na funkcjonalne i personalizacyjne pliki cookies gwarantuje dostępność większej ilości funkcji na stronie.

Więcej

Analityczne pliki cookies pomagają nam rozwijać się i dostosowywać do Twoich potrzeb.

Cookies analityczne pozwalają na uzyskanie informacji w zakresie wykorzystywania witryny internetowej, miejsca oraz częstotliwości, z jaką odwiedzane są nasze serwisy www. Dane pozwalają nam na ocenę naszych serwisów internetowych pod względem ich popularności wśród użytkowników. Zgromadzone informacje są przetwarzane w formie zanonimizowanej. Wyrażenie zgody na analityczne pliki cookies gwarantuje dostępność wszystkich funkcjonalności.

Więcej

Dzięki reklamowym plikom cookies prezentujemy Ci najciekawsze informacje i aktualności na stronach naszych partnerów.

Promocyjne pliki cookies służą do prezentowania Ci naszych komunikatów na podstawie analizy Twoich upodobań oraz Twoich zwyczajów dotyczących przeglądanej witryny internetowej. Treści promocyjne mogą pojawić się na stronach podmiotów trzecich lub firm będących naszymi partnerami oraz innych dostawców usług. Firmy te działają w charakterze pośredników prezentujących nasze treści w postaci wiadomości, ofert, komunikatów mediów społecznościowych.

Więcej
Przeglądasz tę stronę w trybie offline.
Przeglądasz tę stronę w trybie online.