{index_ob_css}{index_ob_js}

Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie - Zawód z ZDZ

W poprzednich odcinkach dokładnie przyjrzeliśmy się głównej części ulicy Warszawskiej po jej południowej i północnej stronie. Zanim zabierzemy naszych czytelników na dalszy spacer tą ulicą, przypomnimy historię i zadania niepozornego budynku stojącego tuż za ul. Poprzeczną, odchodzącą od Warszawskiej w głąb osiedla Senatorska. Mowa o siedzibie Zakładu Doskonalenia Zawodowego, który w latach 70. i 80. XX w. odegrał w powiecie sochaczewskim ważną rolę edukacyjną.

Zdjęcie do Ze Stanisławem Kwiatkowskim spacer po Sochaczewie - Zawód z ZDZ

Zanim pod koniec lat 70. w budynku przy Warszawskiej 35 zadomowił się Zakład Doskonalenia Zawodowego (ZDZ), swoją siedzibę miała tu Liga Przyjaciół Żołnierza, przekształcona w 1962 r. w Ligę Obrony Kraju (LOK). Obie organizacje posiadały peerelowski rodowód i miały służyć obronności kraju. Skupiały żołnierzy Wojska Polskiego, przygotowywały przedpoborowych do służby w armii, organizowały kursy samoobrony. Tworzyły również koła miłośników sportów wodnych i motorowych oraz modelarzy. W Sochaczewie z takiej możliwości skorzystali motocykliści, którzy potem utworzyli klub motorowy „Szarak”, organizację zasłużoną w uprawianiu i propagowaniu sportów motorowych.

W późniejszym czasie LOK prowadził także kursy na prawo jazdy. Przypomnijmy, że nie było wtedy prywatnych szkół kierowców, LOK był bodajże jedynym organizatorem takich kursów i egzaminów. W związku z tym potrzebny był plac manewrowy i większa siedziba na zajęcia, dlatego Liga opuściła dotychczasowy budynek i przeniosła się na ul. Pokoju, na duży teren przy rynku. Starsi mieszkańcy do dziś przemysłową część targu określają mianem LOK-u.

Z kolei Zakłady Doskonalenia Zawodowego wywodzą się od powojennych Zakładów Doskonalenia Rzemiosła i, jak opowiada Stanisław Kwiatkowski, wieloletni szef ZDZ w Sochaczewie, taki był ich cel: wykształcić kadrę rzemieślniczą w zawodach potrzebnych w tamtym czasie. A największe zapotrzebowanie było na fachowców w zawodach budowlanych, bo w Sochaczewie nie kształcono w tych kierunkach.

- Pierwszym kierownikiem ZDZ był Bolesław Ogrodzki, wicedyrektor „osiemdziesiątki” i to on zapoczątkował kursy zawodowe. Po pewnym czasie prowadzenie zakładu scedował na mnie. Najpierw zorganizowałem kurs murarzy, potem betoniarzy, następnie zbrojarzy, malarzy i tynkarzy. Chętnych było dużo, a nie mieliśmy własnego lokum, korzystaliśmy z sali w SP1, w Cechu Rzemiosł, później w barakach przy szkole muzycznej, gdzie kiedyś mieściła się szkoła rolnicza – opowiada Stanisław Kwiatkowski. - Kiedy LOK wyprowadził się na ulicę Pokoju, udało nam się pozyskać ten mały budynek przy Warszawskiej. Dużym zainteresowaniem cieszył się wtedy trzyletni kurs krawiecki dla młodych dziewcząt, bo takiej specjalności też nie było w mieście. Uczestniczyły w nim głównie osoby po podstawówce, które u nas zdobywały wiedzę na poziomie szkoły zawodowej i kończyły kurs uprawnieniami czeladniczymi.

ZDZ ściśle współpracował z Cechem Rzemiosł Różnych, który organizował wszystkie egzaminy czeladnicze i mistrzowskie. Podział był taki, że ZDZ prowadził kursy, a cech – egzaminy. Poza tym każde szkolenie było konsultowane z Kuratorium Oświaty i Wychowania, które wydawało wymaganą zgodę.

 

Nasz rozmówca zwraca szczególną uwagę na kursy budowlane, tak oblegane, że szkolili około stu chętnych w ciągu sezonu, czyli sześciu miesięcy. Do prowadzenia zajęć zatrudniano fachowców, głównie inżynierów. Pan Stanisław wymienia konkretne nazwiska: inż. Ireneusza Felczaka, późniejszego naczelnika i burmistrza miasta, inżyniera Pokorskiego, prezesa spółdzielni „Budownictwo”, inż. Chodakowskiego, szefa „Energomontażu”, inż. Olędzkiego, właściciela biura projektowego. Aby  uczestnicy szkolenia mogli stanąć do egzaminów, potrzebna była jeszcze praktyka, którą zdobywali na licznych wtedy budowach.

- Z tymi kursami wiąże się ciekawa historia, mianowicie budynek, który przejęliśmy po LOK-u wymagał remontu. Na początku nie mieliśmy pieniędzy na ten cel, więc wymyśliłem, że w ramach praktyk budowlanych chętni kursanci w określonych specjalnościach mogą to zrobić na terenie naszej siedziby. Dzięki temu, bez nadwyrężania budżetu, budynek został elegancko odnowiony, a oni zaliczyli część praktyczną egzaminu. Kiedy przyjechała kontrola z zarządu ZDZ z Łodzi, nie mogła się nadziwić, że w tak prosty sposób wykonaliśmy kawał roboty, nie wydając ani złotówki. Dali mi nawet za to jakieś odznaczenie – mówi ze śmiechem  pan Stanisław.

Oprócz już wymienionych, były jeszcze m.in. kursy spawalnicze, dla elektromechaników, mechaników samochodowych, kursy bhp, na wózki akumulatorowe platformowe i widłowe. Często organizowano je w porozumieniu z zakładami pracy, które zgłaszały zapotrzebowanie na konkretne stanowiska. Uczestniczyli w nich ci, którzy chcieli poszerzyć wiedzę lub zmienić zawód.

- Dzięki ZDZ w ciągu dziesięciu lat, począwszy od 1973 r. wykształciliśmy tylu fachowców, że wkrótce zaczęły powstawać firmy budowlane, warsztaty samochodowe i różne inne. Z powodzeniem realizowały one zlecenia na terenie naszego powiatu i ościennych miast – w Łowiczu czy Skierniewicach.

Stanisław Kwiatkowski, od 1975 r. wicedyrektor, a później dyrektor ZSZ nr 1 przy ul. Piłsudskiego, a więc tzw. „osiemdziesiątki”, z powodu licznych obowiązków zrezygnował z kierowania Zakładem Doskonalenia Zawodowego. Jego następca, nieżyjący już Stanisław Baczyński, oprócz kursów doskonalenia zawodowego prowadził także szkołę prywatną, ale to już zupełnie inny temat.

Dzisiaj znaczenie ZDZ znacznie zmalało, bo szkoły zawodowe i technika posiadają szeroki wachlarz specjalności. Ale kilkadziesiąt lat temu, kiedy szkolnictwo zawodowe w Sochaczewie kształciło tylko w wybranych  kierunkach, był istotną odpowiedzią na potrzeby rynku pracy.

Jolanta Śmielak-Sosnowska

powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności