Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Czujemy się Europejczykami
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

(...)To był 2006 r. Pracowałem w Warszawie, zresztą żona również, ale interesowaliśmy się konkursami ogłaszanymi przez Komisję Europejską na stanowiska urzędnicze. Ja jako pierwszy wziąłem udział w takim konkursie. To była długa, wieloetapowa procedura, ale pomyślnie przez nią przebrnąłem i w grudniu 2006 r. dostałem pracę w Brukseli (...) 


Z Joanną Gawrylczyk-Malesą i Patrykiem Malesą, małżeństwem z Sochaczewa, które od pięciu lat pracuje w Komisji Europejskiej w Brukseli, rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska

 

Jak często bywacie Państwo w Sochaczewie?

Patryk Malesa: W zasadzie trzy razy w roku. Na święta Bożego Narodzenia, na Wielkanoc i na wakacje.

Joanna Gawrylczyk-Malesa: Mamy dwójkę dzieci, które się urodziły w Brukseli, więc staramy się, żeby miały one kontakt z rodziną.

A jak to się stało, że trafiliście do Brukseli?

PM: To był 2006 r. Pracowałem w Warszawie, zresztą żona również, ale interesowaliśmy się konkursami ogłaszanymi przez Komisję Europejską na stanowiska urzędnicze. Ja jako pierwszy wziąłem udział w takim konkursie. To była długa, wieloetapowa procedura, ale pomyślnie przez nią przebrnąłem i w grudniu 2006 r. dostałem pracę w Brukseli. W międzyczasie Asia również się zakwalifikowała i od 2007 r. już oboje pracujemy w Komisji Europejskiej.

Czy kierunek studiów ma znaczenie w staraniach o taką pracę?

PM: Dobre wykształcenie na pewno też, ale przede wszystkim znajomość języków obcych. Wszystkie etapy konkursu odbywają się w języku obcym. W naszym wypadku na pewno kolosalne znaczenie miało to, że oboje kończyliśmy klasę o profilu językowym w LO im. F. Chopina.

JG-M: To była eksperymentalna klasa tzw. „zerówka”, którą rozpoczynaliśmy będąc jeszcze w ósmej klasie podstawówki. Projekt ten zapoczątkował były dyrektor liceum pan Mirosław Szczepanowski, a naszymi wychowawcami byli pani Justyna Grajek i obecny dyrektor, pan Adam Radożycki.

PM: Pamiętam, że mieliśmy tygodniowo 15 godzin niemieckiego i sześć godzin angielskiego. To były naprawdę solidne podstawy językowe. Wystarczyło kontynuować naukę na studiach, żeby móc swobodnie posługiwać się językiem. W staraniach o konkretne stanowisko atutem było także wykształcenie. Skończyłem kierunek finanse i bankowość w Szkole Głównej Handlowej.

A jak to wyglądało w Pani przypadku?

JG-M: Ja z kolei skończyłam historię sztuki oraz dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Jagiellońskim i też mogłam przystąpić do konkursu. Choć nie ma w zasadzie ograniczeń co do kierunku studiów, pomyślne przejście przez procedurę konkursową nie jest łatwe, biorąc pod uwagę, że każdorazowo startuje w nim ok. 50 tys. osób z całej Unii.

A ile jest miejsc do obsadzenia?

JG-M: 50 – 60 w jednym konkursie. Na dodatek miejsce na liście nie gwarantuje pracy, a jest jedynie przepustką do ubiegania się o stanowisko. To długa droga.

PM:  Ale nie wolno się tym zrażać. Gorąco zachęcamy młodych ludzi z Sochaczewa, aby próbowali swoich sił.  Wszystkie informacje na temat konkursów można znaleźć na stronie www.epso.eu.

Czy kiedy stawaliście do konkursów, zdawaliście sobie sprawę, że zmieni to zupełnie wasze życie?

PM: Nie. Tego nie wiedzieliśmy. Byliśmy przyzwyczajeni do wyjazdów, zagranicznych stypendiów, ale one zawsze się kiedyś kończyły i wracaliśmy do domu. Teraz nasz dom jest w Brukseli.

Jakie stanowiska zajmujecie w Komisji Europejskiej?

PM: Ja jestem kierownikiem zespołu zajmującego się zarządzaniem budżetowym i księgowością w Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Społecznej.

Fundusz społeczny Unii Europejskiej jest dobrze znany sochaczewskim instytucjom. Często z niego korzystamy jako mieszkańcy. Jest to chyba jeden z największych funduszy strukturalnych.

PM: Większy jest Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego, dający pieniądze na drogi, mosty i ogólnie infrastrukturę. Ale rzeczywiście dyrekcja, w której pracuję może się pochwalić trzecim co do wielkości budżetem. Jest to około 11 miliardów euro rocznie.

 Czy to znaczy, że Sochaczew może coś u Pana załatwić?

PM: Tego typu decyzje są podejmowane na poziomie krajowym, w Warszawie. Zresztą jako urzędnik europejski nie mogę się kierować sympatiami lokalnymi. Mam wręcz obowiązek zapewnienia równego traktowania wszystkich państw członkowskich, choć ogromną radość sprawia mi duża ilość wniosków płynących z naszego kraju.

Pełen tekst rozmowy w najnowszej "Ziemi".

A A A
26-04-2013
godz.12:09
 


nadchodzące wydarzenia

piątek, 24.09.2021 r. 3345546 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy