Najważniejsze wydarzenia trzydziestolecia

A A A

U zarania samorządności

W taki sposób Komitet Obywatelski „Solidarność” w Sochaczewie przygotowywał się do pamiętnych wyborów, które zapoczątkowały Polskę samorządową. 27 maja 1990 roku odbyły się pierwsze w powojennej historii demokratyczne wybory samorządowe. Rada Miejska Sochaczewa, wybrana w ich wyniku, została w całości zdominowana przez kandydatów wywodzących się z Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Był to pierwszy etap reformy samorządowej rozpoczynającej długotrwały proces przekształceń administracji publicznej, którego następnymi etapami były reforma powiatowa i wojewódzka z 1999 roku, wprowadzenie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów w 2002 roku oraz wiele innych istotnych zmian ustawowych.

***

Nasz patent – przechodzenie po pasach

Kilkanaście lat trwały przymiarki do budowy obwodnicy Sochaczewa. Tematem tym zajmowały się Rady Miasta I, II i III kadencji. Ostateczne decyzje poprzedziły dziesiątki debat, spotkań, pism, wyjazdów do ministerstw i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Powstały dwa komitety protestacyjne, mieszkańcy ul. Warszawskiej zapoczątkowali tak zwane przechodzenie po pasach. Młodszym czytelnikom wyjaśniamy, że protestujący w tę i z powrotem przemierzali ulicę Warszawską (na wysokości kościoła), blokując w ten sposób ruch pojazdów na trasie Warszawa-Poznań. W ten sposób próbowali zwrócić uwagę władz centralnych na dramatyczną sytuację Sochaczewa, przez który codziennie, tuż pod ich oknami, przejeżdżały tysiące TIR-ów. Pomiary zanieczyszczenia oraz hałasu na ul. Warszawskiej przekraczały wszelkie dopuszczalne normy, domy ulegały stopniowej degradacji, a mieszkańcy byli zdeterminowani, aby walczyć o swoje wszelkimi dopuszczonymi prawem metodami.

Pomysł Sochaczewa na przechodzenie po pasach w formie protestu wykorzystywało później wiele polskich miast.

Budowa obwodnicy w obecnym przebiegu ostatecznie rozpoczęła się w 2001 r., wymagała wykupu gruntów, wysiedlenia części mieszkańców, uciążliwości związanych z tak potężną inwestycją. Oddanie 9-kilometrowej drogi odbyło się na początku grudnia 2003 r., choć jeszcze długo potem trwało usuwanie usterek, remonty zniszczonych inwestycją dróg, ustawianie ekranów dźwiękochłonnych itd. Sochaczewską obwodnicę sfinansowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, ale w tym samym czasie wszedł w życie przepis mówiący o tym, że, po wybudowaniu nowej drogi, ulica Warszawska (dotychczas krajowa) przechodziła w zarząd miasta. Sochaczew został więc z kolejnym problemem - musiał wyremontować zdewastowaną przez TIR-y  ul. Warszawską. Stało się to w latach 2010-11.

***

Czekaliśmy od lat 70

Żadna sochaczewska inwestycja nie trwała tak długo i nie miała tylu dramatycznych zwrotów co szpital. Pierwsze decyzje o jego budowie zapadły w połowie lat siedemdziesiątych XX w. Rozpoczęła się ona w 1985 r., a oddanie placówki odbyło się dziesięć lat później. Trzeba więc było 20 lat, aby pierwsi pacjenci skorzystali z leczenia w nowych warunkach. W ciągu tej ostatniej dekady losy szpitala kilkakrotnie się zmieniały. W pewnym momencie Urząd Wojewódzki w Skierniewicach, odpowiedzialny za tę inwestycję, podjął nawet decyzję o zaniechaniu budowy, mimo że stały już mury. Działo się to w czasach chylącego się ku upadkowi PRL, kiedy na wszystko brakowało pieniędzy, procedury trwały w nieskończoność, a materiały budowlane przyznawane były według rozdzielnika. Można powiedzieć, że lecznicę uratowała determinacja władz Sochaczewa oraz fakt, że w kompleksie budynków miał się znaleźć szpital psychiatryczny, bardzo potrzebny wtedy ministerstwu zdrowia dla podratowania trudnej pod tym względem sytuacji w warszawskich placówkach. Zresztą pawilon psychiatryczny został oddany do użytku w 1993 r., podczas kiedy cały szpital dopiero dwa lata później. Inwestycja pełna była niedoróbek i, jak mówiono, już wtedy przestarzała, ale fakt posiadania przez miasto nowej lecznicy był ważniejszy. Przypomnijmy, że „stary” szpital przy ul. Staszica nie spełniał żadnych standardów i groziło mu zamknięcie. Z chwilą powstania powiatów w 1999 r. lecznicę przejęło w zarząd starostwo.

***

Telefon na wagę złota

"Telefon w każdym domu?" - pytała z nadzieją  Jolanta Śmielak-Sosnowska w tekście opublikowanym w "Ziemi Sochaczewskiej" we wrześniu 1995 roku. Jak mogliśmy przeczytać, kupno numeru telefonu stacjonarnego kosztowało wówczas 3 tysiące złotych, co było dla wielu kwotą nieosiągalną (przeciętne wynagrodzenie wynosiło około 700 złotych). Wybawieniem stać miało się uruchomienie centrali Telekomunikacji Polskiej S.A. na osiedlu Żeromskiego.

Centrala miała zabezpieczyć w całości potrzeby Sochaczewa i gmin utworzonego kilka lat później powiatu, mieszcząc, uwaga, 15-16 tysięcy numerów na 84 tys. mieszkańców. W dzisiejszych czasach, gdy indywidualny numer telefonu komórkowego ma każdy z nas,  a niektórzy nie poprzestają na jednym posiadając aparat prywatny i służbowy, wydawać może się to zupełnie oderwane od rzeczywistości. Zwrócić uwagę należy jednak na fakt, że ćwierć wieku temu komunikacja wyglądała zgoła inaczej niż obecnie. Jak mówił wtedy dyrektor rejonu TP S.A. w Sochaczewie Waldemar Dobrzyński, ideałem dla naszego miasta byłoby, gdyby na 100 mieszkańców przypadało 25 telefonów. Co więcej miało stać się to nieprędko, bo w optymistycznym scenariuszu dopiero dwa lata później. Na pocieszenie Waldemar Dobrzyński zapowiadał, że w międzyczasie zwiększona zostanie ilość aparatów ogólnodostępnych, czyli budek telefonicznych na karty telefoniczne bądź żetony. O możliwości podłączenia w domu internetu nikt wtedy jeszcze nie słyszał.

Ostatecznie, gdy już powstała, sochaczewska sieć telefoniczna na tamte czasy była na wskroś nowoczesna. Klienci mogli m.in. otrzymywać rejestry wykonanych połączeń, centrala posiadała na wypadek awarii podwójne zasilanie, klienci mogli korzystać z aparatów z tonowym wybieraniem numeru (przeciwieństwem były telefony z okrągłą tarczą do "wykręcania" numeru).

Obecnie budynek w  którym mieściła się centrala został w większości wyburzony. Na jego miejscu powstaje nowy blok. O wieloletnim oczekiwaniu na przyznanie numeru czy wyprawach na pocztę, by przeprowadzić rozmowę międzymiastową, pamiętają wyłącznie starsi czytelnicy.

***

Informują, publikują, pokazują

Trzydziestolecie samorządu to również trzy dekady sochaczewskich mediów. Miło nam przekazać, że nasz dwutygodnik jest równolatkiem transformacji ustrojowej. Pierwszy numer ukazał się bowiem 18 listopada 1990 roku.

Początek „Ziemi Sochaczewskiej” sięga czasów „Sochaczewianina”  - bo to on był pierwszym lokalnym tytułem prasowym czasu zmian. Czasopismo ukazywało się od marca 1990 roku i przekształciło się później w nasz dwutygodnik. W pierwszym numerze „ZS” pisaliśmy m. in. o wyludnianiu wojskowych mieszkań, rozmawialiśmy z legendarnym policjantem Stefanem Biernackim… aktorką Anną Chodakowską oraz śledziliśmy Lecha Grobelnego. Wszystko to w atrakcyjnej cenie tysiąca (starych) złotych.

Na kolejne lokalne medium musieliśmy poczekać trzy lata. Radio „Fama” (obecne Radio Sochaczew) zaczęło nadawać  6 marca 1993 roku, najpierw na częstotliwości 67,34 FM. Na obecnej częstotliwości 94,9 FM nadaje od 1995 roku. Dwa lata później ówczesne  Radio „Fama” rozszerzyło godziny nadawania i program emituje 24 godziny na dobę. We wrześniu 1998 roku ukazał się pierwszy numer „Echa Powiatu” (przekształconego w tym roku w dwutygodnik TuSochaczew), zaś w lutym 2002 roku „Expressu Sochaczewskiego”. W międzyczasie Sochaczew zaistniał w internecie. Pierwszym lokalnym portalem był e-Sochaczew, który powstał w roku 1999. 2 listopada 2000 roku powstała strona ratusza www.sochaczew.pl. Jak wspomina jej współtwórca Paweł Masłowski, w owym czasie pracujący w dziale promocji UM, miała ona charakter statyczny. Bezpośrednio nie można było dodawać na nią żadnych newsów. Wiadomość należało dostarczyć osobiście, na dyskietce (czy młodzież wie, co to jest?), do firmy „Interkam”, która miała techniczną możliwość jej zamieszczenia.

Druga dekada lat dwutysięcznych to czas upowszechnienia się darmowych mediów. Fanpagi na facebooku, youtube, portale, wydania internetowe oraz bezpłatne gazety - podbiły rynek. Obecnie na terenie miasta dystrybuowana jest tylko jedna płatna gazeta („Express Sochaczewski”), trzy pozostałe są darmowe.  Czytelnicy chętnie sięgają po wydanie online „Ziemi Sochaczewskiej”, które co dwa tygodnie zamieszczamy na portalu sochaczew.pl.  Blisko 12 tysięcy osób polubiło profil Miasta Sochaczew na facebooku, kolejnych 4,9 tysiąca profil „Ziemi Sochaczewskiej”. Śmiało można powiedzieć, że jeśli chodzi o komunikację i sprawny przepływ informacji nasz samorząd jest fenomenem. Portal sochaczew.pl znacząco różni się od innych będących własnością urzędów miast i gmin. Wiadomości na nim aktualizowane są siedem dni w tygodniu, podobnie jak fanpag na facebooku.

***

Sochaczew handlem stoi

Jak podała „Polityka” w 44 numerze z 1999 r., w Polsce było w tym czasie 1600 super- i hipermarketów z kapitałem zagranicznym. Jesienią tego samego roku do miast posiadających taki sklep dołączył Sochaczew. Na początku października 1999 r. przy ul. 600-lecia otwarto supermarket Globi.

Sochaczew długo opierał się ekspansji zagranicznych marketów, a to z uwagi na dużą grupę kupców działających w naszym mieście. Słusznie obawiali się oni wyparcia drobnego handlu i spadku dochodów rodzimych sklepów. W mieście powstało nawet Stowarzyszenie Kupców i Przedsiębiorców Ziemi Sochaczewskiej, które skutecznie blokowało wejście na lokalny rynek zagranicznego kapitału.

Mimo wielu zabiegów Sochaczew nie oparł się tej tendencji. W ciągu kilku lat markety zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu: Stokrotka, Biedronka, Hypernova, Kaufland, Patio. Jedne się zamykały, tak jak Stokrotka czy Hypernova (jej miejsce zajął Carrefour), inne wręcz przeciwnie, stawiały kolejne obiekty (Biedronka).

10 lat temu w Sochaczewie zaczęto mówić o budowie galerii handlowej przy wyjeździe z miasta w kierunku Warszawy. Pierwsza z nich powstała po prawej stronie, tuż za obwodnicą, na terenie gminy Sochaczew. W 2012 r. otwarto Obi, rok później McDonalds, Tesco i pozostałe sklepy znanych sieci handlowych.

W tym samym czasie głośno było już o budowie kolejnej galerii po drugiej stronie trasy Warszawa-Poznań. Miała ona stworzyć kompleks sklepów wraz z Carrefourem. Tak też się stało. Na otwarcie Sonaty 8 listopada 2014 r. przybyło pół miasta. Mimo ulewnego deszczu droga dojazdowa do nowej galerii była zupełnie zablokowana samochodami próbującymi wjechać na ogromny parking.

Przeciwwagę dla zagranicznych sklepów próbowała stworzyć sochaczewska PSS „Społem” inwestując w polską sieć dużych obiektów typu „Lux”. Powstało ich kilka na terenie miasta. W centrum, przy skrzyżowaniu ulic Żeromskiego i Pokoju, „Lux” otoczono pawilonami różnych branż. Ucywilizowało to handel w tym rejonie miasta i stworzyło dobre warunki dla klientów.

Jeżeli ktoś myśli, że Sochaczew został nasycony obiektami handlowymi, to się myli. W zeszłym roku, na miejscu dawnej mleczarni przy ul. Traugutta, stanął Lidl, a na obrzeżach miasta powstają duże sklepy sieci Dino. Rozbudowę planuje także galeria Sonata. Czy to będzie koniec tego typu inwestycji? Zapewne nie, bo jak pokazują badania, mieszkańcy Sochaczewa i jego okolic nadal posiadają zasoby pozwalające na funkcjonowanie coraz większej liczby placówek handlowych.

 ***

Na gaz

Do roku 2000 taki widok nikogo nie dziwił. W Sochaczewie pracowało wtedy ponad 70 lokalnych kotłowni. Jaki był tego zdrowotny i ekonomiczny efekt, nie trudno zgadnąć. W 1999 r. ówczesne władze miasta podjęły decyzję o rozpoczęciu kilkuletniego projektu nazywanego uciepłownieniem miasta.

Realizacja tego zadania była możliwa dzięki przedakcesyjnym bezzwrotnym funduszom PHARE w wysokości ponad 10 mln zł, pożyczce z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (prawie 13 mln zł) oraz środkom własnym miasta. 20 lat temu inwestycja warta 30 mln złotych była ogromnym wyzwaniem. Wymieniono wtedy 12 km sieci ciepłowniczej, zmodernizowano 10 kotłowni, przestawiając je z węgla na system olejowo-gazowy, a część kotłowni wyłączono z eksploatacji. Wtedy Sochaczew nie miał jeszcze gazu, ale bardzo tani był olej opałowy. Efekt ekologiczny i ekonomiczny był więc bardzo odczuwalny. Problemy pojawiły się, kiedy ceny oleju poszybowały w górę, a mieszkańcy kilkukrotne podwyżki za ogrzewanie odczuli we własnych portfelach. Musiało minąć kilka lat zanim rynek paliw się ustabilizował a w Sochaczewie pojawił się gaz.

***

Z uczelnią wyższą

Powołanie w 1997 r. wyższej uczelni w Sochaczewie było niezwykłym wydarzeniem. Dołączyliśmy w ten sposób do grona miast, które zapewniały swoim mieszkańcom zdobycie lub uzupełnienie wyższego wykształcenia na miejscu. W tamtych czasach był to również dla Sochaczewa element nobilitacji. W uczelni studiowali nie tylko mieszkańcy z naszego terenu, ale z wielu ościennych miast.

 Dobra opinia i ogromna liczba chętnych sprawiły, że w roku akademickim 2000/2001 uczelnia przeniosła się z wynajmowanych pomieszczeń do własnego budynku przy ul. Stadionowej. Nowa siedziba na blisko 5 tys. mkw. zapewniała słuchaczom świetne warunki edukacyjne. W roku 2003 w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu studiowało zaocznie ponad 800 osób, a w systemie dziennym - blisko 100. Ten boom skończył się po kilku latach, ale dzięki uczelni wielu mieszkańców naszego powiatu zdobyło lub podniosło swoje kwalifikacje zawodowe.

Nieodłącznie z sochaczewską uczelnią wiąże się nazwiska dr Jerzego Krupy, powszechnie uznawanego za jej założyciela.

***

Popływać w "Orce"

Miejska pływalnia "Orka" była jedną z najszybciej zrealizowanych (jak na tamte czasy) inwestycji miejskich. Jej budowa rozpoczęła się w grudniu 1999 r. a uroczyste otwarcie odbyło się 12 maja 2001 r. W półtora roku powstał trzykondygnacyjny budynek o kubaturze przekraczającej 15 tys. metrów sześciennych, z nieckami basenowymi do pływania sportowego, do rekreacji oraz dla dzieci, z hydromasażami, dwiema zjeżdżalniami, zapleczem sanitarnym oraz administracyjnym.

Sochaczewski basen na długie lata stał się rekreacyjną wizytówką miasta, przyjeżdżały do nas całe grupy turystyczne - dzieci i dorośli, aby zakosztować kąpieli w luksusowych warunkach. Dzisiaj  już nikt  nie wyobraża sobie miasta bez pływalni i szerokiej oferty, jaką posiada. Ale 20 lat temu inwestycja za 16 mln zł dla wielu mieszkańców była fanaberią wobec innych potrzeb miasta. Być może ówcześni przeciwnicy budowy basenu zmienili zdanie widząc, jak przez lata jest wykorzystywany.

