Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Napisaliśmy dyktando
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

 

 

Drużyna policjantów została Mistrzem  Ortografii w kategorii grupowej. Indywidualnie najlepszy był nauczyciel historii z LO im. F. Chopina – Kazimierz Jacek Górnicki. Takie są wyniki II Sochaczewskiego Dyktanda Miejskiego, które odbyło się we wtorek.

 

Drugie miejsce drużynowo zajęła ekipa służby zdrowia z sochaczewskiego szpitala. Tuż za nią znaleźli się nauczyciele. Różnica punktów między zwycięzcami była tak niewielka, że decydowały przecinki i błędy niższej rangi. A było się nad czym zastanawiać. Dyktanda były naszpikowane chabrami i hiacyntami, pół-Francuzami i półsierotami, kożuszkami i narzutkami. Kwestie sporne rozstrzygał prof. Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Radosław Pawelec.

W kategorii indywidualnej zaraz za Kazimierzem Górnickim uplasował się szef prewencji Komendy Powiatowej Policji Grzegorz Radzikowski, a na trzecim miejscu Izabela Goryniak – reprezentantka szpitala powiatowego.

 

Więcej o przebiegu dyktanda znajdą czytelnicy w najbliższej „Ziemi Sochaczewskiej”. Dzisiaj prezentujemy treść obu dyktand: w kategorii drużynowej i indywidualnej.

 

Rozważania panny Honoraty

Honoratka ciężko westchnęła. Samochód zjeżdżał po mocno najeżonych kocich łbach, którymi wyłożono teraz tę małą spadzistą uliczkę. Nowo kupiony półdarmo stary samochodzik, mały fiacik, chwiał się ruchem wahadłowym wte i wewte i przeraźliwie charczał i rzęził.

Uliczkę otaczały brudnozielone chwasty, które należałoby stąd usunąć. Wstawał bladoszary świt; w sam raz była to pora, kiedy tylko gdzieniegdzie przemykały jakieś ranne ptaszki.

Dziewczyna wiedziała, że dzisiaj zmierzy się z nie byle jakim zadaniem: musi wypromować swoją, niedużą zresztą, firmę. Chociaż od wielu tygodni przygotowywała się do tego przedsięwzięcia, ciarki chodziły jej po skórze i myślała nieprzerwanie o swoich kożuszkach, narzutkach i innych fatałaszkach, które urzekły ją swym pięknem. Ale czy zrobią one wrażenie na tych dopiero co wzbogaconych, często zhardziałych klientkach? Znużona, zwolniła po przejechaniu uciążliwego fragmentu tej wyboistej dróżki, zahamowała i sięgnęła po termos z herbatą.

W okamgnieniu poprawił jej się dotąd kiepski humor: uśmiechnęła się i postanowiła, że żadne klientki czy petentki nie zburzą go. Wiedziała, że należałoby zwrócić uwagę na potencjalne korzyści i dążyć do ich uzyskania. Honoratki jednak na pewno nie pociągała żądzą  zysku, wszystkie pieniądze na ogół wydawała na bieżąco, często na rzeczy błahe. Nie hodowała w sobie skąpigrosza ani żadnego przeżuwacza zdobytego majątku, nie chciała być Molierowskim Harpagonem. Przede wszystkim chciała żyć.  Nie mało, ale sporo trudu kosztowało ją wykształcenie w sobie tej rzadkiej w dzisiejszym zmaterializowany, zeświecczonym świecie postawy.

Autor: Barbara Sobkowicz

 

 

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa

Najbardziej znaną dziewiętnastowieczną pisarką związaną z Sochaczewem jest Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, która wychowała się w Wyczółkach, gdzie jej rodzice dzierżawili majątek. Na pewno nie wszyscy sochaczewianie, a także Mazowszanie wiedzą, że Klementyna urodziła się 23 listopada 1798 r. w rodzinie Ignacego Tańskiego: wolnomularza, a przy tym pół prozaika, a pół poety, urzędnika Rady Nieustającej, mającej charakter niby-rządu. Od ojca przejęła ideały patriotyczno-obywatelskie, wiele życiowych pasji i zdolność empatii. Po jego śmierci w 1805 r. jako półsierota przeżyła naprawdę arcytrudny okres, na co dzień wypełniony nie tyle kontaktami z chabrami i hiacyntami oraz romansami pisanymi przez pół-Francuzów, co niełatwym samokształceniem i nie łatwiejszymi pierwszymi próbami artystycznymi.

Klementyna była pierwszą polską pisarką utrzymującą się z pracy twórczej i pedagogicznej. Jako osoba dwudziestodziewięcioletnia została wizytatorką żeńskich szkół w Warszawie, jako zaś trzydziestodwuletnia – współtwórczynią Związku Dobroczynności Patriotycznej. Miał on za cel zachęcanie kobiet do działalności charytatywnej, organizowanie zbiórek na wyposażenie ochotników powstańczych, opiekę nad żołnierzami i ich rodzinami.

Początkowo mieszkała w oficynie pałacu Błękitnego, dość daleko od Pałacu Staszica i Pałacu Namiestnikowskiego, pod koniec lat 20. XIX wieku wyszła za mąż za Karola Boromeusza Hoffmana, radcę, a następnie jednego z dyrektorów Banku Polskiego. Po upadku powstania listopadowego żyła na emigracji, w Dreźnie i Paryżu. Lecz nawet wtedy, gdy tuż-tuż miała sczerniałe i poszarzałe wzgórza Masywu Centralnego, nie przemierzała ich wszerz i wzdłuż, oddając się quasi-turystyce, lecz prowadziła działalność społeczną wśród polskiego wychodźstwa.

Autor: dr hab. Radosław Pawelec

A A A
06-11-2012
godz.12:49
 


nadchodzące wydarzenia

środa, 22.09.2021 r. 3343110 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy