Kocham moją ulicę - Po imperium pozostały tylko ruiny na Bojowników
Kiedyś stały praktycznie na każdej ulicy Sochaczewa. Dzisiaj z imperium powstałego ponad sto lat temu i posiadającego ponad trzydzieści tysięcy kiosków pozostały tylko ruiny przy ulicy Bojowników.
W dzisiejszym odcinku „Kocham moją ulicę” wracamy do czasów, gdy, aby zdobyć ulubioną gazetę, trzeba było mieć znajomości w kiosku Ruchu. Co bardziej zżyci z kioskarzami mieli swoje teczki, do których odkładano im ulubione czasopisma i gazety. Tak działo się nie tylko w Sochaczewie, ale w całej Polsce, na terenie której do Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” (RSW) należało w szczytowym momencie rozwoju ponad trzydzieści tysięcy kiosków.
Ich historia sięga 1918 r. i przypomina współczesną historię paczkomatów. Zaczęło się od pomysłu Jana Gebethnera i Jakuba Mortkowicza, którzy założyli Polskie Towarzystwo Księgarni Kolejowych Ruch Sp. z o.o. Pomysł na biznes oparty został na nowatorskim wówczas formacie „trafik” – kiosków (wtedy głównie dworcowych), oferujących prasę, tytoń i inne drobne artykuły. Pierwszy kiosk został otwarty w styczniu 1919 r. na peronie Dworca Głównego w Warszawie. Ruch zaczął się błyskawicznie rozwijać i w 1935 r. był jedynym kolporterem prasy w kraju. Posiadał ponad 700 punktów sprzedaży: kiosków, stoisk i sklepów.
Po II wojnie światowej spółka została upaństwowiona i włączona do Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” (RSW). Z czasem rozrosła się i zatrudniała dziesiątki tysięcy pracowników. Spółdzielnia posiadała hurtownię w każdym powiatowym mieście. W Sochaczewie znajdowała się ona przy ulicy Bojowników. W kioskach Ruchu można było nabyć przede wszystkim prasę oraz artykuły przemysłowe, w tym środki czystości, maszynki do golenia, papierosy, akcesoria biurowe, niewielkie zabawki, tanie książki, wprowadzono do sprzedaży także napoje oraz słodycze. Kres imperium zaczął się wraz ze zmianami ustrojowymi. Ostatnie kioski Ruchu, w tym w Sochaczewie, zostały zamknięte pod koniec ubiegłego roku.
Oprócz ruin hurtowni przy Bojowników po imperium pozostały również fotografie. Dla starszego pokolenia mieszkańców Sochaczewa są wspomnieniem dzieciństwa i młodości. Jak chociażby zdjęcie kiosku w parku przy ulicy Warszawskiej, gdzie można było kupić pierwsze w Sochaczewie zagraniczne gumy do żucia, zestawy znaczków czy naklejki ze Smerfami. Do miejskich legend należą opowieści o sprzedawcy z kiosku przy ulicy Narutowicza, wedle których dzięki jego pomysłowości (i szpilce) w latach 70. ubiegłego wieku nastąpił gwałtowny wzrost populacji miasta.
Kiosk Ruchu w parku przy ulicy Warszawskiej, początek lat 90. ubiegłego wieku. Po pożarze nie wrócił już w to miejsce. Zdjęcie Przemysław Wierzchowski, z archiwum Jerzego Szostaka
Kiosk Ruchu przy skrzyżowaniu ulic 1 Maja i Reymonta, początek XXI wieku. Jest to jedna z najstarszych lokalizacji punktu sprzedaży prasy w Sochaczewie. Początkowo kiosk, prowadzony wówczas przez państwa Dorywalskich, znajdował się po drugiej stronie ulicy Reymonta. Zdjęcie z archiwum Jerzego Szostaka
Kiosk Ruchu przy ulicy Narutowicza, początek lat 90. ubiegłego wieku. To w nim sprzedawała legenda sochaczewskich kioskarzy - pan Lewandowski. Na drugim planie fotografii uwieczniono rozbiórkę zabudowań przy skrzyżowaniu ulicy Narutowicza i Batorego. Zdjęcie z archiwum Jerzego Szostaka
Kiosk Ruchu przy ulicy Traugutta, połowa lata 70. ubiegłego wieku. Zdjęcie z archiwum Piotra Godlewskiego
Kiosk Ruchu przy ulicy Żeromskiego, lata 90. ubiegłego wieku. Zdjęcie z archiwum Jerzego Szostaka
Kiosk Ruchu przy ulicy Staszica, lata 60. ubiegłego wieku. Skryty w cieniu drzew, stał na wprost nieistniejącej już księgarni. Po przebudowie drogi punkt przeniesiono na plac Kościuszki, obok tzw. okrąglaka. Zdjęcie z archiwum Jerzego Szostaka