Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Być jak Tadeusz Tomaszewski

Nieczęsto się zdarza, by o człowieku mówiono tylko dobrze… Tymi słowami rozpoczyna się opowieść o Tadeuszu Tomaszewskim, którą zamieściliśmy w 1187 wydaniu „Ziemi Sochaczewskiej” z 10 czerwca 2014 roku, czyli na trzy dni przed uroczystą sesją rady miasta, w czasie której odebrał – nadany jednogłośnie przez radnych – tytuł Honorowego Obywatela Sochaczewa. Legendarny nauczyciel matematyki w LO Fryderyka Chopina zmarł wczoraj, ale na zawsze pozostanie we wdzięcznej pamięci sochaczewian.

 

Być jak Tadeusz Tomaszewski

Nieczęsto się zdarza, by o człowieku mówiono tylko dobrze. Z szacunkiem, ogromną sympatią, a nawet miłością. O profesorze Tadeuszu Tomaszewskim, wieloletnim nauczycielu matematyki, tak mówią wszyscy: bliscy, przyjaciele, znajomi i przede wszystkim uczniowie i wychowankowie. Dla kilkuset z nich na zawsze będzie „Tadziem”.

 

Nie lubi, gdy się go chwali. Skłonny raczej pomniejszać swe sukcesy i zasługi, niż mówić o nich głośno. Skromny, uczciwy, przyzwoity człowiek.

Monika Cylke, wychowanka, a później koleżanka z pracy Pana Profesora, wspomina: „Nie uczył nas matematyki, tylko wykorzystania wiedzy matematycznej w szkole, na studiach, w życiu”. Grażyna Szcześniak, chemiczka z „Chopina” wtóruje: „Widzę go przy tablicy tłumaczącego zawiłe zadania, jak ubrudzony kredą nie słyszy dzwonka. Nie potrzebował kalkulatora, fantastycznie liczył w pamięci”. Bardziej łaskawym okiem spoglądał na uczniów (mówiąc eufemistycznie) mniej uzdolnionych matematycznie lub tych, którzy, będąc dobrzy z przedmiotu, wybierali się na inne kierunki studiów. Wychowanek Profesora, mecenas Wojciech Blaszczyk, powie: „Profesor pozwolił mi się nie przykładać do nauki matematyki, jednakże pod warunkiem, że z przedmiotów, które stały się moją pasją, będę mieć same piątki. Obaj dotrzymaliśmy słowa”.

Lubił pracować z uczniami zdolnymi, pozostali mogli obserwować magiczne, nieuchwytne porozumienie między Mistrzem a wtajemniczonymi. W klasie znanej sochaczewskiej okulistki, dr Elżbiety Dwojak, tę niebywałą zdolność posiedli Wojtek Podkański i Zbyszek Pietruszewski. Oni też najczęściej bywali u tablicy ku uciesze... niewtajemniczonych matematycznie.

Pan Tadeusz Tomaszewski, pytany o królową nauk, żywo reaguje, detronizując matematykę na rzecz języka polskiego i w-fu - dwóch najważniejszych, według Profesora, przedmiotów w szkole. Mówi, że gdy bywał na zastępstwach, wybierał uczniów słabszych, pracował z nimi, aż ci mogli odzyskać wiarę we własne siły ( nie tylko matematyczne).

Pan Profesor ma wręcz fenomenalną pamięć, bez trudu przypomina sobie nazwiska uczniów, nawet tych sprzed kilkudziesięciu lat. Przytacza anegdotę:  W początkach lat sześćdziesiątych jednym z maturzystów był obecny profesor SGH Włodzimierz Januszkiewicz. W czasie przerw wraz z kolegami często grywał w durnia i ja im... patronowałem. Zwycięzcą tych rozgrywek został Marian Jamka, późniejszy najlepszy zaopatrzeniowiec Energomontażu. Kiedyś podałem chłopakom zadanie: „Jest osiem monet jednakowej wielkości, jedna różniąca się ciężarem od pozostałych. Używając trzykrotnie wagi dwuszalkowej, należy wskazać tę monetę i stwierdzić, czy jest lżejsza, czy cięższa od pozostałych”. Następnego dnia Maniuś przyszedł do szkoły o godzinie dwunastej z gotowym rozwiązaniem. Otrzymał ocenę bardzo dobrą i czekoladę. Musiałem usprawiedliwić go u profesora Kruszyńskiego, który przyjął to ze zrozumieniem.

Pan Tomaszewski ma w zanadrzu wiele wspomnień, dykteryjek, ciepłych słów i refleksji o wychowankach. Ci zaś wspominają go wspaniale. Mówi się, że nauczycielstwo to nie zawód, a powołanie. Jeśli jednak zawód, to zaszczytny, praca piękna, trud mierzony w kategoriach najwyższych ocen stawiających tę profesję w hierarchii zasług dla społeczeństwa. Jest Pan Profesor niewątpliwie nauczycielem z powołania. Joanna Błażejewska, wychowanka i bibliotekarka z LO im. Fryderyka Chopina powie: „Uwielbialiśmy i szanowaliśmy go. Nauczył nas odpowiedzialności i szacunku dla drugiego człowieka, wiary w siebie i przyjaciół. Był i jest naszym największym autorytetem”. „Cierpliwy, niezwykle sprawiedliwy w ocenianiu młodych ludzi, wspierający w trudnych chwilach” - dodaje Elżbieta Dwojak.

Sławomir Sokołowski, nauczyciel fizyki w Chopinie i uczeń Profesora, wspomina: „Zawsze imponował swoją otwartością wobec uczniów. Nigdy nie przeszedł obok nas, nie zamieniając choćby kilku słów”. Z uśmiechem dodaje: „Wszyscy zapewne pamiętają, że nagrodą za dobre zachowanie było móc ponosić jego teczkę podczas przerwy”.

Dyrektor ZSO w Sochaczewie Dariusz Miłkowski podkreśla, że choć nie miał szczęścia być uczniem Pana Profesora, to często go widywał na przerwach, serdecznie rozmawiającego z uczniami. Dodaje: „Pan Tomaszewski wkładał w swój zawód serce, dlatego młodzież zawsze go bardzo szanowała. I choć nigdy nie podnosił głosu, słuchaliśmy go uważnie. Nierzadko chciał wiedzieć, czy rozumiemy matematykę, oferując pomoc w nadrabianiu ewentualnych braków”. Pan Profesor, pytany o receptę na sukces wychowawczy, odpowiada lakonicznie: szacunek dla uczniów i możliwość pomocy im.

Dwukrotnie pełnił funkcję wicedyrektora szkoły. Wspomina, że na obie kadencje przypadł czas wielkich remontów. Nie było też łatwo przygotować plan lekcji dla nauczycieli ze względu na brak pomieszczeń i pracowników uczących w innych placówkach. Mecenas Wojciech Błaszczyk stwierdza, że racjonalne spojrzenie w wydaniu Profesora Tomaszewskiego na zarządzanie szkołą w czasach komunizmu było bardzo potrzebne. Dariusz Miłkowski mówi, że Pan Tadeusz nadal jest częstym gościem w szkole. Żywo interesuje się osiągnięciami uczniów, ma wiedzę o ich sukcesach.

Być może z uwagi na sprawowaną funkcję, Profesor może mówić zaledwie o dwóch klasach, których był wychowawcą. Powinien jednak wiedzieć, że całe rzesze uczniów uczących się w Chopinie na przestrzeni lat uważają go za niekwestionowany autorytet.

Największą pasją „Tadzia”, poza matematyką, był sport. Jako student reprezentował Uniwersytet Warszawski w rozgrywkach międzyuczelnianych w piłkę nożną. Wspomina, że bramkarzem zespołu był późniejszy znany redaktor sportowy Bogdan Tuszyński. Grał także w Partyzancie Leszno oraz sochaczewskich klubach Start i Orkan. Umiłowanie piłki przekazywał uczniom, spośród których rekrutowali się zawodnicy miejscowych drużyn. Pozwalał im trenować na przerwach w sali gimnastycznej. „Sam też - jak wspomina Dariusz Miłkowski, nauczyciel w-fu, którego pasja rodziła się we wspomnianej sali - chętnie rywalizował z młodzieżą, zagrzewał do walki. Na trybunach zawsze żywiołowo dopingował piłkarzy i rugbistów. Można było z Panem Profesorem porozmawiać o wydarzeniach sportowych, wówczas odzywała się w nim dusza sportowca. Imponował ogromną wiedzą na ten temat”.

Zbigniew Szczepański, eme-
rytowany nauczyciel akademicki Politechniki Warszawskiej, uczeń Profesora, pamięta jego ogromne zaangażowanie w usportowienie klasy. „Tadzio” poświęcał nie tylko wolny czas, ale i wkładał dużo serca, by organizować mecze hokejowe na zamarzniętym stawie pana Sobolewskiego bądź szkolnym lodowisku.

Córka Agnieszka wspomina, że ją i siostrę, a potem ich córki nauczył pływać i jeździć na łyżwach. Pan Profesor uwielbiał celebrować oglądanie wszelkich dyscyplin sportowych. Tradycją było śledzenie Tour de France z nieżyjącym już redaktorem Sylwestrem Rozdżestwieńskim. Panowie lubili komentować wszystko, co działo się na ekranie. Wnuczka Profesora, Agata, dodaje, że dzięki inklinacjom dziadka sport zagościł w rodzinie nie tylko w formie telewizyjnych relacji. Trzy pokolenia Tomaszewskich śledzą Mistrzostwa Świata, Europy, na bieżąco oceniając grę piłkarzy.

Wielką miłością Pana Tadeusza od niepamiętnych lat jest brydż. Zaszczepił tę pasję wielu swym wychowankom, którzy zgodnie podkreślają, że brydż nauczył ich logicznego myślenia. Matematyk nadal dba o dobry klimat dla tej dyscypliny, proponując licealistom „Chopina” pomoc w założeniu kółka brydżowego. Sam zresztą przed laty, wraz z Janem Chłopeckim, zdobył mistrzostwo nauczycieli województwa skierniewickiego w brydżu sportowym.

Być może nieliczni tylko wiedzą, że Profesor Tomaszewski zbiera talie kart (kiedyś tylko jokery). Znajomi, którzy znają tę słabość, przywożą mu karty z całego świata.

Córka Agnieszka pytana o obecne hobby ojca, wymienia rozwiązywanie krzyżówek jolek i sudoku. Profesor jest też zapalonym grzybiarzem. Lubi czytać książki, szczególnie poświęcone tematyce wojennej. Nie przepada za podróżowaniem, ale niekiedy niechęć swą przezwycięża, bywając w Danii, Rumunii czy dawnym NRD. Nuży go praca w ogródku, ale lubi w tymże samym ogródku usiąść pod jaśminem i oddać się lekturze książek.

Pan Tomaszewski z dumą podkreśla, że wyprawił w świat ponad dwustu pięćdziesięciu inżynierów, kilkudziesięciu lekarzy, niejednokrotnie są to osoby ze znaczącym dorobkiem naukowym i profesorskimi tytułami. Wiele z nich mieszka i pracuje poza Polską.

Do tradycji LO im. Fryderyka Chopina należą zjazdy absolwentów. Maturzyści roku 1956, poza oficjalnymi galami w murach ogólniaka, spotykają się corocznie w ostatni weekend maja w hotelu Chopin. Zawsze honorowym gościem jest Tadeusz Tomaszewski. Profesor Zbigniew Szczepański nadmienia, że nigdy nie odmówił swego udziału. Jego koleżanka z klasy, doktor nauk medycznych Danuta Kosińska (z domu Dobrzyńska), dodaje: „Na hasło: Pan Profesor Tadeusz Tomaszewski, dziewczynom wilgotnieją oczy, chłopcy się uśmiechają. Bardzo go wówczas hołubimy, przytulamy się. Jest dla nas nie tylko nauczycielem, ale także przyjacielem. Kochamy go!” Joanna Błażejewska dopowiada: „Był i jest naszym największym autorytetem, dla-
tego zawsze z niecierpliwością i nadzieją czekamy na kolejne potkanie z ukochanym wychowawcą!” Monika Cylke zaś cytuje słowa klasowego hymnu:

„Nikt nam nie zrobi nic, nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest, bo z nami jest Tadzio Tomaszewski!”

Czasem można go spotkać w ogródku, pod jaśminem...

Marzena Tomaszewska

 

A A A
17-10-2019
godz.08:20
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 26.09.2021 r. 3346354 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy