Pamiętamy o bohaterach ratujących Żydów
Dziś przed Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą odbyła się uroczystość z okazji Narodowego Dnia Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Święto to obchodzone jest w Polsce od 2018 roku, a w Sochaczewie uroczystości tego typu zorganizowano po raz pierwszy.
Przy macewie pamięci umieszczonej na murze muzeum, głos zabrał burmistrz. Jak podkreślił, 24 marca to nie tylko data w kalendarzu, lecz dzień przywołujący pamięć o niezwykłej odwadze, przekraczającej granice wyobraźni.
– Dokładnie 82 lata temu, 24 marca 1944 roku, świadectwo niezłomnej odwagi i bohaterstwa dała rodzina Ulmów. Sześcioro ich dzieci oraz siódme, nienarodzone, zginęły dlatego, że rodzice chcieli czynić dobro i chronić ludzkie życie. Tacy są Polacy – niesłychanie bohaterscy i solidarni. Gdy widzą krzywdę bliźniego, zawsze wyciągają pomocną dłoń – mówił Daniel Janiak.
Jak zaznaczył, w czasie gdy niemiecki okupant dopuszczał się okrucieństw, wielu Polaków niosło pomoc, narażając życie swoje i swoich rodzin.
– Każdy ma prawo do życia, a Niemcy podczas II wojny światowej robili wszystko, by je odbierać. Pamiętajmy o tym nie tylko 24 marca. Pamiętajmy również, że Polacy są odważni, bohaterscy i niezłomni, gdy trzeba stanąć w obronie bliźniego – podkreślał.
Wspomniał także o sochaczewskim getcie i tragicznym losie trzech tysięcy dawnych mieszkańców miasta, którym poświęcona jest macewa pamięci.
– Do tego doprowadził człowiek. To człowiek zgotował taki los drugiemu człowiekowi. Pamiętajmy o tym. To żywa lekcja historii – podsumował.
Poseł Mirosław Adam Orliński podkreślił, że zawsze warto pozostać człowiekiem, i zaapelował o solidarność z myślą o przyszłych pokoleniach.
– Nie tylko rodzina Ulmów niosła pomoc ludności żydowskiej, narażając własne bezpieczeństwo, a często życie. Czytając wspomnienia z getta warszawskiego i czasów okupacji, widzimy, że Żydzi byli pozbawiani godności i traktowani bez żadnej wartości. W Sochaczewie, gdzie historia zapisana jest krwią ludzi, którzy oddali życie za wolność, musimy pamiętać, jak była ona złożona i tragiczna. Dziękuję, panie burmistrzu, że Sochaczew pamięta – mówił poseł.
Z kolei proboszcz parafii św. Wawrzyńca, ks. Piotr Żądło, podzielił się osobistą refleksją. Wspominał, że nad Pilicą, skąd pochodzi, na skraju lasu stała zagroda, do której jego dziadek przyprowadził Żydów z Drzewicy, prosząc rodzinę o ich ukrycie na strychu.
– Pewnego poranka na podwórku wujostwa pojawili się Niemcy, ale nie po to, by szukać Żydów. Przyszli sprawdzić, czy nie ma tam drewna kradzionego z lasu. Gdy ukrywający się zobaczyli Niemców, zaczęli skakać ze strychu i uciekać do lasu. Zginęli oni, zginęli też ciocia i wujek. Przeżyła jedynie dwunastoletnia Marysia, która później dała świadectwo. Za takich ludzi chcemy się dziś modlić i o takich chcemy pamiętać – powiedział, zapraszając do wspólnej modlitwy.
W drugiej części spotkania krótki wykład historyczny wygłosił dyrektor muzeum Radosław Jarosiński. Uroczystość zakończyła się złożeniem kwiatów pod macewą pamięci.
Obchody zorganizowali burmistrz Sochaczewa oraz Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą. Wzięli w nich udział m.in. poseł Mirosław Adam Orliński, burmistrz Daniel Janiak wraz z zastępcą Stanisławem Wachowskim, przewodniczący Rady Miejskiej Sylwester Kaczmarek oraz jego zastępczyni Magdalena Zborowska-Frankowska, radni miasta, proboszcz parafii św. Wawrzyńca Piotr Żądło, a także dyrektorzy szkół i uczniowie.
(daw)
Wystąpienie Radosława Jarosińskiego wygłoszone podczas uroczystości:
Spotykamy się dziś, aby przypomnieć jeden z najtrudniejszych, a zarazem najbardziej poruszających rozdziałów naszej historii – udział Polaków w ratowaniu Żydów podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Temat ten powinien być przywoływany jak najczęściej, ze szczególnym uwzględnieniem faktów, które często nie są wyraźnie eksponowane, albo nawet pomijane w różnego rodzaju opracowaniach i publikacjach.
Mówimy o okresie, w którym panował terror. Niemcy przystąpili w trzecim roku wojny do systematycznej zagłady ludności żydowskiej, którą wcześniej odizolowali w gettach. W Sochaczewie takie getto powstało w styczniu 1941 r. Już wtedy część Polaków ruszyła na pomoc sąsiadom, z uwagi na panujący tam głód. Wśród pomagających można wymienić choćby Jadwigę Wojewodę z domu Górską, która wraz z działającymi w AK braćmi – Stanisławem, Kryspianinem i Grzegorzem Górskimi organizowali zbiórki i przerzut żywności na teren getta.
Jesienią 1942 okupant wprowadził nowe, drastyczne prawo. Pomoc Żydom była nie tylko zakazana – była karana śmiercią, często dla całych rodzin, jak w przypadku Ulmów. A jednak, mimo tego skrajnego zagrożenia, nadal wielu Polaków decydowało się na akt najwyższej odwagi i człowieczeństwa. Trzeba sobie zdawać sprawę, że ukrywanie nawet jednego Żyda nie było dziełem jednostki. Było to skomplikowane i ryzykowne działanie, wymagające zaangażowania większej grupy ludzi, którzy zajmowali się wynajdowaniem kryjówek, transportem, dostarczaniem fałszywych dokumentów, zaopatrzenia i prowiantu. Działali oni w warunkach ciągłego zagrożenia, gdy tylko pojawiało się ryzyko dekonspiracji – zachodziła natychmiastowa konieczność przeniesienia ukrywanego w kolejne miejsce. Znamy te metody z relacji tych, którzy zostali dzięki nim uratowani – m.in. Andrzeja Tylmana z Sochaczewa i Natalii Haberman z Wiskitek. Jasno z nich wynika, jak bardzo niesprawiedliwe jest ilościowe porównywanie przypadków ukrywania Żydów z ich wydawaniem w ręce Niemców – gdyż do tego drugiego działania wystarczał jeden człowiek.
Pozwolę sobie przywołać choć kilka nazwisk osób, które na naszym terenie niosły pomoc w tych ciężkich czasach.
Leokadia Cuper i jej syn Czesław z Szymanowa uratowali m.in. Natalię Haberman - zostali w 2002 r. uhonorowani tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.
Halina i Bolesław Wesołowcy z Chodakowa – ukrywali dwie Żydówki – Lilianę Lichtenstein i Marię Zakrzewską, przy pomocy pracowników i inżynierów fabryki w Chodakowie.
Józef i Kazimiera Kwiatkowscy, Helena i Kazimierz Gruberscy – zaopiekowali się niemowlęciem, przywiezionym z getta przez Ester Korn.
Alfred Musikowski, przedwojenny burmistrz Sochaczewa – ukrywał absolwentkę liceum, koleżankę swojej córki, Salkę Bergazyn.
Andrzej Wawrzyńczak z Rybna ukrywał na poddaszu swojego gospodarstwa rodzinę żydowską. Samo podejrzenie wystarczyło, by został ciężko przez Niemców pobity i nigdy nie odzyskał zdrowia.
Wśród tych, którzy nieśli pomoc, znajdowali się ludzie różnych środowisk: chłopi, inteligencja, duchowni, a także członkowie podziemia. Szczególną rolę odegrała Rada Pomocy Żydom „Żegota”, unikalna w skali okupowanej Europy organizacja, powołana specjalnie do niesienia pomocy ludności żydowskiej. Na terenie ziemi sochaczewskiej w imieniu „Żegoty” zbierał prowiant dla Żydów znany przez wojną aktor, Aleksander Zelwerowicz.
Nazwisk niektórych bohaterów nie znamy do dziś. Nie udało się ustalić np. personaliów rodziny z Rybna, która ukrywała Andrzeja Tylmana.
Dziś pamięć o Polakach ratujących Żydów jest nie tylko wyrazem hołdu dla bohaterów, ale także ważną lekcją dla współczesnych pokoleń. Nikt za nas o naszą historię nie zadba.