{index_ob_css}{index_ob_js}

Orkan w Gąbinie napisał piękną historię

Cztery gole, czyste konto i puchar dla Sochaczewa. KP Orkan Sochaczew pokonał w Gąbinie Szopena Sanniki 4:0 i został triumfatorem DONGFENG Mazowieckiego Pucharu Polski na szczeblu Delegatury Płock. Nie był to jednak finał, w którym jedna drużyna od początku do końca miała pełną kontrolę. Orkan na swoje zwycięstwo musiał zapracować, a kluczowe okazały się jego charakter, cierpliwość, świetna gra w przejściu z obrony do ataku i bezlitosne wykorzystanie błędów rywala.

​
Zdjęcie do Orkan w Gąbinie napisał piękną historię

Są finały, które rozstrzygają się jednym momentem. Są też takie, które przez kilkadziesiąt minut pozostawiają wszystko otwarte, a dopiero końcówka pokazuje, kto naprawdę zasłużył na trofeum.

Właśnie tak wyglądał środowy wieczór w Gąbinie.

KP Orkan Sochaczew pokonał Szopena Sanniki 4:0 i sięgnął po Mazowiecki Puchar Polski – Delegatury Płock. Po końcowym gwizdku czerwono-biało-niebiescy mogli wznieść nad głowami trofeum, o które walczyli przez kilka tygodni. I choć sam wynik sugeruje bardzo jednostronne spotkanie, jego przebieg był znacznie ciekawszy.

Przez większą część meczu oba zespoły miały swoje momenty. Szopen próbował odpowiadać, a kilkakrotnie Orkana ratował Ksawery Ciura. Różnicę zrobiła przede wszystkim skuteczność i sposób, w jaki sochaczewianie wykorzystali zmieniającą się sytuację na boisku.

Kotarski ostrzegł, Rybak nie wykorzystał jedenastki

Początek pokazał, mimo że to Sochaczewianie częściej utrzymywali się przy piłce, że Szopen nie zamierza oddawać pucharu bez walki. W 16. minucie zawodnicy z Sannik stworzyli groźną sytuację. Kotarski zdecydował się na potężne uderzenie spoza pola karnego, ale piłka minęła bramkę Orkana.

Trzy minuty później odpowiedź mogła być natychmiastowa i niezwykle konkretna.

W 19. minucie w polu karnym Szopena faulowany został Bartłomiej Rybak. Sędzia Tomasz Marciniak bez wahania wskazał na jedenasty metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł sam kapitan Orkana, czyli zawodnik, który chwilę wcześniej wywalczył jedenastkę.

Rybak nie zdołał jednak wykorzystać znakomitej okazji. Piłka po jego uderzeniu minęła bramkę przy lewym słupku poza jej światłem.

W finale takie momenty potrafią ważyć bardzo wiele. Niewykorzystany karny mógł podciąć skrzydła Orkanowi. Stało się jednak zupełnie inaczej.

Trzy podania i zimna krew Stencela

W 35. minucie to Szopen ruszył do ataku. Goście zaangażowali większą liczbę zawodników, ale pod polem karnym Orkana stracili piłkę. Sochaczewianie błyskawicznie wykorzystali moment przejścia z obrony do ataku.

Trzy szybkie podania wystarczyły, by futbolówka znalazła się pod bramką Szopena. Zawodnicy z Sannik nie zdążyli wrócić za akcją.

Do piłki w polu karnym dopadł Oskar Stencel i zachował się jak rasowy napastnik. Bez zbędnych kombinacji uderzył i trafił do pustej bramki.

1:0.

Była to akcja, która w pigułce pokazała sposób, w jaki Orkan potrafił wykorzystać słabość rywala. Nie potrzebował długiego posiadania ani kilkunastu podań. Wystarczyło szybkie przejście do ofensywy, właściwe wykorzystanie wolnej przestrzeni i zimna krew w polu karnym.

Do przerwy Orkan prowadził, ale mecz pozostawał otwarty.

Szopen miał swoje okazje i potrafił zagrozić bramce sochaczewian. W kilku momentach bardzo dobrze spisał się Ksawery Ciura, który swoimi interwencjami pozwolił zespołowi zachować prowadzenie.

Dlatego po pierwszych 45 minutach trudno było jeszcze mówić o pewnym zwycięstwie Orkana. Było 1:0, ale finał wciąż mógł pójść w obie strony.

Drugi karny przełomowym momentem finału

Po przerwie obraz spotkania zaczął się stopniowo zmieniać. Orkan był coraz pewniejszy, a Szopen coraz bardziej zdeterminowany, by doprowadzić do wyrównania.

Kluczowa dla losów meczu okazała się 71. minuta.

W polu karnym Szopena doszło do zagrania ręką. Sędzia ponownie wskazał na jedenasty metr. Tym razem do piłki podszedł Maksym Shcherbak.

I tym razem nie było już mowy o pomyłce. Shcherbak pewnie wykorzystał rzut karny i podwyższył prowadzenie Orkana na 2:0. To był moment, który ostatecznie otworzył Sochaczewianom drogę do zdecydowanego zwycięstwa.

Szopen znalazł się w sytuacji, w której nie miał już czego bronić. Trzeba było ruszyć do przodu i szukać dwóch bramek. Zespół z Sannik zaangażował więc jeszcze więcej sił w ofensywę, a tym samym pozostawił Orkanowi znacznie więcej miejsca na kontrataki.

Sochaczewianie zamierzali z tego skorzystać. I zrobili to bezlitośnie.

Jezierski błyskawicznie wykorzystał otwartą przestrzeń

Minęły zaledwie dwie minuty. Piłkę w środku boiska przechwycił Szymon Jezierski. Jeden z zawodników Szopena został właściwie sam na asekuracji, podczas gdy reszta zespołu była już zaangażowana w próbę odrabiania strat. Jezierski ruszył więc w stronę bramki Sannik.

Minął rywala, który próbował go zatrzymać, i pomknął w kierunku pola karnego. Znalazł się sam na sam z bramkarzem i nie zmarnował tej sytuacji.

Spokojne wykończenie.

3:0.

W ciągu dwóch minut Orkan z zespołu prowadzącego różnicą jednej bramki przeistoczył się w drużynę, która miała finał pod pełną kontrolą.

Shcherbak postawił kropkę nad i

Szopen próbował jeszcze walczyć, ale każda kolejna ofensywna próba oznaczała pozostawienie kolejnych metrów wolnej przestrzeni.

W 83. minucie Orkan po raz kolejny wykorzystał dokładnie ten sam mechanizm.

Zawodnicy Sannik byli wysoko ustawieni, a jeden z obrońców pozostał na asekuracji. Błąd w przyjęciu rywala wykorzystał Maksym Shcherbak. Przejął piłkę, ruszył w kierunku bramki i tym razem to on znalazł się sam na sam z bramkarzem.

Ukrainiec nie tylko zachował spokój. Zdecydował się jeszcze na efektowne rozwiązanie – położył bramkarza i posłał piłkę do siatki.

4:0.

Dublet Shcherbaka dopełnił dzieła.

Końcowy rezultat mógł wyglądać jak demonstracja całkowitej przewagi Orkana od pierwszej do ostatniej minuty. Tymczasem o jego wyjątkowości decyduje coś innego: Sochaczewianie potrafili przetrwać momenty, gdy spotkanie było wyrównane, wyjść na prowadzenie, a kiedy rywal został zmuszony do odkrycia się – wykorzystać to z zabójczą skutecznością.

4:0 w finale, ale ta historia zaczęła się dużo wcześniej

Środowe zwycięstwo jest zwieńczeniem całej pucharowej kampanii Orkana.

Sochaczewianie rozpoczęli ją od efektownego zwycięstwa 5:1 ze Świtem Staroźreby. Później przyszły dwa spotkania, w których o awansie decydowały rzuty karne.

W meczu z Polonią Radzanowo padł remis 2:2, a Orkan wygrał serię jedenastek 5:4.

W ćwierćfinale było 1:1 ze Spartą Mochowo. Ponownie potrzebne były rzuty karne i ponownie Orkan zachował więcej zimnej krwi, zwyciężając 6:5.

Półfinał ze Stoczniowcem Płock przyniósł zwycięstwo 2:1 i awans do wielkiego finału.

To ważne, bo aż trzy drużyny z drogi Orkana występowały na co dzień w Lidze Okręgowej, czyli szczebel wyżej niż sochaczewianie.

Na końcu czekał Szopen Sanniki – również przedstawiciel Ligi Okręgowej i jednocześnie obrońca pucharowego trofeum. Orkan wygrał 4:0.

Młody zespół, wielki charakter

Trener Maciej Przybylski przed finałem sporo uwagi poświęcał przygotowaniu mentalnemu. Jego zespół jest młody, a stawka spotkania była ogromna.

Po meczu szkoleniowiec podkreślał, że drużyna zrealizowała założony plan, a zawodnicy stanęli na wysokości zadania. Szczególnie istotne było to, by młodzi piłkarze nie przestraszyli się rangi spotkania.

Tymczasem nawet po niewykorzystanym rzucie karnym Rybaka drużyna zachowała spokój. Kiedy pojawiła się możliwość wyjścia na prowadzenie, wykorzystała ją. Kiedy Szopen naciskał, Ciura był na posterunku. A gdy wynik 2:0 zmusił rywala do jeszcze bardziej ryzykownej gry, Orkan zrobił dokładnie to, co powinien zrobić dojrzały zespół: wykorzystał przestrzeń i zamknął spotkanie.

Historyczny sukces – ale z ważnym zastrzeżeniem

Warto też właściwie umieścić to trofeum w historii klubu.

Orkan ma znacznie starszą i bogatszą historię niż obecny zespół seniorski. W 1993 roku piłkarski Orkan po raz pierwszy awansował do III ligi – i ten sukces pozostaje najwyższym poziomem ligowym osiągniętym przez sochaczewskich piłkarzy. Później sekcja seniorska została zlikwidowana, a klubowa piłka przez lata przechodziła kolejne etapy odbudowy.

Współczesny KP Orkan Sochaczew to efekt tej odbudowy. Klub powrócił na właściwe tory, kiedy odpowiedzialność za jego zarządzanie zdecydował się wziąć prezes Sebastian Przybylski. Pierwsza drużyna właśnie awansowała do Klasy A. W tym sezonie nie tylko dobrze radzi sobie w lidze, ale również sięgnęła po pierwsze tak znaczące trofeum pucharowe w tej nowej historii.

Dlatego środowego sukcesu nie należy porównywać wprost do awansu do III ligi z 1993 roku.

Jego znaczenie jest inne. To symbol tego, że odbudowany Orkan znów zaczyna pisać własną historię.

Z pucharem na Mazowsze

Na tym jednak pucharowa przygoda Orkana się nie kończy.

Zwycięstwo w rozgrywkach Delegatury Płock daje sochaczewianom możliwość dalszej rywalizacji na szczeblu wojewódzkim DONGFENG Mazowieckiego Pucharu Polski. To oznacza możliwość zmierzenia się z rywalami z kolejnych, znacznie wyższych poziomów rozgrywkowych.

A więc przed Orkanem już nie tylko lokalny prestiż.

Przed nim całe Mazowsze.

Po drodze do finału drużyna pokazała, że potrafi rywalizować z przeciwnikami z wyższej ligi. W Gąbinie udowodniła natomiast, że potrafi również wygrać najważniejszy mecz.

Wieczór, który zapamięta Sochaczew

4:0. Oskar Stencel. Maksym Shcherbak z rzutu karnego. Szymon Jezierski po błyskawicznej kontrze. Maksym Shcherbak po kolejnym błędzie rywala. Cztery gole. Zero straconych.

A w tym wszystkim – niewykorzystana jedenastka Rybaka, świetne interwencje Ciury, wyrównana walka i moment, w którym Orkan poczuł, że może przejąć pełną kontrolę nad finałem.

To właśnie dlatego ten wieczór będzie miał dla sochaczewskiej piłki szczególne znaczenie.

Nie dlatego, że po prostu padło 4:0.

Dlatego, że młody zespół, który jeszcze niedawno odbudowywał swoją pozycję, przeszedł całą trudną drogę pucharową, przetrwał najtrudniejsze momenty i na końcu zagrał tak, jak grają zespoły, które są gotowe sięgać po trofea. KP Orkan Sochaczew ma puchar.

A wraz z nim – bardzo mocny sygnał, że odbudowa sochaczewskiej piłki weszła na kolejny poziom.

KP Orkan Sochaczew – Szopen Sanniki 4:0
DONGFENG Mazowiecki Puchar Polski – Delegatura Płock, finał
7 października 2026, Gąbin

Bramki:
1:0 Oskar Stencel – 35'
2:0 Maksym Shcherbak – 71' (rzut karny)
3:0 Szymon Jezierski – 73'
4:0 Maksym Shcherbak – 83'

Orkan: Ksawery Ciura – Jan Kowalik, Kamil Wojciechowski, Franciszek Stawicki, Bartłomiej Rybak, Oskar Stencel, Mykola Yaremko, Maksym Shcherbak, Jakub Woźnicki, Adrian Cieślak, Mateusz Wojda.

Zagrali także: Sebastian Paciorkowski, Oliwier Sabalski, Antoni Łukawski, Szymon Jezierski.

Trener: Maciej Przybylski.

​
powrót do kategorii
Poprzedni Następny

Pozostałe
aktualności