Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Tak było. A tak jest. Lepiej czy gorzej?

Zaczęło się! Właściwie to już pod koniec listopada. Ale nie ma się co przejmować. Inni podobno zaczynają od połowy, a nawet od początku listopada. Święta Bożego Narodzenia są raz w roku i wszyscy chcą to wykorzystać.

Plantatorzy choinek, bo święta tylko raz w roku, przez którego resztę nie mają nawet co marzyć, że uda się sprzedać chociaż jedną. No chyba, że na miotłę albo na opał.

Ludzie, bo święta to okazja, by się spotkać z najbliższymi, pojeść (w wigilię już post nie obowiązuje) i wypić. Niektórzy przy tej okazji załatwiają coś jeszcze. W tym okresie najłatwiej pogodzić się z tymi, z którymi mamy na pieńku. O ile oczywiście mamy taki zamiar.

Handel, bo chyba tylko przy okazji tych świąt można w stosunkowo krótkim okresie czasu sprzedać tyle, co przez parę, na przykład letnich, miesięcy.

Ze łzą w oku wspominamy czasy, gdy na wigilię trzeba było kupować wszystko na kartki. Gdy kolejki przed sklepami, do których „rzucono” pomarańcze sięgały horyzontu, a w mięsnym zamiast mięsa był rzeźnik. To zresztą przypomniało mi pewien dowcip z tamtych czasów, którego młodzi zapewne nie będą mogli zrozumieć. Starszy pan przyszedł do sklepu z wędlinami i pyta o szynkę. W tle widać oczywiście nagie haki. -Nie ma. - mówi sprzedawczyni. Następnego dnia sytuacja znowu się powtarza. Nagie haki a gość pyta o szynkę. Znowu słyszy -Nie ma. Na trzeci dzień przychodzi jeszcze raz i znowu (w tle nagie haki) pyta o szynkę. Zdenerwowana sprzedawczyni mówi: -Nie ma! -To ja chcę rozmawiać z kierownikiem - mówi starszy pan. Ekspedientka idzie po kierownika, ale ten się wcale nie śpieszy. Wreszcie po pewnym czasie wychodzi. -Słucham! O co chodzi? - pyta. Starszy pan tłumaczy: -Przedwczoraj pytałem o szynkę. Nie było. Wczoraj pytałem o szynkę. Też nie było. Dziś pytam o szynkę i znowu nie ma. Przecież tak nie powinno być! Kierownik po chwili zastanowienia pyta: -Panie, długo pan na mnie czekał? -Długo! - odpowiada starszy pan. -A słyszał pan, żeby się ktoś w tym czasie pytał o szynkę? -No, nie. - odpowiada starszy pan. -No to co pan chce, żebym ja niechodliwy towar w sklepie trzymał!

Tak było kiedyś i nie wszyscy potrafią docenić to, że naprawdę wiele zmieniło się na lepsze. Ilość towarów w sklepach wzrosła o tysiące procentów, co zresztą nie było trudne, bo jak jest zero to potem cokolwiek i już sto procent więcej. Starsi pamiętają te czasy, gdy chodzili z portfelami pełnymi pieniędzy, których nie było na co wydać. Dziś jest odwrotnie. W portfelach hulają przeciągi, a za to na wystawach pełno. Lepiej czy gorzej? To już musicie ocenić sami.

Co by nie powiedzieć, to jednak tamte czasy miały swoje dobre strony. Każdy miał pracę i to na etacie. Umowy o dzieło, czy zlecenie były rzadkością, a pensję dostawało się regularnie co miesiąc, jak w zegarku. I nie były to takie małe pieniądze. Dziś kasa jakby mniejsza, a i tak nieraz trzeba czekać aż szef, ludzkie panisko, wreszcie wypłaci. Tak było. A tak jest. Lepiej czy gorzej? To już musicie ocenić sami.

Pracodawcy byli prawie wszyscy państwowi. Powiecie, że to nie ma znaczenia. Otóż ma! Szef i pracownik na jednym jechali wózku, to i szacunek dla pracownika był większy. Jak się komuś nie podobało szedł do innej pracy. Dziś co innego. Jak się nie podoba to do widzenia, bo na twoje miejsce czekają inni. Albo powiedzą, że reorganizacja i po prostu spadaj. Nie jesteś potrzebny. Nikt nawet nie spyta czy potrzebujesz pracy i ile lat ci zostało do emerytury. Lepiej czy gorzej? To już musicie ocenić sami.

Jedne rzeczy z lepszych zmieniły się na gorsze. Inne z gorszych na lepsze. Kiedyś samochód czy pralka automatyczna były wyznacznikiem pozycji społecznej. Dziś to podstawowe wyposażenie łazienki albo niezbędny środek transportu i z rzadka tylko się zdarza, że na nie kogoś nie stać. Telefonów komórkowych, o których wtedy nawet nie słyszeliśmy, mamy teraz więcej niż obywateli w kraju. Autostrad było w zasadzie tyle, co zostało po Niemcach, a jedyną chyba drogę szybkiego ruchu wybudował Gierek, by móc szybciej dojechać do domu. Wspominam też drogi na wsi, wodociągi i maszyny, których wtedy było na lekarstwo. Dziś proces ten nie został jeszcze zakończony, ale przyznacie, że bliżej mu do końca niż wtedy. Lepiej czy gorzej? To już musicie ocenić sami.

Weszliśmy do Unii i prawie po całej Europie możemy jeździć bez paszportu. Dziś to nasz kraj ludzie ze wschodu uważają za Mekkę, która nie tylko da zarobić, ale da też wolność. Wolność, której właściwie nie zauważamy, bo przecież nie widzi się tego, co na co dzień ma się pod nosem. Dziś nie istnieje niebezpieczeństwo, że po wystukaniu numeru telefonicznego usłyszymy słowa: rozmowa kontrolowana. Nie usłyszymy, bo teraz nikt nie uważa, że trzeba nas o tym informować. Wszyscy wszystkich podsłuchują i nie pozostaje nam nic innego, jak po prostu się z tym pogodzić. Lepiej czy gorzej? To już musicie ocenić sami.

Przez lata kryzysu przekonywano nas, że jesteśmy zielona wyspą. Coś jednak w tym cudownym obrazku zgrzyta. Chyba nie jesteśmy do końca pewni jutra. My, zawsze hołdujący sarmackiemu porzekadłu: zastaw się, a postaw się, w tym roku wydamy na święta stosunkowo mało. Jedna z firm doradczych zadała sobie trud i zrobiła ankietę wśród przedstawicieli 17 europejskich krajów. Pytania zadawano we wrześniu tego roku, więc do świąt mogą zajść pewne zmiany. Im przecież do nich bliżej, tym bardziej zmienia się nasze na nie spojrzenie. Przed samą wigilią przestajemy nawet zwracać uwagę na ceny, a bardziej patrzymy na to, co wydaje nam się niezbędne na stole, czy pod choinką. Tak czy siak, wyniki ankiety są nieubłagane. Więcej od nas wydadzą pogrążeni w kryzysie Grecy, Czesi, a nawet chcący do Unii Ukraińcy. Nie wspominając oczywiście o mieszkańcach pozostałych, uwzględnionych w badaniu, trzynastu państw. Lepiej czy gorzej? To już musicie ocenić sami.

Przeciętna polska rodzina wyda na święta tylko 1126 zł. Z tej kwoty około 513 zł przeznaczymy na zakupy spożywcze, a nieco mniej, bo ok. 492 zł - na prezenty. W zeszłorocznej edycji badania deklarowaliśmy, że przeznaczymy na święta ok. 1280 zł, a w rzeczywistości wydaliśmy tylko 1067 zł. Jesteśmy w Europie i jednocześnie nam do niej daleko. W przeliczeniu na euro, polska rodzina wyda 267 euro. Średnia europejska to 450 euro. Duńczycy na organizację świąt i prezenty wydadzą przeciętnie aż 634 euro, Hiszpanie 567 euro, Francuzi 531 euro, Grecy 451 euro, Czesi 430 euro, a Ukraińcy - 374 euro.

Ale pamiętajcie, że nie ma się co przejmować. Wszystko trzeba brać na wesoło. Może my wydamy mniej niż inni, ale za to po świętach mniej wyrzucimy. I tak, już za parę tygodni znowu zaczniemy się zastanawiać nad wyższością Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Jak co roku.

belmondo (ECHO POWIATU)

A A A
19-12-2013
godz.08:01
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 26.09.2021 r. 3346341 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy