{index_ob_css}{index_ob_js}

Sztandar powinien zostać w Sochaczewie

Telefon, który zadzwonił około południa w niedzielę 9 marca początkowo nie zapowiadał sensacji. Głos Daniela Wylota, członka Sochaczewskiej Grupy Odkrywców Historii, był nadzwyczaj spokojny – „coś znaleźliśmy w bańce po mleku”. Sytuacja nabrała dynamiki po następnych słowach: „to chyba jest sztandar”.

 

Z rozmowy wynikało, że znaleziony obiekt spoczywał w metalowym pojemniku na niewielkiej głębokości. Czujność grupy wzbudził m.in. sposób jego zamknięcia – przy pomocy grubego, drewnianego kołka, uszczelnionego dodatkowo smołą. Staranne zabezpieczenie zawartości wskazywało na to, że była ona cenna dla ukrywającego. Niestety, czas zrobił swoje – drewno zgniło i się rozpadało, metalowe ścianki naczynia przerdzewiały wpuszczając do środka wodę. Zawartość była przemoczona i odbarwiona.

O znalezisku poinformowałem Jakuba Wojewodę, lokalnego historyka specjalizującego się w przebiegu wrześniowych walk na terenie powiatu sochaczewskiego, byłego kustosza w sochaczewskim muzeum, obecnie kierownika oddziału Muzeum Wojska Polskiego - Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej. 

Muzeum Ziemi Sochaczewskiej nie posiada specjalistycznej pracowni konserwatorskiej, a ponieważ przedmioty zalegające w ziemi w trakcie nagłej zmiany środowiska ulegają bardzo szybkiej degradacji i rozpadają się dosłownie w oczach, należało podjąć szybkie działania. Przed wieczorem obaj znaleźliśmy się w muzeum, pochylając się nad wylotem sporej bańki po mleku, w której widoczne były frędzle i złote niegdyś nici. Podjęliśmy decyzję o przewiezieniu płatu sztandaru do Pracowni Konserwacji Tkanin w Muzeum Wojska Polskiego. Pojechaliśmy tam niezwłocznie następnego dnia nad ranem.
Na podstawie źródeł i relacji nasuwał się pierwszy wniosek, że odnaleziony sztandar należy do 37  Łęczyckiego Pułku Piechoty, rozbitego w okolicach Iłowa, a otwarcie kanki miało potwierdzić przypuszczenia.
Konserwatorzy zdecydowali się na wydobycie tkaniny następnego dnia. Nie było to łatwe zadanie, gdyż materiał przywarł do przerdzewiałego dna i niestety konieczne okazało się rozcięcie kanki. Po pomyślnym wyciągnięciu chorągwi owiniętej w drelichową, być może żołnierską kurtkę, przystąpiono do delikatnego rozwijania tkaniny. Powoli oczom obserwujących ukazywały się bogate hafty tworzące wieniec laurowy – symbole triumfu i zwycięstwa, okalające wizerunek orła. I numer – ku ogólnemu zaskoczeniu, nie 37 a 68.

Z punktu widzenia Sochaczewa i naszego muzeum, sztandar 68 Pułku Piechoty z Wrześni ma jeszcze większe znaczenie niż 37. Dzieje pułku splotły się z miastem nierozłącznie już w 1939 r. Po krwawych walkach, stoczonych przez II batalion 18 pp, właśnie żołnierze III batalionu 68 pp. pod dowództwem majora Wojciecha Krajewskiego usiłowali odbić Sochaczew z rąk Niemców – z chwilowym niestety sukcesem. Jak relacjonował por. Lech Kantecki, dowodzący w zastępstwie majora Krajewskiego:
„Ja, jako najstarszy – w zastępstwie – gdy nadeszła godzina 15.00 dałem rozkaz do natarcia. Kompania 8 i 9 oraz moja ckm wraz z moździerzami oraz kompanią [przeciw]pancerną por.[Czesława] Falaka zbliżyły się pod sam Sochaczew. Byliśmy stale ostrzeliwani, ale i wspierani własnymi ckmami i moździerzami. Zajęliśmy Sochaczew. Ppor. [Jan] Szybczyński przeszedł po zerwanym moście ze swoją kompanią oraz 2 plutonami por.[Henryka] Rzeźnika. Reszta batalionu została jako odwód. Już ściemniało. Wysłałem pisemny meldunek przez cyklistę do majora Krajewskiego o wykonaniu zadania. Cyklista spotkał jednak dowódcę pułku płk. Nykulaka. Ten zaraz łazikiem do nas przyjechał i osobiście pogratulował mi sukcesu. Kazał też na miejscu czekać na dalsze rozkazy. Sam pojechał do dowództwa 17 dywizji. Za godzinę przybył do batalionu mjr Krajewski. Objął dowództwo i rozkazał wycofać się z kompanią spod Sochaczewa”.

Sochaczew był jedną z wielu miejscowości na szlaku bojowym III batalionu. Pułk natomiast prowadził wyniszczające z powodu ataków lotniczych boje w rejonie Adamowej Góry, Mistrzewic, Bud Starych i Juliopola. 17 września batalion majora Krajewskiego niemal przestał istnieć, zaś zebrani po rozproszeniu żołnierze pułku rozpoczęli forsowanie Bzury w rejonie Witkowic i Brochowa. Nieliczni tylko, przemieszczając się pod ogniem artylerii i lotnictwa, zdołali dotrzeć do Warszawy. Sztandaru już ze sobą nie mieli a według relacji chorążego Antoniego Ciszaka, miał on zostać ukryty w rejonie Bud Starych, zakopany w metalowej skrzynce, nieopodal leśniczówki w tej miejscowości.

Jego ślad pojawił się w roku 1977. Marek Boczkowski, wówczas uczeń 8 klasy szkoły podstawowej, przemierzający z ojcem szlaki wrześniowych walk, odnalazł grot sztandaru 68 pułku w miejscowości Rokicina, gdzie do dziś widoczne są ślady wojny.
„Właśnie w takim starym okopie, w pobliżu miejscowości Rokicina Iłowska, zacząłem rozgrzebywać piasek. Tuż pod powierzchnią, na głębokości około 15 centymetrów, natrafiłem na coś metalowego. Ostrożnie zacząłem odgarniać piasek. Najpierw wyłoniła się podstawa, później liczba 68, a na końcu wspaniały orzeł” – relacjonował. Wraz z orłem odnalazło się też siedem pieczęci pułkowych. Wszystkie artefakty trafiły do Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Żołnierska relacja ułożyła się w logiczną całość, ale miejsce spoczynku sztandaru pozostało zagadką. 
Odnosząc się do dalszych, wojennych (i tu trzeba przyznać – hipotetycznych) dziejów sztandaru, wszystko wskazuje na to, że wobec faktu, iż Niemcy pieczołowicie przeszukiwali pole bitwy i miejsca walk w poszukiwaniu sprzętu i insygniów wojskowych, traktując je jak trofea, inicjatywę przejęły osoby zamieszkałe w okolicy, przenosząc sztandar w inne miejsce, z dala od jego pierwotnego miejsca ukrycia. Ich tożsamość wiąże się ściśle z miejscem odnalezienia płatu. Członkowie rodziny, do której należało nieistniejące już gospodarstwo, należeli bowiem do AK. Niestety, ludzie ci tajemnicę zabrali ze sobą do grobu, ginąc podczas powstania warszawskiego w 1944 r.

W 1983 r. ukazała się broszura, wydana przez wrzesiński oddział Związku Inwalidów Wojennych PRL „Żołnierze 68 Pułku Piechoty z Wrześni” - rzecz dla nas ciekawa ze względu na wsuniętą w środek ulotkę, informująca, że dochód ze sprzedaży w całości przeznaczony jest na pomnik ku czci poległych żołnierzy 68 pp w Sochaczewie-Trojanowie, którego odsłonięcie planowano na 16 września 1984 r. Autorzy broszury podzielili się wówczas dość gorzką i enigmatyczną refleksją, że w rodzimej Wrześni, żołnierze pułku zostali zapomniani, „a inicjatywa zmierzająca do właściwego uczczenia 40-letniej rocznicy Września unicestwiona”. Pomnik na trojanowskim cmentarzu został odsłonięty w dziesięć lat po tym, jak obelisk poświęcony żołnierzom pułku stanął w samej Wrześni (od red. w 1974 roku) co wydaje się zrozumiałe, zważywszy na to, że krew żołnierzy pułku została przelana na ziemi sochaczewskiej.

Wróćmy do roku 2025. Odnalezienie sztandaru stawia przed nami szereg pytań, począwszy od tego, gdzie powinien się ostatecznie znaleźć. Sprawa wydaje się oczywista – żołnierze pułku powierzyli w 1939 r. swoją relikwię ziemi sochaczewskiej, która strzegła ich tajemnicy przez 86 lat, oddając ją w końcu w ręce uczciwych znalazców, którzy chcieliby, aby sztandar pozostał tu nadal. W muzeum znajduje się już grot sztandaru i pieczęcie pułkowe, zatem chorągiew stanowi uzupełnienie kompletnego depozytu z września 1939 r. - w placówce, której celem od początku było złożenie hołdu wszystkim uczestnikom walk z niemieckim najeźdźcą, a następnie okupantem ziemi sochaczewskiej. Muzeum od zawsze stało na straży pamięci prowadząc liczne lekcje muzealne dla młodzieży i szkół nie tylko z terenu powiatu, ale i nieraz z bardzo odległych miejscowości.
Ostatni w końcu argument – zabytek pozostałby tam, gdzie na licznych nadbzurzańskich cmentarzach spoczywają szczątki walczących pod tym sztandarem żołnierzy, o których mogiły społeczeństwo sochaczewskie nieustannie dba, składając kwiaty i przeprowadzając remonty.

Do tego jednak daleka droga, relikt jest w tragicznym stanie, konserwacja będzie czasochłonna i kosztowna. Argumentom, które wskazują na to, by chorągiew znalazła się w Sochaczewie, powinno towarzyszyć powołanie komitetu społecznego, czuwającego nad dalszymi losami sztandaru i ewentualnym pozyskaniem środków.

Radosław Jarosiński
p.o. dyrektora MZSiPBnB

 

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności