Burmistrz i 20 radnych uchronili mieszkańców przed podwyżką za odbiór śmieci
23 października radni poparli propozycję burmistrza, by dopłacić z budżetu miasta do systemu śmieciowego 1,83 mln zł. Wybór w zasadzie był prosty – albo zgodnie z sugestią Daniela Janiaka dokona się przesunięć w budżecie, albo na kolejnej sesji radni podniosą mieszkańcom opłaty za śmieci. Jednomyślność rady pozwoliła uniknąć tego scenariusza.
Przez lata miasto wybierając firmę odpowiedzialną za gospodarkę odpadami mogło dość precyzyjnie określić, ile jej zapłaci w kolejnych miesiącach obowiązywania umowy, gdyż ustalana była stawka ryczałtowa, płacona bez względu na to, czy do koszy trafiło więcej, czy mniej odpadów. Po zmianie przepisów miasta i gminy muszą z firmami śmieciowymi rozliczać się powykonawczo, za faktycznie odebraną i zutylizowaną ilość śmieci. Zatem jeśli do koszy i worków trafi ich więcej, w systemie zaczyna brakować pieniędzy.
Śmiecą, nie płacą
A to niejedyny problem polskich miast i gmin, bo z dopłatami boryka się wiele z nich. Wedle różnych analiz wykonywanych m.in. przez Związek Miast Polskich, średnio 10-15 procent osób wytwarzających odpady nie płaci za ich odbiór, transport i utylizację. W naszym przypadku oznacza to 3-4 tysiące osób, które rocznie do systemu wpłaciłyby 1,5 mln złotych. Na śmieciach oszczędzają np. właściciele wynajmowanych lokali – zauważył w czasie sesji radny Marek Gołkowski. Do urzędu trafia informacja, że czasowo pod danym adresem mieszkają dwie osoby, a faktycznie jest ich 5-6.
Dlaczego ratusz sam nie weryfikuje liczby osób mieszkających w danym lokalu? Przepisy mówią jednoznacznie, że w przypadku wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych deklarację śmieciową składa zarządca budynku, a nie każda rodzina indywidulanie. To zarząd wspólnoty lub spółdzielni informuje urząd w zbiorczej deklaracji, ile osób mieszka pod danym adresem. Jeśli nie aktualizuje tych danych cyklicznie, albo nie zauważa, że w jednym z mieszkań przebywa na stałe kilku pracowników zza granicy, rośnie liczba martwych dusz a wraz z nimi koszty.
Mają 1,7 mln zaległości
O dopłatę nie trzeba by się martwić, gdyby wszyscy regularnie płacili za usługę, z której korzystają, a tak niestety nie jest. Na koniec 2024 roku zaległości mieszkańców w opłatach śmieciowych sięgnęły 1,7 mln. zł. Co miasto robi, by odzyskać należne mu pieniądze? Wystawiane są wezwania, upomnienia i tytuły wykonawcze, a także wezwania do złożenia deklaracji. Od stycznia do połowy października ratusz wysłał już 1090 upomnień i 132 tytuły wykonawcze. Niestety zaległości rosną, bo często okazuje się, że rodzina nie ma żadnego źródła dochodu, żadnego majątku i nawet komornik jest bezradny.
Jak wyjaśniała Agnieszka Tomaszewska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska UM, jej pracownicy weryfikują wszystkie wnioski o wydanie Sochaczewskiej Karty Rodziny, Karty Seniora i Mieszkańca. Jeśli okaże się, że pod danym adresem mieszka więcej osób niż wynika to z deklaracji śmieciowej, wysyłane jest wezwanie do korekty deklaracji. Jeśli osoba składająca wniosek o kartę wcale nie płaci za śmieci bądź długo po terminie, nie otrzyma karty do czasu uregulowania zaległości. Wydział sprawdza też ruch w meldunkach.
Stawka porównywalna, usług więcej
Agnieszka Tomaszewska przypomniała, że sochaczewskie stawki są porównywalne do obowiązujących w sąsiednich samorządach, u nas jednak prowadzone są cykliczne zbiórki zużytych mebli, znacznie częściej śmieciarka przyjeżdża po odpady zmieszane. Od stycznia mieszkańcy mają worki i pojemniki na nową frakcję, czyli tekstylia, podczas gdy zdecydowana większość polskich miast i gmin nakazuje dostarczać je do Punktów Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych.
Jak dodała, by system się zbilansował, opłata śmieciowa już od stycznia powinna wynosić 40 zł od osoby. Przypomniała też, że trudne decyzje o dopłatach radni podejmowali już w minionych latach. Poprzednia rada miasta w 2023 dołożyła do systemu 889 tys. zł. a obecna, wybrana w 2024 roku, wsparła go kwotą 650 tys. zł.
Przesunięcia w budżecie
Z tych kilku przyczyn do końca roku w systemie śmieciowym zabraknie 1,83 mln zł. Burmistrz znalazł rozwiązanie i poprosił radnych o przesunięcia w budżecie, które pozwoliły wygospodarować potrzebną kwotę. Wytypowano zadania, o których wiadomo, że ratusz nie wyda całej zaplanowanej kwoty. Pieniądze z tych projektów, bez żadnej szkody, można było przenieść na dopłatę do systemu.
Żadnych cięć w programach
Jednomyślna zgoda radnych na dopłatę uchroniła też przed cięciami miejskie programy socjalne, bo to w nich najłatwiej szukać oszczędności. Na przykład wycofanie się z ulg śmieciowych dla seniorów 75+ i dużych rodzin dałoby miastu 500 tys. zł, a gdyby uczniowie na nowo musieli płacić za bilety ZKM, budżet zyskałby milion złotych.
- Oszczędzanie na seniorach czy młodzieży to najgorsze z rozwiązań. Dla dwojga starszych ludzi, mających niskie emerytury, 350 zł rocznie zaoszczędzone w opłatach śmieciowych to duża kwota. Podobnie dla pięcioosobowej rodziny 870 zł w skali roku to spora ulga. Wspólnie z radnymi powiedzieliśmy - nie chcemy podnosić stawki śmieciowej, nie chcemy zabierać uczniom darmowych przejazdów do szkół. Bardzo dziękuję im za jednomyślność, rzeczową dyskusję, chęć spokojnego rozwiązania problemu. To piękny przykład współpracy dla dobra miasta i jego mieszkańców – podsumował debatę Daniel Janiak.
Za dopłatą do systemu głosowali: Janusz Bąbała (KO), Marcin Cichocki (Nasz Sochaczew), Jolanta Gerasik (PiS), Marek Gołkowski (KO), Danuta Gołkowska (KO), Sylwester Kaczmarek (PiS), Arkadiusz Karaś (PiS), Ewa Kierzkowska (PiS), Jacek Krzemiński (Nasz Sochaczew), Jolanta Kulpa-Szczepaniak (KO), Selena Majcher (PiS), Tomasz Malesa (Łączy nas Sochaczew), Urszula Opasiak (PiS), Cezary Pachowiak (Nasz Sochaczew), Piotr Pętlak (PiS), Łukasz Popowski (KO), Renata Sokołowska (PiS), Jakub Wojewoda (Łączy nas Sochaczew), Grażyna Wójcik (KO), Magdalena Zborowska – Frankowska (Łączy nas Sochaczew).