Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Ścigany Piotr Sz. wyszedł z ukrycia
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Kiedy w sylwestrową noc, w wyniku ciosu zadanego nożem, śmierć poniósł Tomasz B., media obiegła informacja o nożowniku Piotrze Sz. Chwilę potem prokuratura wystosowała list gończy, z którego mogliśmy się dowiedzieć, że wytatuowany, groźny napastnik zabił człowieka.

Tymczasem na naszych internetowych serwisach społecznościowych dominowały komentarze, z których wynikało raczej współczucie dla sprawcy, niż żal nad losem poszkodowanego. „Piotruś, coś ty zrobił?”. „Ja go znam. To zupełnie normalny chłopak!”.

Trzy miesiące w ukryciu

Po zabójstwie Piotr Sz. zabrał z domu oszczędności, wsiadł w samochód i odjechał. Od tego momentu prokuratura i policja dokładały starań, żeby go ująć. Sprawdzane były każde, nawet najmniej prawdopodobne pogłoski. Kiedy pojawiła się informacja, że zabójca uciekł do Włoch, policja sprawdziła przejścia graniczne i lotniska, czym wykluczyła ewentualność opuszczenia kraju przez sprawcę. W przeciwnym razie zostałby za nim wysłany europejski list gończy.

Prokuratura dysponowała ustaleniami, że Piotr Sz. próbował skorzystać ze swojej karty płatniczej w terminalu w Ustroniu. Tu ślad znowu się urwał. Na ten moment organy ścigania dysponują nowymi ustalaniem odnośnie miejsca pobytu podejrzanego w czasie jego ukrywania się, ale prokuratura ich nie ujawnia.

Śledczy poszukują noża, którym posłużył się podejrzany. Jeśli ktoś znalazł surwiwalowy nóż w okolicach ulicy Grunwaldzkiej, jest proszony o oddanie go w prokuraturze lub na posterunku policji. Znacznie ułatwi to ustalenie okoliczności zabójstwa. Wiadomo, że ofiara została ugodzona wspomnianym nożem jedynie raz.

Ujęty przy próbie poddania się

26 marca około godziny 9.00 policja otrzymała zgłoszenie, że osoba pasująca do portretu pamięciowego z rozesłanego listu gończego znajduje się na ul. 1 Maja. Okazało się, że to naprawdę Piotr Sz. Podejrzany nie stawiał oporu przy aresztowaniu. Można było odnieść wrażenie, że czeka, aż policja go ujmie. Co więcej, był spakowany, jakby ze świadomością, że znajdzie się w areszcie.

Od momentu ujęcia śledztwo nabrało tempa. Już około 11.00 Piotr Sz. przesłuchiwany był w prokuraturze. Złożył wyjaśnienia. Nie przyznał się do zarzucanego czynu zabójstwa z ewentualnym zamiarem. Nie zaprzeczył jednak, że brał udział w wydarzeniu, w wyniku którego śmierć poniósł Tomasz B.

Tego samego dnia, po godzinie 20.00, Piotr Sz. zawieziony został na wizję lokalną. Zachowywał się spokojnie. Nie sprawiał problemów policji, nie próbował uciekać. W jednym momencie poprosił tylko funkcjonariuszy, żeby poluzowali kajdanki u nóg, bo miał problemy z chodzeniem.

Odtworzenie zdarzeń rozpoczęło się na ulicy Ogrodowej, gdzie, jak twierdzi podejrzany, zaatakowany został przez braci B. i ich kolegów. Potem, według jego wersji, udał się do domu, na ulicę Grunwaldzką, gdzie obmył się z krwi. Następnie wyszedł z domu z zamiarem przepędzenia napastników. Dla uzyskania przewagi wziął nóż surwiwalowy, którym, jak twierdzi, posługiwał się podczas łowienia ryb. Dalsze wydarzenia potoczyły się bardzo szybko, aż do tragicznego finału.

O Piotrze Sz. udało nam się porozmawiać z grupą młodych mężczyzn, spotkanych w okolicach ulicy Grunwaldzkiej. Z ich wypowiedzi wynika, że mężczyzna był na co dzień zrównoważony. Nikogo nie terroryzował i nie stwarzał zagrożenia. Na temat ofiary padło za to stwierdzenie: „Kosa się należała. Tylko szkoda, że nie dostał jej ten starszy”.

Sebastian Stępień

Więcej czytaj w Tygodniku „Ziemia Sochaczewska”(1.04.2014)

A A A
03-04-2014
godz.14:24
 


nadchodzące wydarzenia

czwartek, 04.03.2021 r. 3151262 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy