Orkan traci szansę na złoto, ale nadal gra o podium
Wyprawa nad morze miała przypieczętować awans do wielkiego finału Ekstraligi rugby. Po niezwykle zaciętym pierwszym spotkaniu i wygranej 24:14 w Sochaczewie, podopieczni trenera Macieja Brażuka jechali na rewanż do Sopotu z cenną, dziesięciopunktową zaliczką. Niestety, sport po raz kolejny udowodnił swoją nieprzewidywalność. Po fatalnej drugiej połowie nasi rugbiści przegrali z Energą Ogniwem Sopot 26:42 i marzenia o tytule mistrzowskim muszą odłożyć na kolejny sezon.
Do Sopotu za naszą drużyną udała się liczna, kilkusetosobowa grupa kibiców, w tym przedstawiciele władz miasta. Atmosfera na trybunach przypominała tę z mistrzowskiego roku 2022.
Początek meczu nie zwiastował katastrofy, choć gospodarze uderzyli błyskawicznie. Już w pierwszej akcji, po asyście Beneta Maalo, przyłożenie zaliczył Mateusz Plichta, a podwyższył Wojciech Piotrowicz. Orkan jednak nie złożył broni. Nasi zawodnicy szybko przejęli inicjatywę i odpowiedzieli punktami, doprowadzając do wyrównania. Do końca pierwszej połowy punktowali już tylko sochaczewianie, schodząc do szatni z prowadzeniem 19:7.
W tym momencie nasza przewaga w dwumeczu wynosiła imponujące 22 punkty. Finał był na wyciągnięcie ręki. Wynik do przerwy mógł być jeszcze wyższy i być może zamknąłby losy rywalizacji. Niestety, Harrison Astley nie wykorzystał aż trzech rzutów karnych oraz jednego podwyższenia. Te utracone punkty brutalnie zemściły się w drugiej odsłonie spotkania.
Końcówka pierwszej połowy przyniosła wydarzenia, które całkowicie zmieniły obraz gry. Na boisku doszło do ostrego starcia między zawodnikami, przypominającego realia brutalnego rugby z lat 90. W efekcie tej szarpaniny żółtą kartką ukarany został Wojciech Piotrowicz z Ogniwa, a Cyprian Majcher z Orkana ujrzał czerwoną kartkę. Gra w osłabieniu przez całą drugą połowę okazała się dla naszej, już i tak potężnie przetrzebionej kontuzjami drużyny, ciężarem nie do udźwignięcia.
Po zmianie stron Ogniwo ruszyło do odrabiania strat. Sopocianie punktowali seriami: przyłożenie rezerwowego Dmytro Mokrecowa (podwyższenie M. Plichty), indywidualna akcja i przyłożenie z podwyższeniem Mateusza Plichty – Ogniwo obejmuje prowadzenie 21:19. Kolejne "oczka" dokłada Adrian Seerane.
Mimo ogromnego naporu, Orkan wciąż miał szanse. Nasi zawodnicy po bohatersku obronili się przed przyłożeniem, gdy gospodarze mieli młyn dyktowany tuż przed naszym polem punktowym. W 69. minucie żółtą kartkę otrzymał Olgierd Sawicki z Ogniwa i siły na boisku wyrównały się (14 na 14), ale inicjatywa wciąż była po stronie miejscowych.
W 76. minucie trener gospodarzy zagrał va banque, wpuszczając na boisko siebie oraz nie w pełni zdrowego, ale niezwykle groźnego Dwayne'a Burrowsa. Ten ruch przypieczętował losy meczu. Kropkę nad "i" postawił Adam Piotrowski, ustalając wynik na 42:26 dla Ogniwa.
Dla sochaczewskich kibiców to niezwykle bolesna porażka, zwłaszcza po heroicznej walce w pierwszym meczu i fantastycznej pierwszej połowie rewanżu. Zabrakło zdrowia i odrobiny szczęścia przy kopach.
Mimo ogromnego zawodu, należy pamiętać, w jak trudnej sytuacji kadrowej znajdowała się nasza drużyna. Zespół zostawił na boisku serce. Teraz musi podnieść głowy i skupić się na walce o brązowy medal. Ten sezon wciąż może zakończyć się miejscem na podium. (seb)