Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Trafić do serca odbiorców
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

W piątek 10 czerwca na scenie sochaczewskiego amfiteatru wystąpił jeden z najwybitniejszych zespołów folklorystycznych na świecie - Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” im. Tadeusza Sygietyńskiego. Z Jackiem Bonieckim, dyrygentem i wieloletnim dyrektorem „Mazowsza” rozmawia Sebastian Stępień.

Bez dwóch zdań porwaliście sochaczewską publiczność.
To było bardzo miłe spotkanie, tym bardziej, że nie pamiętam, a jestem w „Mazowszu” dziesięć lat, żeby przez ten czas zespół dał koncert w Sochaczewie. Sam przez Sochaczew mnóstwo razy przejeżdżałem jako młody chłopak, kiedy zaraz po studiach dyrygowałem w Teatrze Wielkim w Łodzi. Jednocześnie nigdy nie miałem okazji tak po prostu być w waszym mieście. I dziś widzę, że sporo straciłem. Zresztą kilka osób z Sochaczewa pracuje w „Mazowszu” i mówili, że to bardzo ładne miejsce. 

Z kolei publiczność na pewno żałowała, że zespół nie pokazał dziś sekcji baletowej.
Nie mogliśmy, ponieważ balet potrzebuje bardzo dużo miejsca. Musielibyśmy zbudować scenę i odpowiednie zaplecze. Myślę jednak, że i tak, mimo że mogliśmy zaprezentować jedynie chór i orkiestrę, dzisiejsze spotkanie było bardzo udane. Na pewno muszę pochwalić dobrą akustykę sochaczewskiego amfiteatru. Wydaje się, że muzyka niosła się, jeśli nie na całe, to na pewno na znaczną część miasta. 

Publiczność najpewniej wybaczyła brak sekcji baletowej. Każdy zagrany dziś przez Mazowsze utworów spotykał się z gradem oklasków.
Aplauz był niesamowity. Publiczność w ogóle była wspaniała. Znam trochę działania, które są w Sochaczewie prowadzone przez centrum kultury i wydaje mi się, że ta publiczność jest wyedukowana, a co za tym idzie - wymagająca (śmiech). Cieszymy się, że w odbiorcach jest ta wrażliwość. Że po siedemdziesięciu kilku latach istnienia zespołu, jego muzyka dalej jest odbierana entuzjastycznie. Dzięki temu czujemy, że jesteśmy w kraju o barwnej tradycji. O tej pozytywnej tradycji. Że nie mówimy tylko o przykrych i trudnych dziejach naszej historii, ale pamiętamy też zwyczaje naszych pradziadów i jest gdzieś w nas ta dusza słowiańska, dusza polska, która mówi tym językiem, który przekazywał później w swych utworach Tadeusz Sygietyński. Tym bardziej cieszę się, że zaprezentowane przez nas stylizowane pieśni ludowe, napisane przez tego wspaniałego kompozytora, spotkały się dziś z tak wspaniałym odbiorem. 

Właśnie, skąd dobór repertuaru na dzisiejszy koncert?
W ciągu życia Tadeusz Sygietyński pozostawił nam kilkadziesiąt pięknych perełek, które na kanwie muzyki ludowej, tej rytmiczności, pewnej melodyki, wypowiadają piękne teksty. O życiu, o miłości. Są one przy tym niezwykle mądre i rzeczywiście bardzo różnorodne. Ta muzyka jest w różnych rytmach, różnym tempie. Mówi i językiem liryczny, ale i tym zadzierzystym. To wszystko jest niezwykle barwne, dynamiczne, o pięknej melodyce. Zresztą Sygietyński był najpierw wspaniałym   kompozytorem muzyki symfonicznej. Założył w 1925 roku orkiestrę symfoniczną w Dubrowniku. Komponował dla kabaretu Qui Pro Quo, gdzie poznali się z Mirą Zimińską, później Sygietyńską. W trudnych czasach wojny, po powstaniu warszawskim, w obozie przejściowym w Pruszkowie postanowili, że jeśli przeżyją, to stworzą zespół opiewający piękno polskości. Sygietyński potem zakochał się w muzyce ludowej. W muzyce wsi mazowieckich i z tego wyrosło „Mazowsze”. Dopiero później swoim programem objęło regiony z całej Polski, od Kaszub po Podhale. W każdym razie tu w Sochaczewie, na centralnym Mazowszu, taki repertuar wydawał się idealny i chyba trafiony, bo publiczność znakomicie reagowała.

Opowiada pan o muzyce Sygietyńskiego z niezwykłą pasją.
Bo to wybitne kompozycje. Tak jak Fryderyk Chopin pisał swoje miniatury, w których słychać ludowe Mazowsze, tak samo wykorzystywał to Sygietyński. Tak powstały piękne utwory, które mieliśmy okazję dzisiaj zaprezentować. Takie perełki jak „Kukułeczka” słychać czasami gdzieś w Chinach i w Japonii. Cała Polska zachwyciła się „Furmanem”. Na pewno nie bez związku ze Stanisławem Jopkiem, który stał się w zasadzie ikoną „Mazowsza”. Był to niesamowity śpiewak o pięknej barwie głosu i, przede wszystkim, kochający scenę, a scena kochała jego. Takich współpracowników potrafiła wynaleźć Mira Zimińska. Kobieta, która z salonów warszawskich, w imię miłości do Tadeusza, przeniosła się w świat muzyki ludowej. Sygietyńscy wynieśli „Mazowsze” na estrady świata. 

Można powiedzieć, że dzisiejszym koncertem potwierdziliście światową klasę "Mazowsza".
Jak już mówiłem, ten koncert był bardzo udany również dzięki znakomitej publiczności. Mam nadzieję, że teraz zagęścimy te nasze spotkania (śmiech). Skoro w przeciągu 10 lat, dyrygując w „Mazowszu”, nie miałem przyjemności być tutaj u państwa, to chyba czas nadrobić ten okres i nareszcie bywać tu częściej. A mamy co pokazać. „Mazowsze” dzisiaj ma wiele programów artystycznych. Nie tylko ten zaprezentowany podczas koncertu. W „Kalejdoskopie barw Polski” opowiadamy muzyką i układami choreograficznymi o różnych regionach naszego kraju. Mamy w opracowaniu ponad czterdzieści regionów Polski, muzykę oratoryjną, program stworzony w 2018 roku w stulecie odzyskania niepodległości, oparty na pieśniach patriotycznych. Mazowsze rozwija się w różnych kierunkach i warto to pokazywać. Dlatego sądzę, że dziś to było dopiero pierwsze ze spotkań, które możemy zaproponować tej wspaniałej sochaczewskiej publiczności.

Porwaliście dziś całe pokolenia. Przed sceną tańczyły kilku- i kilkunastoletnie dzieci. Na widowni widać było osoby z każdej grupy wiekowej. 
Kiedy   przyszedłem   do „Mazowsza”, zastanawiałem się, czy sztuka prezentowana przez zespół może być odbierana przez kolejne pokolenia. I z czasem uznałem, że najwyraźniej tak. Odbiorca ma dziś, co prawda, nieporównywalnie większą możliwość konfrontacji z całym dorobkiem muzycznym świata, niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Jeśli jednak trafi na muzykę w dobrym wykonaniu, to zaczyna kochać ten rodzaj muzyki. Dlatego każdy utwór należy wykonywać z całą pieczołowitością, bo wtedy ma szansę trafić do serca odbiorców. Dla każdego wykonawcy jest miejsce, byle charakteryzował się profesjonalizmem. I to „Mazowsze” chce robić. Myślę, że stąd ta siła naszego zespołu i widzę, że publiczność to docenia. Mamy na to przykład w trzeciej już ogólnopolskiej edycji konkursu im. Stanisława Jopka. W tym roku na jesieni rozpoczniemy eliminacje w różnych miastach. Formuła konkursu zakłada podział na cztery kategorie, w których śpiewane są pieśni mazowszańskie. Już w pierwszej edycji wzięło udział prawie 600 osób z całej Polski. Okazało się przy tym, że dużą popularnością cieszy się właśnie najmłodsza kategoria, w której śpiewały nawet kilkuletnie dzieci. 

Jakie wspomnienia wywozicie z Sochaczewa?
Nie zapomnę, jak dziś wyglądał chór. Tych uśmiechniętych, rozradowanych twarzy. Tak dzieje się w sztuce, kiedy nawiąże się więź między wykonawcami a publicznością. Nie zapomnę orkiestry, która z radością wykonywała swoje partie, bo czuła wspaniały kontakt z odbiorcami. Naprawdę pogratulować Sochaczewowi takiej wrażliwości i takiej publiczności. Kiedy tylko nadarzą się okazje, będziemy na pewno z radością do was przyjeżdżali. 

A A A
01-07-2022
godz.22:45
 


nadchodzące wydarzenia

wtorek, 16.08.2022 r. 3752370 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy