Nie tak dawno nad Bzurą
Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie...
Dzisiaj ponownie spotykamy się na początku ul. Warszawskiej, aby spojrzeć na okolice Bzury i przypomnieć, jak zmieniała się z biegiem lat. Towarzyszy mi Stanisław Kwiatkowski, sochaczewianin z doskonałą pamięcią, którego wspomnienia przywracają wygląd miasta tuż po wojnie i w kolejnych dekadach.
W latach 50. i 60. mieszkańcy korzystali z dobrodziejstwa rzeki przychodząc tu z kocami i prowiantem. Dzieci pluskały się w czystej jeszcze wodzie, dorośli zażywali odpoczynku na łonie przyrody. Przez całe lato, w soboty i niedziele na przystani odbywały się potańcówki z udziałem licznie powstających wtedy zespołów. To była świetna rozrywka, w której chętnie uczestniczyli młodsi i starsi mieszkańcy.
Później przez długie lata obszar wzdłuż Bzury był zupełnie zapomniany. Rosły tam chaszcze, rzeka była coraz bardziej zatruwana przez zakłady przemysłowe, a teren stał się ulubionym miejscem spotkań smakoszy tanich trunków. Wykorzystali to miłośnicy motocrossu.
Motocross i rewitalizacja
I tu kilka zdań wyjaśnienia. W 1958 r., w ramach Ligi Przyjaciół Żołnierza, zamienionej później na Ligę Obrony Kraju, powstała w Sochaczewie sekcja motorowa. W 1963 r. zawiązano klub Motorowy „Szarak”, którego staraniem w latach 80. XX w. na podzamczu zbudowano profesjonalny tor motocrossowy. Duże zasługi położyli sportowcy i działacze „Szaraka”: Józef Kacprzak, właściciel Jutexu, oraz panowie: Kodym, Zakrzewski, Dudziński, Mońka, Janusz i Bogdan Harazińscy i wielu innych. Odbywały się na nim miejskie i ogólnopolskie zawody, w których uczestniczyła czołówka polskich zawodników. „Szarak” był wtedy mocnym klubem. Jego zawodnicy zdobywali tytuły mistrzowskie, brali udział i zwyciężali w rajdach enduro - słynnych sześciodniówkach. Wszystkich zainteresowanych szczegółową historią KM „Szarak” odsyłam do mojego artykułu pt. „Na początku był motor” opublikowanego w Ziemi Sochaczewskiej nr 6 z 5.02.2008 r. Tekst jest dostępny w internetowym wykazie archiwalnych wydań na stronie Ziemi Sochaczewskiej.
Po 2000 r. coraz częściej mówiło się o zagrożeniach wynikających z obecności toru motocrossowego pod wzgórzem zamkowym, o złym wpływie drgań i hałasu oraz konieczności przeniesienia toru poza miasto.
Większą wagę samorząd zaczął przykładać do stanu ruin zamkowych, wzgórza oraz osuwającej się skarpy. Pozostałości murów oraz całe wzgórze zostały zabezpieczone, a u jego podnóża, wzdłuż Bzury, powstały bulwary spacerowe z plażą, kajakami i kawiarnią. Po drugiej stronie góry zamkowej wybudowano amfiteatr, zrewitalizowano park, nowy przebieg nadano ulicy Podzamcze. Prace w tym rejonie trwały od 2013 do 2024 r., kiedy oddano do użytku Strefę Aktywności.
Nie tak dawno nad Bzurą
Ta okolica w niczym nie przypomina już podzamcza z czasów młodości Stanisław Kwiatkowskiego. Tym cenniejsze są wspomnienia o tym, jak kiedyś wyglądała ta ważna część miasta.
- Podczas poprzedniego spotkania opowiadałem o mojej drodze z Rozlazłowa do szkoły nr 1. Często, wraz z kolegami, używaliśmy skrótu prowadzącego nad Bzurą, mijaliśmy pryzmy wyłowionego z rzeki żwiru i szliśmy dalej wzdłuż obecnej ul. Podzamcze, która kiedyś była zwykłą gruntową drogą, prowadzącą nad rzekę. Znajdowały się przy niej cztery drewniane parterowe domy. Dwa z nich zajmowali rzeźnicy Wiśniewski i Piechucki. W następnym mieszkał pan Gruberski (nie mylić z piekarzem Gruberskim). Nie pamiętam do kogo należał czwarty, a dalej znajdował się dom pana Troickiego, tego który 2 maja 1945 r. zawiesił polską flagę na Kolumnie Zwycięstwa w Berlinie. Po przeciwnej stronie, na skarpie, stały jeszcze dwa drewniane budynki. W jednym mieszkał pan Dałek, którego syn był moim kolegą, ale nie mogę sobie przypomnieć, do kogo należał drugi - wspomina pan Stanisław.
Kontynuując drogę do szkoły chłopcy biegli obok łaźni miejskiej, czyli budynku dzisiejszego sanepidu i już byli przy ul. Traugutta. Do tego miejsca jeszcze wrócimy, ale chwilowo przenieśmy się na ul. Warszawską, aby dalszą opowieść zamknąć w kwartale między rzeką a ulicami Podzamcze, Traugutta i Warszawską, czyli dawnej dzielnicy żydowskiej.
Zadeptać Żydów
Przed wojną od Warszawskiej w stronę wzgórza zamkowego odchodziły dwie uliczki – Koszarowa i Bożnicza. Pierwszą nazwano tak z uwagi na znajdujące się po sąsiedzku, na dzisiejszym pl. św. Dominika, koszary wojskowe. Urządzono je, na rozkaz cara, w budynkach poklasztornych, wcześniej wyrzucając stamtąd zakon sióstr dominikanek.
Druga uliczka swoją nazwę otrzymała od żydowskiej synagogi, zwanej też bożnicą. Wybudowano ją na końcu dzisiejszego parku, tuż przy drodze wiodącej nad Bzurę. Niedaleko znajdowała się mykwa, rodzaj łaźni służącej do rytualnego obmycia ciała i przedmiotów dotkniętych jakąś nieczystością. Natomiast cały odcinek ul. Warszawskiej, od mostu do Traugutta, zajmowały żydowskie budynki, tworzące tak zwaną południową pierzeję rynku.
Tak było do września 1939 r.
- Zaraz na początku wojny Niemcy zburzyli całą żydowską zabudowę, a w 1940 r. utworzyli tam getto. Naziści do tego stopnia nienawidzili wszystkiego co żydowskie, że drogę na podzamcze wyprofilowali tak, aby przechodziła przez miejsce, w którym stała zburzona synagoga. Chcieli zadeptać pamięć o wyznawcach judaizmu – opowiada Stanisław Kwiatkowski.
Dopiero niedawno, podczas porządkowania rejonu podzamcza, wyprostowano tę ulicę zgodnie z jej pierwotnym przebiegiem. Dzisiaj żydowską dzielnicę porasta park im. F. Chopina, również poddany rewitalizacji.
Jolanta Śmielak-Sosnowska
Kościół po lewej i klasztor sióstr dominikanek po prawej, rok 1938
Obecny Plac Kościuszki przed 1939 rokiem
Przedwojenny kościół z plebanią i widoczną figurą Chrystusa Zmartwychwstałego rok 1939
Tor motocrossowy w Sochaczewie. Foto z archiwum Klubu Motorowego Szarak