***

Główne drogi jak nowe

 Gdy 9 grudnia 2003 roku na obwodnicy przecięto wstęgę i przejechały nią pierwsze samochody, w życie weszły przepisy ustawy nakazujące samorządom przejęcie od GDDKiA opieki nad odcinkami dróg krajowych zastąpionych obwodnicami. W naszym przypadku oznaczało to 6,3 km bardzo zniszczonych dróg: Płockiej, Warszawskiej, Traugutta, Licealnej, Żyrardowskiej, Łowickiej oraz mostu na Bzurze. Od początku było wiadomo, że „krajówki” są w fatalnym stanie i trzeba się zabrać za ich generalny remont. Ale jak zamknąć np. Warszawską, główną arterię, ciasno zabudowaną domami, do tego jedyną alternatywę dla kierowców jadących z Poznania do stolicy, gdy na obwodnicy dojdzie do stłuczki i zostaje ona zablokowana? Pytań było więcej - jak zapewnić dojazd do posesji, dojście do domów, jak zabrać śmieci, którędy ma dojechać karetka?

Na przysłowiowy pierwszy ogień poszła ulica Traugutta. Prace  prowadzono w dwóch etapach, od sierpnia 2008 roku do grudnia 2009, i pochłonęły one 2,8 mln zł. Jak podkreślał w czasie jej otwarcia ówczesny burmistrz, ulica została urządzona w wysokim standardzie: ma nowe chodniki, ścieżkę rowerową, zbudowano zatoki parkingowe, zatoczki dla autobusów ZKM, ustawiono stylizowane lampy. Ogłosił jednocześnie, że kolejna remontowana będzie ulica Warszawska, gdyż rząd przeznaczył na ten cel prawie 1,6 mln. Traugutta i Warszawska to był chrzest bojowy dla samorządu, a zatem gdy mieszkańcy (i przedsiębiorcy mający tam sklepy) przeżyli ich przebudowę, kolejnych prac nie dało się zatrzymać. Po 2011 roku ratusz oraz powiat zabrały się za ulicę Staszica, most na Bzurze, Trojanowską, Licealną, Towarową wraz z ulicami przy stacji PKP, plac Obrońców Sochaczewa czy ostatnio Głowackiego i 15 Sierpnia. Na uwagę zasługują też działania Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, który w kilka lat przebudował niemal wszystkie swoje drogi leżące w granicach Sochaczewa. Wystarczy przypomnieć budowę rond w Chodakowie oraz u zbiegu ulic Licealnej z Żyrardowską, odbudowę mostu na Utracie, mostu na Pisi w Boryszewie, asfalty i ścieżki rowerowe przy 15 Sierpnia, Chodakowskiej i Chopina, lifting alei 600-lecia i Piłsudskiego,  prawie 2 km chodnika przy ulicy Wyszogrodzkiej. A to wszystko w dziesięć lat!

***

Kulturalne życie placu Kościuszki

Przypominamy, jak kiedyś wyglądał centralny punkt miasta, czyli plac Kościuszki, bo dzisiaj chyba nikt nie wyobraża sobie powrotu do jego poprzedniego stanu. Miejsca parkingowe obsadzone niskimi iglakami sąsiadowały z obskurnymi przystankami PKS i zabudową rodem „z wczesnego Gomułki”. Dzisiaj jest to wizytówka miasta zachęcająca do zatrzymania się i zainteresowania starym mazowieckim grodem. Koncepcja przebudowy placu powstała w 2004 r. Rok później, we wrześniu rozpoczęły się prace pod nadzorem archeologa. Za 1,5 mln zł położono cztery tys. mkw. kostki, wykonując także obrys starego nieistniejącego ratusza. Przebudowano sieć wodno-kanalizacyjną i oświetleniową, zamontowano fontannę i ławki, wykonano trawniki, które w sezonie wiosenno-letnim zdobią kolorowe kwiaty. Modernizację placu zakończono w październiku 2006 r. Dwa lat później zrewaloryzowano obecny plac św. Dominika i ul. Farną, włączając do projektu wykonany wcześniej plac Kościuszki. W ramach

unijnego dofinansowania miasto odzyskało 1,5 mln zainwestowane w centralny punkt miasta. Zmieniło się także otoczenie placu. Stojące przy nim budynki dostosowano wyglądem do XIX wiecznego ratusza, w którym znajduje się Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, uruchomiono kawiarnie i lodziarnię. Wokół placu powstały miejsca parkingowe. Od blisko 15 lat bywamy w tym miejscu na różnych imprezach plenerowych, korzystamy ze słońca w pogodne dni, a podczas upału zasiadamy pod kawiarnianymi markizami. Nastolatkowie, którzy również chętnie spędzają czas na placu, nie znają innej jego wersji, ale my, dorośli, powinniśmy pamiętać, że przebudowa „rynku” wzbudzała wiele kontrowersji. Ówcześni przeciwnicy tej inwestycji pewnie dzisiaj zmienili zdanie. I bardzo dobrze.

***

Biurowiec PGKiM zamieniony w centrum pomocowe

Ogromny, nieestetyczny biurowiec „gospodarki komunalnej” przy 600-lecia w połowie 2005 r. zamienił się w miejsce skupiające placówki pomocy społecznej. Modernizacja obiektu kosztowała ponad 2 mln zł a po przebudowie dysponował on powierzchnią 1700 m kw. Dzięki temu najważniejsze placówki pomocowe znalazły się w jednym miejscu.

Na parterze wyremontowanego budynku rozgościł się Dzienny Dom Pomocy Społecznej wraz z nowoczesną kuchnią i stołówką. Został przeniesiony z mniejszego lokalu przy ul. Zamkowej. Zaplecze magazynowe kuchni DDPS wydzielono i umieszczono w przestronnych piwnicach budynku.

Piętro i część piwnic gmachu zagospodarował Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Otrzymał do dyspozycji pokoje biurowe, sale narad, magazyny na odzież itp. W piwnicach wydzielono też pomieszczenia na spotkania z podopiecznymi i pokoje dla organizacji pozarządowych. Oddzielne wejście (ze szczytu) zapewniono świetlicy Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, w której przez kilka godzin dziennie czas spędzają podopieczni TPD z rodzin ubogich i niewydolnych wychowawczo.

Budynek jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Winda obsługuje ruch od piwnicy do II piętra, powstały specjalne łazienki, z których mogą korzystać klienci MOPS.

Warto dodać, że poprzednią siedzibę DDPS przy ul. Zamkowej zagospodarował, mieszczący się po sąsiedzku, Środowiskowy Dom Samopomocy. Stworzyło to dużo lepsze warunki do funkcjonowania placówki dla osób niepełnosprawnych intelektualnie.

***

Również pod ziemią

Takie inwestycje jak basen, kramnice, czy wzgórze zamkowe widać gołym okiem, mimo że ich łączny koszt nie dorównuje temu, co w ciągu ostatniego dziesięciolecia znalazło się pod ziemią. Mowa o kanalizacji sanitarnej za 100 mln zł, która pokryła 95 proc. powierzchni miasta. Ta inwestycja w rury, przyłącza i modernizację oczyszczalni ścieków to najdroższe i najpoważniejsze zadanie, jakie zrealizowało miasto. Poszło na to 50 mln dofinansowania z Unii Europejskiej i 50 mln zł środków własnych. W Sochaczewie położono ponad 100 km rur, zlikwidowano setki nielegalnych przyłączy, w tym wpusty do Bzury, Pisi i Utraty, którymi do rzek wpływały hektolitry ścieków z gospodarstw domowych, warsztatów i innych punktów usługowych. Rozbudowano także oczyszczalnię ścieków, tak by mogła przyjąć zwiększoną ilość płynnych nieczystości. Budowa kanalizacji sanitarnej w tak ogromnym zakresie, to kolejny potężny krok w kierunku czystych rzek i zdrowszego środowiska. Zakończenie inwestycji w 2013 r. otworzyło drogę do zagospodarowania terenów nad Bzurą i Utratą. Mieszkańcy otrzymali miejsca do rekreacji i wypoczynku nad wodą, co bez naturalnego oczyszczenia rzek nie byłoby możliwe.

***

Obywatelskie projekty

Od 7 lat z powodzeniem realizowany jest Sochaczewski Budżet Obywatelski. Propozycje inwestycji, wydarzeń, imprez sportowych zgłaszają m.in. organizacje pozarządowe i grupy mieszkańców. Inicjatywy wybrane w głosowaniu miasto realizuje w ramach wydzielonego funduszu. Obecnie jest to kwota 1,2 mln złotych.

Zadziwiające jest, jak zwykli mieszkańcy, kluby sportowe czy szkoły potrafią się zjednoczyć wokół jednego celu – budowy przyszkolnego boiska, placu zabaw na osiedlu, plaży miejskiej czy bulwarów nad Bzurą. Właśnie tak powstają społeczeństwa obywatelskie – inicjują działanie, zbierają podpisy i dbają o to, aby ich propozycja została zrealizowana. Miastu natomiast przybywa inwestycji, obiektów rekreacyjnych i wydarzeń kulturalnych, na których zależy mieszkańcom.

Przykłady można mnożyć, w ciągu siedmiu lat nazbierało się ich całe mnóstwo: kino letnie, parkingi przyszkolne, siłownie zewnętrzne, place zabaw, sekundniki na światłach, język angielski za darmo czy zrealizowany w ubiegłym roku park linowy.

Pandemia koronawirusa przeszkodziła w realizacji pomysłów wybranych na ten rok, m.in.: budowy parkingu i chodnika przy Szkole Podstawowej nr 6, modernizacji obiektów sportowych w Chodakowie, doposażeniu ogródka jordanowskiego przy 600-lecia czy zakupu defibrylatorów ratujących życie. Nie znaczy to jednak, że ich nie będzie. Władze miasta realizację projektów przesunęły na rok następny.

Przy zgłaszaniu projektów do budżetu obywatelskiego obowiązuje kilka zasad: kwota ich realizacji nie może przekroczyć ustalonej granicy wydatków, należy je zrealizować w trakcie roku budżetowego, propozycje inwestycyjne muszą dotyczyć terenu należącego do miasta.

***

Siła wolontariatu

Starsi mieszkańcy miasta przez dziesięciolecia robili wiele rzeczy społecznie, to znaczy bez zapłaty, pro publiko bono. Kiedyś mówiło się „w czynie społecznym”. To znane określenie w latach 90. XX w. zastąpiło słowo wolontariat. Dziś jest powszechnie używanym zwrotem na określenie różnorodnych działań pozainstytucjonalnych – sportowych, kulturalnych, edukacyjnych, charytatywnych i wielu innych. Powstało całe spektrum organizacji pozarządowych, nazywanych również trzecim sektorem, pożytkiem publicznym,  czy z angielska NGO.

Ramy dla wolontariatu stworzyła ustawa z kwietnia 2003 r. o pożytku publicznym i wolontariacie. Wskazała ona ramy legislacyjne i dała organizacjom możliwość korzystania ze środków publicznych. Jednym z ważnych zapisów jest powierzanie przez państwo czy samorządy zadań do realizacji, na które NGO otrzymują dotacje. Odbywa się to w drodze konkursów.

W Sochaczewie działa ponad 80 stowarzyszeń i fundacji, wiele z nich bierze udział w ogłaszanych przez miasto konkursach w zakresie sportu, rekreacji, pomocy społecznej, kultury, wydarzeń patriotycznych. Między innymi za pieniądze uzyskane od miasta organizacje mogą realizować  różnorodne przedsięwzięcia, np. działają ogniska wychowawcze TPD dla dzieci z niezamożnych lub niewydolnych wychowawczo rodzin, co roku odbywa się ogólnopolski Bieg Cichociemnych, Bieg Papieski, historyczny festyn „Zawisza Czarny nad Bzurą”, festiwale i koncerty muzyczne, imprezy senioralne oraz dziesiątki innych wydarzeń.

Dzisiaj już nikt nie wyobraża sobie lokalnej społeczności bez wolontariatu, także dlatego, że zadania realizowane przez NGO wymagałyby uruchomienia całej urzędniczej machiny, przetargów, wykwalifikowanych w różnych dziedzinach pracowników. Organizacje robią to za nieduże pieniądze, angażując aktywność swoich członków, a jednocześnie zapewniając mieszkańcom ciekawe propozycje spędzania czasu wolnego, edukacji czy udziału w wydarzeniach sportowych.

Młodzież zaangażowana w wolontariat ma nawet swój ogólnopolski konkurs „Ośmiu Wspaniałych”, którego eliminacje powiatowe odbywają się w naszym mieście. Dzięki pasjonatom odbywa się w Sochaczewie „Motoserce”, funkcjonuje sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w Internecie trwają zbiórki funduszy na różne ważne cele.

Jednym słowem – wolontariat to wielka siła, bez której nasze życie byłoby o wiele uboższe.

***

Komfortowy obiekt dla najmłodszych

Żłobek to obecnie jedna z najbardziej potrzebnych instytucji w mieście. Chyba nikt nie wyobraża sobie powrotu do sytuacji, kiedy mógł on pomieścić najwyżej 35 dzieci. A tak było przez dziesięciolecia, do czasu oddania Integracyjnego Żłobka Miejskiego przy ul. Prezydenta R. Kaczorowskiego.

Pierwszy żłobek powstał w Sochaczewie w 1981 r. i mieścił się w dwóch połączonych mieszkaniach w bloku przy 600-lecia. Jego kierowniczką była Zofia Raczkowska, którą w 2007 r. zastąpiła na stanowisku dyrektora Ewa Lembke.

Lawinowy wzrost zainteresowania możliwością umieszczenia dziecka w takiej placówce sprawił, że miasto zaczęło planować budowę nowej siedziby na ok. 100 maluchów w wieku od 20 tygodnia do trzeciego roku życia. Ostateczna decyzja zapadła w marcu 2012, a budowa ruszyła w lipcu tego samego roku. 

W 2012 r. ratusz pozyskał pierwszą dotację w wys. 800 tys. zł z rządowego programu Maluch. Rok później z tego samego źródła miastu przyznano 1,2 mln zł na inwestycję, której koszt oszacowano na 2,7 mln zł. Okazuje się więc, że żłobek w 75 proc. sfinansowano ze środków zewnętrznych.

Nową placówkę otwarto w styczniu 2014 r., oddając do dyspozycji dzieci oraz kadry blisko 900 m kwadratowych powierzchni użytkowej, przestronne sale z nowymi meblami, zabawkami, w pełni wyposażoną kuchnię, łazienki, powierzchnie magazynowe oraz plac zabaw. Placówka jest dostosowana do opieki nad dziećmi niepełnosprawnymi, stąd jej nazwa: Integracyjny Żłobek Miejski.

***

Nad Bzurą wielkie zmiany  

Najcenniejszy sochaczewski zabytek, jakim są pozostałości zamku książąt mazowieckich, w ostatnim dziesięcioleciu przeistoczył się z prawdziwej ruiny w miejsce atrakcyjne turystycznie. Szybko okazało się, że nadszedł też właściwy czas na cały olbrzymi teren nadrzeczny.

W 2012 r. na pierwszy ogień poszły mury zamkowe. Ich zabezpieczenie poprzedziły badania archeologiczne, a w ślad za nimi prace mające na celu trwałą ochronę resztek historycznej zabudowy przed kruszeniem, wietrzeniem i celowymi uszkodzeniami. W ramach tej samej inwestycji zrekonstruowano dziedziniec zamkowy, który służy obecnie jako miejsce wystaw, pokazów rycerskich i spotkań.

Samo zabezpieczenie murów nie wystarczyło, aby uratować nasz zabytek, niezbędne było profesjonalne wzmocnienie wzgórza zamkowego, które groziło osunięciem. Po wykonaniu tej inwestycji ratusz został także zmuszony do zabezpieczenia osuwiska zbocza Bzury i umocnienie całej nadrzecznej skarpy. Po nawałnicy z czerwca 2013 r. jej stan zagrażał stabilności cmentarza przy ul. Traugutta.

Kolejnym krokiem był projekt zagospodarowania nadbrzeża Bzury. Obejmował on przebudowę  ul. Podzamcze, amfiteatru, budowę bulwarów nadrzecznych, plaży miejskiej i renowację terenów zielonych oraz budowę przystani kajakowej wraz z kawiarnią. Do tych planów dołączył wkrótce park Chopina przy ul. Traugutta.

Jako pierwsza powstała plaża miejska z wypożyczalnią kajaków, później przebudowano ul. Podzamcze, nadając jej pierwotny kształt i doprowadzając do samej rzeki. W następnej kolejności zrewitalizowano park Chopina i oddano do użytku bulwary, które od pierwszego dnia przyciągają tłumy spacerowiczów. Niedawno pojawiła się przeszklona kawiarnia tuż nad rzeką, w miejscu dawnej przystani, a na początku przyszłego roku ma się zakończyć budowa nowego amfiteatru z widownią na 900 miejsc.

Cały ogromny projekt rewitalizacji wzgórza zamkowego i zagospodarowania sąsiadujących z nim  terenów nad Bzurą zajął blisko 10 lat i kosztował prawie 40 mln zł. Połowa tej kwoty pochodzi z różnych źródeł zewnętrznych.

W ten sposób miasto kompleksowo otworzyło się na rzekę, oddając mieszkańcom ogromny teren rekreacyjny. Można z niego korzystać cały rok, ale szczególnie latem jest to wyjątkowe miejsce do spędzania czasu w bliskości z naturą.

 

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
najnowsze informacje
Zapisz się na newsletter aby otrzymywać najnowsze informacje z portalu.
e-mail  sms 
wypisz się    zapisz się >>