Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Ponad 70 lat na brytyjskiej ziemi
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

25 lat temu dwa odległe miasta - Sochaczew i Melton Mowbray - zawarły umowę o partnerstwie. Ówczesne władze Sochaczewa postawiły na brytyjską miejscowość, bo i tam, i u nas działają fabryki koncernu spożywczego Mars, a dodatkowo w Melton żyje duża grupa Polaków. Nasi rodacy są częścią tej społeczności od ponad 70 lat, trafili do Melton tuż po II wojnie, bo na polskiej ziemi nie było już dla nich miejsca.

Po przegranej kampanii wrześniowej część polskiego wojska podjęła walkę na innych europejskich frontach, m.in. we Francji, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Gdy Hitler napadł na Rosję, Polskie Siły Zbrojne powstały także w ZSRR. Armia Andersa dołączyła do Brytyjczyków i była znana jako 2 Korpus Polski. W 1945 roku stało się jasne, że nowy podział Europy, oddanie Polski w strefę wpływów ZSRR oznacza, iż tysiące żołnierzy nie wrócą do rodzinnych domów, brytyjski rząd opracował plan tymczasowego rozlokowania przybyszów i w wielu przypadkach postawił na bazy wojskowe. W 1946 lotnisko w Melton opuściły Kanadyjskie Siły Powietrzne, a hangary przeznaczono na obóz tymczasowy dla polskich wojskowych.

Z dalekiej Rosji do gorącej Afryki
Wojenne losy Polaków jak w soczewce pokazuje film nagrany około sześciu lat temu. Jego bohaterami są Szczepan i Helena Wojtak, a historię swojego życia streścili w sześciominutowym materiale nagranym w ramach kampanii reklamowej jednej z firm ubezpieczeniowych, która chciała serią filmików pokazać, jak piękne jest życie, choć droga do szczęścia niekiedy trudna i wyboista. Na kopię filmu o Wojtakach naprowadza nas Sylwia Karolina Orzech prowadząca w Melton polską szkołę. Poznała to niezwykle ciepłe i kochające się małżeństwo, ale ze smutkiem informuje, że Szczepan odszedł jakieś cztery lata temu, a Helenka podupadła na zdrowiu, mieszka teraz w domu opieki stworzonym dla Polaków, znajdującym się pół godziny jazdy samochodem od Melton.

Pan Szczepan urodził się w 1929 roku we wsi Sewelicze, a jego przyszła żona 35 km dalej, w Szczurzynie. Gdy wybuchła wojna, Szczepan miał 10 lat. Pewnego dnia do domu przyszli Rosjanie i kazali się pakować. Podobnie ośmioletniej Helence kazano zabrać ze sobą ciepłą odzież, bo tam gdzie jedzie jest bardzo zimno. Wsadzili ludzi do bydlęcych wagonów i wysłali na wschód. Po dotarciu na miejsce rodziny zapakowano do baraków i następnego dnia zapędzono do pracy. Szczepan odcinał gałęzie od zwalonych drzew. Pracował tak ponad dwa lata, a wraz z nim pozostali członkowie rodziny - ojciec Józef (zmarł w obozie), matka Maria oraz rodzeństwo Stanisław, Antoni, Franciszka, Karol i Wacław. Gdy powstała polska armia w Rosji, rodziny, które miały w niej kogoś bliskiego (zaciągnęli się dwaj najstarsi bracia Szczepana) mogły opuścić obóz. Ruszyli w 1942 r. Podobnie pani Helena wspomina, że wraz z rodziną podróżowała pociągami i statkami. Ostatecznie trafiła do Rodezji, a Szczepan do Ugandy.


Poduszka progiem nieba
Do Wielkiej Brytanii dotarli w 1948 roku. Po latach syberyjskiego piekła, tułaczce przez pół świata, dach nad głową i poduszka na łóżku wydawała się progiem nieba. Trafili do obozu przesiedleńczego w Melton. Przyszłe małżeństwo poznało się podczas potańcówki, w czasie której Szczepan grał na trąbce. Jeden taniec wystarczył, by miłość rozkwitła. Młodzi pobrali się w 1954 roku, nadal mieszkali w barakach w Melton, tam też na świat przyszło ich pierwsze dziecko. Pracowali w pobliskiej fabryce karmy dla zwierząt. Gdy na świat przyszło drugie dziecko, wydali wszystkie oszczędności na kawałek ziemi, na którym zbudowali własny dom. Gdy się wprowadzali, mieli tylko łóżko i stół, na wakacje nie wyjechali przez 15 lat. - Mieliśmy ciężkie życie, ale nasze wspólne życie było absolutnie cudowne - podsumowuje na koniec pan Szczepan.

W bazie do dyspozycji nowych lokatorów oddano blaszane baraki, w których lokowano po dwie rodziny. Każda otrzymywała łóżko z materacem, komodę, składane krzesła, stół, sztućce i pościel. Sypialnię i pokój od sąsiadów oddzielała jedynie zasłona, zatem trudno było mówić o intymności, a mimo to w raportach o obozowym życiu nie znajdziemy informacji, by rezydenci skarżyli się na warunki (po kilku miesiącach koce zastąpiły ściany). Na początku limitowano oświetlenie, baraki ogrzewały prymitywne piecyki, na ciepłą wodę można było liczyć raz lub dwa razy w tygodniu. Czas wolny wypełniało kino i tańce, dziewczęta zajmowały się szyciem i haftowaniem a chłopcy zaprzyjaźnili się z miejscowymi skautami.

W raportach pisano, że młodzież ma poczucie bezcelowości i apatii, wyposażenie punktu medycznego jest niewystarczające, występują braki w lekach, a posiłki są małokaloryczne, nieurozmaicone i często zimne (duża odległość do baraku kuchennego). Wysoko oceniano polską młodzież, która miała nieodpartą chęć do nauki, była zdyscyplinowana i czuła respekt wobec nauczycieli. Zaznaczano, że Polacy okazują wyraźną niechęć do posyłania dzieci do niekatolickich szkół angielskich. W obozie kwitło sportowe życie, działał klub „Cracovia”, który co tydzień grał mecze piłki nożnej i tenisa stołowego z okolicznymi drużynami. Lokalna społeczność postrzegała Polaków jako ciężko pracujących, honorowych, posiadających naturalną tendencję do zabawy i korzystania z przyjemności życia. Znaczące wydarzenie miało miejsce w lutym 1951 r. Do obozu przyjechał generał Anders, który spotkał się z mieszkańcami i wziął udział w mszy świętej odprawionej w obozowej kaplicy.

Z obozu „na swoje”
Pierwszy żłobek i szkołę podstawową uruchomiono w obozie już w 1947 roku. Jeden nauczyciel miał wówczas pod opieką 18 dzieci, ale liczba jego podopiecznych rosła z każdym dniem. W połowie 1948 roku było już 48 uczniów, a spodziewano się nowych transportów z Afryki, więc pilnie zaczęto szukać większego pomieszczenia dla szkoły. Placówka otrzymała oddzielny barak, a w rok szkolny 1948/9 weszła z obsadą trzech nauczycieli. Lokalne władze były świadome, że angielskiego należy uczyć nie tylko dzieci, ale też rodziców, dlatego wprowadzono wieczorne zajęcia edukacyjne dla dorosłych.

W szczytowych momentach na terenie dawnej bazy przebywało do 1000 ludzi. Jedni przyjeżdżali, inni emigrowali do USA, Kanady, Australii i Argentyny. Na początku lat 50. liczebność obozu ustabilizowała się na poziomie około 700 osób. Dorośli pracowali w pobliskich fabrykach, zakładach odzieżowych, u rolników. Gdy w 1955 roku miasto Melton powiększyło swój obszar, zbudowano nowe domy komunalne, część rodzin otrzymała mieszkania i opuściła blaszane baraki. Inni na wyprowadzkę musieli poczekać jeszcze kilka lat, bo decyzja o likwidacji obozu zapadła w 1960 roku.

Polacy budują kościół
Po wojnie w Melton mieszkało niewiele ponad 10 tysięcy ludzi, w tym około 200 polskich rodzin. To im zawdzięczamy powstanie Polskiego Klubu i budowę kościoła. W 1961 polska społeczność kupiła pod świątynię działkę przy ulicy Sandy Lane. Powstała dzięki ofiarności i pracy rąk samych parafian. Nasi rodacy finansowali zakup materiałów, pożyczali od pracodawców betoniarki i łopaty, by wieczorem pomóc na budowie. Żony wspierały swych mężów ciepłymi posiłkami i ciastem. Rekordzista spędził na placu budowy 700 godzin. Lokalizacja świątyni nie jest przypadkowa, gdyż od lat 50. w tym rejonie zaczyna się osiedlać coraz więcej Polaków. Ich domy wyrastają przy ulicach Sandy Lane, Oxford, Sussex i Cambridge, ledwie kilka kroków od świątyni.

W 1963 roku kościół zostaje konsekrowany a pięć lat później, tuż obok niego, powstaje budynek, w którym zaczyna działać Klub Polski. To w nim do dziś odbywają się zebrania, spotkania okolicznościowe, potańcówki, wesela, próby chóru, świętuje się ważne rocznice. Polonia organizuje obchody święta Konstytucji 3 Maja, Bożego Ciała, czci Dzień Niepodległości, zaprasza na wspólną Wigilię, w kościele odprawiana jest pasterka.

Rusza także Polska Sobotnia Szkoła, w której dzieci uczą się języka, historii i zwyczajów swoich rodziców i dziadków.

W świątyni pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej nie mogło zabraknąć obrazu Madonny. Jej wizerunek przywiózł do Melton z Jasnej Góry pan Cronin, zatrudniony w lokalnym przedsiębiorstwie autobusowym. Na obraz poświęcony przez ks. prymasa Wyszyńskiego i nie bez trudu przemycony na Wyspy, złożyły się głównie... dzieci. Pod różnymi pozorami wyłudzały od rodziców i krewnych kieszonkowe na coraz to inne potrzeby szkolne i składały je w sobotę w czasie lekcji kierownikowi szkoły na fundusz Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej do budującego się kościoła.

Obraz umieszczono w ołtarzu w 1963 roku w czasie uroczystości z okazji rocznicy wywózki rodzin polskich do Rosji. Tego samego dnia przed kościołem odsłonięto charakterystyczną białą, marmurową figurę Matki Bożej, która jest z tamtejszą Polonią od niemal siedemdziesięciu lat. Przyjechała z Włoch w 1953 roku i stanęła przed obozową kaplicą utworzoną w jednym z blaszanych baraków. Na cokole umieszczono tablicę z wyrytą w języku polskim i angielskim modlitwą „Pod Twoją opiekę uciekamy się i błagamy o powrót do wolnej Polski”. Madonna stoi przed polskim kościołem do dziś.

Mars połączył dwa miasta
Przez wiele lat głównym miejscem zatrudnienia dla mieszkańców Melton była miejscowa fabryka karmy dla psów, należąca do korporacji Mars. Pracę znaleźli tam również Szczepan i Helena. Na pierwszą zmianę szedł mąż, na drugą żona i tak radzili sobie z wychowaniem dzieci. I to właśnie lokalizacja dwóch fabryk Marsa połączyła dwa miasta. Umowa partnerska między ich władzami samorządowymi została zawarta 8 czerwca 1996 roku. Fabryka w podsochaczewskich Kożuszkach ruszyła w 1992 roku, natomiast w Melton działa od 1951 r. Wówczas jej produkty sprzedawały się tak dobrze, że od 1953 roku zaczęła pracować siedem dni w tygodniu, dwadzieścia cztery godziny na dobę. W latach siedemdziesiątych fabryka zatrudniała około 2,5 tys. pracowników. Mimo ostrej konkurencji na rynku zakład w Melton istnieje do dziś i dobrze sobie radzi.

Gdy w 2004 roku Polska przystępuje do Unii Europejskiej, na Wyspy Brytyjskie rusza fala pracowników z naszego kraju, nowe twarze widać też w regionie Melton i język polski znowu jest regularnie słyszany na ulicach miasta. Prócz kościoła i klubu działa tam polska szkoła, sklep, młodzież ma na facebooku własną grupę liczącą ok. 500 członków. A czas robi swoje ze śladami nie tak dawnych wydarzeń. Miejsce, gdzie wiele polskich rodzin spędziło kilka lat życia, jest dziś opuszczone, budynki systematycznie znikają z brytyjskiego krajobrazu, na szczęście pamięć trwa.

Daniel Wachowski

Źródła:
polishchurch.e-melton.co.uk, polishresettlementcampsintheuk.co.uk, www.polishheritageacademy.co.uk

Szczególne podziękowania za udostępnienie zdjęć i pomoc w spisaniu tak wielu wątków o polskich losach w UK kierujemy do Sylwii Karoliny Orzech.

A A A
19-05-2021
godz.09:12
 


nadchodzące wydarzenia

środa, 22.09.2021 r. 3343111 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy