Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Bo Sochaczew jest piękny
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Już blisko dwa tysiące osób śledzi na Facebooku profil „Sochaczew – miasto w fotografii”, który stał się swoistą kroniką wydarzeń w naszym mieście. Z jego twórcą, Robertem Sobierajem, rozmawia Sebastian Stępień.

Na założonym przez siebie profilu regularnie publikujesz wyjątkowo ciekawe kadry.
To kwestia wprawy. Zajmuję się fotografią od bardzo dawna. Uczyłem się robić zdjęcia jeszcze na ORWO-wskich slajdach. Każde zdjęcie trzeba było przemyśleć, bo ta technologia nie należała do tanich, a w młodości nie ma się pieniążków pod dostatkiem (śmiech). Poza tym trudno było te slajdy zdobyć, w ten sposób uczyłem się szacunku do materiału i staranności przy fotografowaniu. Teraz, kiedy aparaty cyfrowe stały się powszechne, można sobie pozwolić na dowolną liczbę ujęć w poszukiwaniu pożądanego kadru. Tymczasem ja, z przyzwyczajenia, staram się załatwić sprawę jednym zdjęciem.

Mimo powszechności aparatów fotograficznych, nie każdemu udaje się zrobić dobre zdjęcia.
Poza fotografowaniem jeszcze maluję. Co jakiś czas staram się na plenerach podpatrywać, jak pracują uzdolnieni malarze. Dzięki temu udało mi się przyswoić zagadnienia kompozycji, rozplanowania kadru. Zdjęcie to też forma obrazu, tylko dla mniej zdolnych (śmiech). Dzięki dbałości o kompozycję możemy stworzyć fotkę przyjemną w odbiorze. Szczególnie przy fotografowaniu ludzi trzeba myśleć o tym, co jest z tyłu. Inaczej komuś może wyrastać paprotka z ucha (śmiech). 

Jeśli chodzi o sochaczewskie środowisko artystyczne, jesteś trochę z boku. Nie zabiegasz o organizowanie wystaw, nie udzielasz się podczas imprez. 
Nie szukam poklasku. Robię zdjęcia najczęściej sam dla siebie.

A jednak publikujesz je na profilu „Sochaczew – miasto w fotografii”.
Nie założyłem tego profilu, żeby się popisywać, ale po to, by zatrzymać czas. Mniej więcej dwanaście lat temu zauważyłem, że Sochaczew zaczął się zmieniać. Mieszkam tu całe życie i pamiętam, jak nasze miasto po wejściu w skład województwa skierniewickiego zaczęło przygasać. Z czasem, nie oszukujmy się, zmieniło się w zapuszczoną dziurę. Pod koniec pierwszej dekady nowego tysiąclecia rozpoczął się długi proces. Wyremontowano główne ulice, potem odnowiono kramnice, zabezpieczono wzgórze zamkowe. Otoczenie placu Kościuszki zyskało na estetyce. Postanowiłem to uwiecznić.

To pewnie masz już spore archiwum zdjęć Sochaczewa?
Wszystko jest na wspomnianym profilu. Jeśli ktoś ma czas, zachęcam, aby przewinął do najstarszych fotek. 

Wydaje mi się, że pokazujesz głównie uroki miasta.
Bo Sochaczew jest piękny. Ciężko mi zrozumieć tych, którzy skupiają się na narzekaniu, że nie ma co robić, zamiast zauważyć, jak wiele mają teraz możliwości. Jeśli chcemy się bawić, no to trzeba się zebrać, zorganizować coś i się bawić. Ja wiem, że wygodnie jest narzekać, siedzieć i czekać, aż ktoś zrobi coś za ciebie. Mamy pięknie odnowione parki, tereny rekreacyjne nad Bzurą. Wystarczy się zorganizować. 

Skąd taka potrzeba, by tworzyć kronikę zmian?
Fascynuje mnie możliwość zatrzymania czasu. Każde zdjęcie, już w sekundę po jego zrobieniu, staje się historyczne. Przy tym w Sochaczewie w ostatnich latach nie brakuje okazji do utrwalenia historii. Kiedy odnawiana była ul. Staszica, odsłaniano kolejne warstwy jej dawnego wyglądu. Po zerwaniu starego asfaltu pojawiły się kocie łby. Pamiętam, że bardzo czekałem na moment, żeby zrobić im zdjęcie. Podobno tą brukowaną drogą szły kiedyś wojska na Grunwald, dlatego było to dla mnie tak ważne, aby ją uwiecznić. Często publikujesz też zdjęcia efektu finalnego prac na podzamczu, zdjęcia amfiteatru.
Nasz amfiteatr ma coś w sobie. Projekt jest nowoczesny, spójny, ładnie komponuje się z otoczeniem. Nie zgadzam się z opiniami, że to betonoza, która szpeci. Trochę niepokoi mnie dobór nowych drzew, które pojawiają się wokół. Z wykształcenia jestem biologiem i widzę, że nasadzenia prowadzone są z użyciem gatunków, które ładnie wyglądają i pewnie gdzieś się sprawdziły, ale niekoniecznie przyjmą się u nas. Na przykład na bulwarach zostały posadzone brzozy i buki. Teoretycznie te drzewa rosną w podmokłych, zalewowych miejscach, ale tuż obok mamy rzekę, a w przyrodzie nad rzeką nie spotkamy ani brzóz, ani buków, dlatego jestem bardzo ciekawy, czy te drzewa się przyjmą. 

A co byś zaproponował w ich miejsce?
Przede wszystkim chciałbym, aby w okolicy amfiteatru posadzono więcej drzew. Można wybrać gatunki, które nie będą zagrożeniem nawet przy największych wichurach - klony jawory. U podnóża zamku same wysiewają się topole białe. Piękne drzewa o jasnej, lekko niebieskawej korze. Ich liście są z jednej strony prawie białe. Wystarczyłoby takiej topoli nie przeszkadzać, bo ona lubi podmokłe tereny z dobrze natlenioną wodą.

Wracając do fotografii, czy chodzi tylko o zatrzymywanie czasu?
I jeszcze o uświadamianie ludziom zachodzących zmian. Czasem wydaje nam się, że jakiś obiekt był gdzieś od zawsze, podczas gdy powstał ledwie 10, 15 lat temu. Jeśli mamy zdjęcie z tamtego okresu, możemy łatwo pokazać, jak wiele się zmieniło i to całkiem niedawno. Cztery lata temu przy Lidlu stał budynek, który się zapadł. Mam wrażenie, że niewiele osób pamięta dzisiaj o jego istnieniu.

Bardziej lubisz uwieczniać architekturę, czy pejzaże?
Najbardziej lubię robić zdjęcia tak, by architekturę uchwycić jako element krajobrazu. Często fotografuję rano, kiedy nikt mi nie przeszkadza, a światło jest bardzo malownicze. Lubię też portrety, ale z wiadomych względów staram się nie publikować wizerunków ludzi. 

Przygotowujesz się jakoś szczególnie przed wyjściem w miasto? Planujesz trasę?
Najczęściej robię zdjęcia spontanicznie. Nie zdarzyło mi się na przykład nasadzać na jakiś konkretny gatunek owada, czy ptaka. Przydaje się tu moja wiedza biologa, wiem, jak do danego gatunku podejść, by go sfotografować. Na przykład owadom najlepiej robi się zdjęcia w pochmurne, chłodniejsze dni. W takich warunkach są po prostu wolniejsze i częściej zdarza im się gdzieś usiąść. Jeśli chcę fotografować owady, wybieram się na bulwary albo za osiedle Viktoria. Rozciąga się tam hektar dzikiej łąki, na którym bytują przeróżne gatunki. Można tam spotkać modliszki, albo bardzo rzadkiego pająka, do niedawna pod ścisłą ochroną, tygrzyka paskowanego. 

A skąd pasja do ich fotografowania? Dałeś się ponieść obecnej modzie?
Zdjęcia owadom robiłem już czterdzieści lat temu, więc to chyba nie jest podążanie za trendem (śmiech). Ostatnio zainwestowałem w sprzęt do zdygitalizowania moich starych fotografii. Planuję je opublikować. Czekam tylko na odpowiedni moment, żeby do tego przysiąść i zamienić te fotografie na format cyfrowy. Pewnie okazja nadarzy się w długie zimowe wieczory.

Co zobaczymy na tych archiwalnych fotkach?
Na pewno pojawi się seria zdjęć z Sochaczewa lat 80. Mam też na czarno-białych kliszach fotografie  ze stanu wojennego. Ale z tamtego okresu pochodzą głównie zdjęcia zwierząt i owadów. Wynika to z mojej fascynacji postacią Włodzimierza Puchalskiego, autora określenia „bezkrwawe łowy” odnoszącego się do fotografowania przyrody. 

A A A
21-09-2022
godz.08:08
 


nadchodzące wydarzenia

wtorek, 27.09.2022 r. 3823265 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy