Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Niezwykła artystka wystąpi na gali Sochaczewianin Roku 2012
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Redakcja „Ziemi Sochaczewskiej” podczas gali „Sochaczewianina Roku” będzie miała przyjemność gościć wyjątkową wokalistkę, absolwentkę sochaczewskiej szkoły muzycznej, Aldonę Tomaszewską. Już dziś zapraszamy na czwartkową uroczystość.

Z zawodu prawnik, z zamiłowania wokalistka wciąż poszukująca swojej muzycznej tożsamości. Podczas jednego z koncertów uwiodła publiczność własną interpretacją piosenek Ewy Demarczyk i Czesława Niemena. Aldonę Tomaszewską, mimo że nie mieszka obecnie w Sochaczewie, z naszym miastem łączą silne związki.

Kiedy pytam, jak zaczęła się jej przygoda z muzyką, nie potrafi wskazać konkretnego momentu. Twierdzi, że śpiewa od zawsze, od kołyski.

- Pochodzę z bardzo muzykalnej rodziny. Mój dziadek grał na skrzypcach, drugi dziadek i tata na akordeonie, moja siostra Magdalena tańczyła w zespole Mazowsze,  zdawała też na wokalistykę. Do tej pory, przy różnych okazjach urządzamy sobie rodzinne muzykowanie. Wtedy moja mama wspiera nas wokalnie – mówi Aldona Tomaszewska. – Pamiętam czasy, kiedy jako dziewczynka wracałam ze szkoły, to cała wieś wiedziała, że idę do domu. Całą drogę od autobusu wyśpiewywałam. Aż w końcu mama powiedziała, że chyba trzeba mnie zapisać do szkoły muzycznej.

Nie wiadomo, czy rzeczywiście tak by się stało, gdyby nie pewne zrządzenie losu. W jednym z rodzinnych spotkań uczestniczył znany muzyk, szef sochaczewskiego Big-bandu Bernard Pacholski. Kilkuletnia Aldona wykorzystała tę okazję, prosząc, aby zechciał jej posłuchać. Przesłuchanie chyba wypadło nieźle, bo jeszcze w tym samym roku, po egzaminie wstępnym, 10-letnia Aldona została uczennicą szkoły muzycznej w Sochaczewie.

- To był najwyższy czas, bo i tak nauczyciele dopytywali, dlaczego zgłosiłam się tak późno. W szkole muzycznej spotkała mnie jednak niespodzianka. Jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie, że jak tam pójdę, to nie będę robić nic innego, tylko śpiewać. Okazało się, że w szkole nie ma klasy wokalnej, że muszę wybrać instrument. Zdecydowałam się na skrzypce, a później doszła jeszcze altówka – wspomina Aldona Tomaszewska i przyznaje, że do instrumentów nie przykładała się tak jak powinna. Cały czas chodziło jej po głowie śpiewanie. Mimo to skończyła podstawową i średnią szkołę muzyczną.

Nie było łatwo. Zwłaszcza kiedy rozpoczęła naukę w liceum ekonomicznym, do domu w Wężykach wracała wieczorem. Najpierw były zajęcia w liceum, potem w szkole muzycznej. Wieczorem powrót autobusem do domu, odrabianie lekcji, gra na instrumencie i następnego dnia ten sam scenariusz. Ale poradziła sobie. Do dziś zastanawia się jednak, czy dokonała właściwego wyboru idąc na studia prawnicze.

- W środowisku, w którym dorastałam, panowało przekonanie, że z muzyki się nie da żyć, że trzeba mieć w ręku jakiś zawód, a śpiewać można dla przyjemności. Ale im jestem starsza, tym bardziej tęsknię za profesjonalnym śpiewaniem. I wiem jedno, że mojej córce nie będę doradzać wyboru z rozsądku – zapewnia nasza rozmówczyni.

Antidotum na tę muzyczną tęsknotę najpierw było 11-letnie śpiewanie z sochaczewskim zespołem, a teraz udział w konkursach i przeglądach piosenkarskich. Pani Aldona ma nawet za sobą dwukrotny udział w „Szansie na sukces”. Za pierwszym razem występowała w półfinale programu. Po jakimś czasie  zgłosiła się z piosenkami Ewy Demarczyk. Mimo że zakwalifikowano ją do udziału w półfinale, w telewizji jej nie zobaczymy. Najpierw dlatego, że Ewa Demarczyk odmówiła udziału w programie, teraz, bo audycję zdjęto z anteny.

Pani Aldona nie poddaje się tak łatwo. Cały czas pracuje nad głosem, skończyła nawet studia podyplomowe z historii muzyki, aby nie tracić z nią kontaktu. Jakiś czas temu nawiązała współpracę z Katarzyną Orlińską, znaną w sochaczewskim środowisku muzycznym pianistką, która akompaniuje jej podczas występów.

- Doceniam wszelkie  uwagi muzyków, m.in. Jolanty Kawczyńskiej oraz aktorki płockiego teatru Magdaleny Tomaszewskiej, bo wciąż chciałabym się doskonalić. Wysoko cenię sobie  również  wsparcie mojego męża Grzegorza, który doskonale rozumie, jak ważna jest dla mnie muzyka.

Przy całej swojej skromności, jest silną osobowością. Widać to zresztą, kiedy wychodzi na scenę. A jak zaczyna śpiewać, dreszcze chodzą po plecach.

Jolanta Kawczyńska – muzyk i kierownik domu kultury w Boryszewie, mówi, że to bardzo zdolna osoba, która ciągle poszukuje swojej muzycznej drogi. Fakt, że lubi śpiewać i próbuje różnych form, otwiera przed nią nieznane jeszcze horyzonty. Na razie poznaliśmy ją w piosence poetyckiej, ale nie wiadomo, czy jest to jej ostatnie słowo. 

Jolanta Sosnowska

A A A
09-04-2013
godz.08:16
 


nadchodzące wydarzenia

wtorek, 21.09.2021 r. 3341289 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy