Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Z aparatem wśród owadów

Nie fotografuje kwiatów, bo kwiaty każdy widzi. O wiele ciekawsze wydają mu się owady. Jego zdjęcia trafiają na portale entomologiczne w całym kraju. Z radością się nimi dzieli, również na Facebooku, pokazując ludziom swoją pasję. Leszek Plackowski od ponad dziesięciu lat fotografuje owady, a efekty jego pracy często zapierają dech.

- Owady rozróżniam już bez większego problemu. Wiem np. jakie są różnice między szarańczakiem a  pasikonikiem. Chociaż z niektórymi okazami nadal mam problemy – mówi Leszek Plackowski.

Kiedy zaczynał swoją przygodę z fotografią macro nie do końca wiedział, jakie gatunki udaje mu się uchwycić. Jednak systematycznie zdobywał kontakty w środowisku entomologów. Dziś, jeśli trafi na jakiś rzadki gatunek, w kilka chwil otrzymuje jego klasyfikację. W swojej bazie kontaktów posiada ekspertów z właściwie każdej grupy insektów.

Obszar, na którym najczęściej działa Leszek Plackowski, to  według  kodów UTM-DC 48 (rejon Sochaczewa). Można go spotkać, jak z aparatem przemierza okolice torów wąskotorówki, kładki nad Bzurą, łąki w Altance, czy sochaczewskie bulwary. Jak mówi, bardzo podobała mu się w tym roku decyzja burmistrza o niekoszeniu łąk na bulwarach. Stworzyło to znakomite warunki dla wielu gatunków owadów, w tym takich naprawdę rzadkich. A wiele owadów jest bardzo pożytecznych. Mają swoje miejsce w przyrodzie, czy to przy zapylaniu, czy w procesie biodegradacji szczątek, albo jako pokarm dla innych gatunków.

Z długim obiektywem
Jak się okazuje, żeby wykonywać zdjęcia macro wcale nie trzeba zrujnować domowego budżetu. Leszek Plackowski poluje przy tym na okazje na rynku wtórnym, gdzie obiektyw w bardzo dobrym stanie można znaleźć nawet o połowę taniej, niż fabrycznie zapakowany.

- Na początku miałem świetny obiektyw do zdjęć macro  Minolta AF 100 ze światłem 2.8 – mówi Leszek Plackowski. - Następnym był Tamron AF 90 f/2.8. Główna różnica polegała na tym, że Minolta przy ostrzeniu się wydłużała, co często powodowało, że owad się płoszył. Z kolei Tamron posiadał wewnętrzne ogniskowanie, czyli część obiektywu już się nie wysuwała. Przy tym szybko ostrzył i był cichy. Dzięki temu udawało mi się przysunąć go do owada nawet na 20 cm. Uzbrojony w taki obiektyw robiłem coraz ciekawsze zdjęcia i odważyłem się nawet przyłączyć do grupy internetowej „Makrofotografia”. Teraz używam najdłuższego obecnie na rynku obiektywu macro, Tamrona 180 f/3.5. Ma masę zalet i jedną wadę. Jest ciężki. Żeby z niego korzystać, muszę dołączać do aparatu monopod. Robienie zdjęć w ten sposób jest na pewno mniej komfortowe niż z ręki, jednak przy fotografowaniu tak małych obiektów dodatkowa stabilizacja jest nie do przecenienia.

Dorwać skakuna
Z czasem Leszek Plackowski coraz mocniej wiązał się ze środowiskiem fotografików insektów i poznawał panujące w nim zasady.

- W 2016 r. w internetowej grupie „Makrofotografia” poznałem kolegę, który robił zdjęcia skakunom. Znaleźć  skakuna i zrobić dobre zdjęcie, to  dla początkującego fotografa przyrody nie lada wyzwanie. Jest to pająk bardzo popularny wśród osób zajmujących się makrofotografią przyrodniczą i wiele z nich pragnie zrobić ciekawą i dobrą fotkę skakuna. Są to malutkie pająki, bardzo płochliwe, które nie tworzą sieci, a pajęcza nić służy im  do amortyzowania skoków podczas polowania. Największe osobniki wielkością zbliżone są do ziarenek ziela angielskiego. Mają przy tym osiem sztuk maleńkich oczu. A przy fotografowaniu owadów kluczowe jest, żeby ostrość złapać właśnie na oczach.

Jak mówi Leszek Plackowski, nie szuka sławy ani pieniędzy, a makrofotografia sprawia mu po prostu wielką przyjemność.

- Największa frajda,  to spotkać owada, którego się nigdy wcześniej nie widziało. To są niesamowite emocje. Wybrać przy tym odpowiedni kadr, podejść tak, żeby się nie spłoszył i jeszcze zrobić dobre zdjęcie.

W swojej przygodzie z fotografią ma już kilka sukcesów odnotowanych w polskim środowisku entomologów.

- Zrobiłem zdjęcie malutkiego pluskwiaczka, takiego długości około 3 mm. Zauważyłem go tylko dlatego, że siedział na białym powojniku. Udało mi się zrobić mu tylko dwa zdjęcia zanim odfrunął. Nie mogłem nigdzie znaleźć co to za owad, więc wysłałem zdjęcie do jednego ze znajomych specjalistów. Podał mi tylko jego nazwę. Z tą nazwą wrzuciłem zdjęcie na fotobloga, a tam kolejny znajomy, autorytet w dziedzinie pluskwiaków, zachwycony poinformował mnie, że udało mi się sfotografować wyjątkowo rzadki okaz. W ciągu ostatnich 20 lat owada tego udało się spotkać w Polsce zaledwie kilkanaście razy. Ostatni raz w naszej okolicy został zaobserwowany w latach 50. pod Teresinem.

Innym razem sfotografował muchę (Stomorhina lunata). Okazało się, że to gatunek południowy, w Polsce rzadki. Pierwsze osobniki zaobserwowane zostały w naszym kraju dopiero w 1998 roku, a do dziś znanych jest zaledwie kilka opublikowanych stanowisk.

Wykonał także zdjęcia rogatnicy (Cerocoma schaefferi), chrząszcza, o którym znawcy owadów napisali „Wyjątkowo rzadki okaz. Każde spotkanie z nim należy uznać za szczęśliwy traf”.

- W 2016 roku robiłem jeszcze zdjęcia wszystkiemu, co się rusza. Teraz już tylko ciekawszym owadom lub kiedy trafi się interesujące ujęcie. Zawsze robię fotki, kiedy spotykam konika polnego. To bardzo zróżnicowana grupa. Czasem gatunki różnią się tylko ułożeniem plamek. Lubię też bzygowate. Są bardzo fotogeniczne. Przy tym podobnie jak u „koników polnych”, jest ich bardzo wiele gatunków. W ostatnim czasie w okolicach Sochaczewa spotkać można modliszki. Co prawda trudno je wypatrzeć, bo są koloru liści, a sam owad przypomina pąk kwiatowy. Jednak jeśli już to się uda, są bardzo wdzięcznymi modelami. W ogóle niepłochliwe, do tego stopnia, że można je wziąć na rękę, przenieść w dowolne miejsce i zrobić serię zdjęć. Pierwsze modliszki spotkałem w 2019 roku. Cztery razy udało mi się wypatrzeć samce tego owada. W tym roku spotkałem tylko jedną samicę, przepiękną i dużą – miała około 7 cm.

Tylko żywe
Przy tym Leszek Plackowski robi tylko i wyłącznie zdjęcia żywych insektów w ich naturalnym środowisku.

- Nie interesują mnie martwe owady - mówi. - Są jednak fotograficy, którzy dla ułatwienia zadania łapią je, schładzają, albo traktują odpowiednimi uśmiercającymi bez uszkadzania specyfikami. Pozwala to co prawda uzyskać ciekawe efekty, jak owad posadzony na płycie CD itp. Jednak dla mnie owady nigdy nie będą wyglądały tak dobrze, jak w naturalnym środowisku.

W tym roku z aparatem był w plenerze 95 razy i zrobił ponad 5500 zdjęć. Jednemu okazowi, w zależności od warunków, robi nawet kilkadziesiąt ujęć, żeby potem wybrać te najlepsze. A my możemy podziwiać efekty m.in. na facebookowym profilu „W krainie Bzury” oraz na portalach dla wielbicieli insektów.

Sebastian Stępień

Fotografie Leszka Plackowskiego można znaleź pod adresem https://placek55.flog.pl

A A A
08-10-2020
godz.10:14
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 26.09.2021 r. 3346366 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy