Harcerstwo to przede wszystkim ludzie
Co roku, w Dniu Myśli Braterskiej, czyli 22 lutego, wyróżniający się druhowie otrzymują specjalny list gratulacyjny od naczelnika ZHP. Jest to szczególne wyróżnienie, ponieważ taki list można otrzymać tylko raz w życiu. Jeden z nich trafił do hufca ZHP Sochaczew, a otrzymał go Bolesław Niewadzi, drużynowy 321 WDH Fortis Ignis.
Do harcerstwa trafił mając 14 lat, wyjeżdżając na obóz z rodzeństwem, i wciągnęło go na dobre. Jak mówi, przyciągnęli go przede wszystkim ludzie – jest ich wielu, to duża społeczność, tworzą ją osoby z przeróżnymi zainteresowaniami i pasjami, które chętnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Po 10 latach służby jest już instruktorem, a drużyna, którą prowadzi od ośmiu lat, liczy obecnie ponad 50 harcerzy w wieku od 7 do 27 lat. Skrót WDH oznacza wielopoziomową drużynę harcerską, a więc taką, która skupia zarówno zuchy, jak harcerzy, harcerzy starszych i instruktorów. Takich drużyn jest zresztą w sochaczewskim hufcu najwięcej. Rozpiętość wiekowa jest ważna w codziennej pracy – starsi harcerze opiekują się młodszymi, uczą ich tego, co sami potrafią, jednocześnie wyrabiając w sobie odpowiedzialność za innych i rozwijając swoje umiejętności interpersonalne. Nieprzypadkowo wielu młodych instruktorów wybiera potem studia pedagogiczne i zostaje zawodowymi wychowawcami czy nauczycielami.
Drużyna druha Bolka (tak wszyscy go nazywają) spotyka się w hufcu w piątki, zajmując wszystkie pomieszczenia. Poszczególne zastępy, liczące po 5-7 osób, realizują zadania z metodyki harcerskiej, bawią się, ale też rozwiązują we własnym gronie pojawiające się w sposób nieunikniony konflikty i nieporozumienia. Często wychodzą w plener, organizują podchody, wycieczki i wspólne odkrywanie tajemnic otaczającego nas świata. – Bycie drużynowym to najpiękniejsza przygoda mojego życia – opowiada Bolek. – Nie wiem, czy tak będzie przez całe życie, ale dziś, mając dwadzieścia kilka lat i z perspektywy ostatnich ośmiu, mogę śmiało stwierdzić, że gdyby nie harcerstwo, byłbym zupełnie inną osobą. Od dawna już odpowiadam za innych ludzi, organizuję swój czas i czas członków mojej drużyny, wymyślam, tworzę i to mnie bardzo rozwinęło. Wielu moich rówieśników jeszcze takich rzeczy nie próbowało, wszystko jest przed nimi, a ja mam już za sobą organizowanie dużych wydarzeń, wystąpienia publiczne, bo przecież bycie drużynowym to stawanie przed dużą grupą co tydzień, kontaktowanie się z rodzicami i próba bycia autorytetem. Nie wiem, czy nim jestem, ale mam dobry kontakt z dzieciakami, są mi bliskie.
- Rola drużynowego jest bardzo wymagająca – podkreśla Anna Wasilewska, komendantka sochaczewskiego hufca. – Do każdej zbiórki, a one odbywają się raz w tygodniu, trzeba się przygotować, zaplanować temat, przygotować materiały, zadbać, aby była ciekawa. Dzieciaki wychodzą w teren, gotują, odgrywają role, rozmawiają o swoich bolączkach, a drużynowy musi nad tym wszystkim mieć pieczę.
Warto też pamiętać, że choć instruktorzy ZHP pracują społecznie, obowiązują ich takie same przepisy dotyczące opieki nad dziećmi, jak nauczycieli. A że są to często bardzo młode osoby, wymaga to od nich szczególnej uwagi i zdobywania wciąż nowej wiedzy. Mogą oczywiście liczyć na wsparcie doświadczonych instruktorów z komendy hufca, szkolenia, kursy dla drużynowych, pomoc doraźną, ale główna odpowiedzialność spoczywa na drużynowym. Jednym z kluczowych zadań osoby pełniącej tę funkcję jest wychowanie swojego następcy, ponieważ nie jest to rola na całe życie. Drużynowym zostaje się zazwyczaj na kilka lub kilkanaście lat, a przypadki prowadzenia drużyny przez ponad 20 lat należą do rzadkości.
Misją ZHP jest wychowywanie młodego człowieka, czyli wspieranie go we wszechstronnym rozwoju i kształtowaniu charakteru przez stawianie wyzwań. Dla nastolatka zostającego drużynowym (nie trzeba być pełnoletnim, jeśli drużynowy ma mniej niż 18 lat, drużyna ma opiekuna, najczęściej z komendy hufca) największym wyzwaniem jest z pewnością odpowiedzialność za drugiego człowieka. Jak mówi Bolesław Niewadzi, to przyśpieszony kurs dojrzewania, z dużym wsparciem ze strony starszych instruktorów, co potem przenosi się na pracę wewnątrz drużyny. – Wychodzę z założenia, że wszyscy jesteśmy równi, mówimy sobie po imieniu bez względu na wiek, jesteśmy bardziej rodzeństwem niż panem, panią, druhem czy druhną. Wyzwania można stawiać do pewnego momentu, a potem w harcerstwie albo zostaje się instruktorem i działa na rzecz organizacji, albo z tym wszystkim, czego się nauczyliśmy, idziemy w świat.
Obecnie w sochaczewskim hufcu działa czternaście jednostek: jedna gromada zuchowa, dziesięć drużyn harcerskich, w tym większość wielopoziomowa, dwie drużyny nieprzetartego szlaku i krąg starszyzny harcerskiej.
ig