Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Miniaturki w blaszakach
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Zarzut znęcania się nad zwierzętami, zamknięcie hodowli i oddanie 80 psów pod opiekę fundacji – to efekt działań organizacji prozwierzęcych i organów ścigania. Miejscem tych dramatycznych wydarzeń była zlokalizowana w Sochaczewie hodowla psów rasowych, głównie miniaturek.

„12 września skończyły się męczarnie 62 psów i 18 szczeniaków. Zamieszkały w godnych warunkach, otrzymując pomoc lekarską i nikt nie będzie ich traktował jak przedmioty, na których można zarobić pieniądze” – napisała w komunikacie rozesłanym do mediów sochaczewska policja. Zanim jednak do tego doszło, hodowlą psów rasowych w Sochaczewie pod koniec sierpnia zainteresowała się Fundacja Zielony Pies, która uzyskała informację, że zwierzęta przebywają w fatalnych warunkach i dochodzi do znęcania się nad  nimi.

- Po sygnałach od mieszkańców Sochaczewa 1 września weszliśmy na teren hodowli, zrobiliśmy zdjęcia, pokazujące, w jakich warunkach są przetrzymywane psy – powiedziała nam szefowa Fundacji Zielony Pies, która, w obawie przed hejtami w internecie, prosiła o nieujawnianie jej nazwiska. – W telefonach do fundacji była mowa o 10 zwierzakach przetrzymywanych w nagrzanym od słońca blaszanym garażu. Rzeczywistość okazała się o wiele gorsza, co pokazało przeszukanie posesji przeprowadzone kilka dni później. Znajdowały się tam yorki, teriery, maltańczyki, sznaucery i kilka labradorów. Właściciel nastawiał się na hodowlę miniaturek. Wyjątek stanowiły labradory, z których jeden nie przeżył – opowiada właścicielka fundacji.

Z kolei 2 września zawiadomienie do prokuratury złożył właściciel hodowli, oburzony tym, że na teren posesji chcą wejść przedstawiciele fundacji i oglądać chore psy. – Jednak prokuratura, przed wydaniem decyzji, zapoznała się ze zdjęciami z terenu hodowli zamieszczonymi przez fundację w internecie – informuje prokurator Iwona Tondys, prowadząca dochodzenie. – To, co na nich zobaczyliśmy, zdecydowało o wszczęciu postępowania z urzędu.

Można więc powiedzieć, że podejrzany M. sam ściągnął na siebie kłopoty. 12 września o godzinie 10.00 pod ogrodzeniem hodowli pojawili się policjanci, przedstawiciel Urzędu Miejskiego w  Sochaczewie, Fundacja Zielony Pies oraz lekarz weterynarii. Na miejscu  pracownik ratusza zapoznał właściciela posesji, Andrzeja M. z decyzją burmistrza o czasowym odebraniu  62 psów i 18 szczeniaków oraz przekazaniu ich pod opiekę Fundacji Zielony Pies.

Jak relacjonuje policja, właściciel hodowli był wielokrotnie wzywany do otwarcia posesji i umożliwienia wykonania czynności. Mężczyzna nie zastosował się do wydawanych poleceń, w związku z czym został zatrzymany za utrudnianie czynności  służbowych.

Kiedy uczestnikom akcji udało się wejść na posesję, przekonali się, jak może wyglądać pseudohodowla. – Zastaliśmy zbite z desek budy wyłożone papierowymi workami lub legowiska usłane słomą  i uwalane zwierzęcymi odchodami. W brudnych garnkach znajdowała się brunatna breja, stanowiąca pokarm dla psów – mówi prokurator Iwona Tondys. – W  innym miejscu stały kojce z blachy nagrzane od słońca. Zwierzęta były wystraszone, przegrzane i odwodnione. Karmiono je pożywieniem najgorszego sortu, o czym świadczą opakowania znalezione na miejscu. Jedna z suczek przeszła cesarskie cięcie, ale znów będzie miała szczeniaki i znowu trzeba będzie poddać ją operacji – dodaje prokurator.

Podczas tej akcji psy zostały policzone, spisane i sfotografowane oraz poddane oględzinom. Wiele z nich niemal natychmiast trafiło do lecznicy. Zwierzęta są pod opieką Fundacji Zielony Pies.

- Jeszcze nie znamy stanu wszystkich zwierząt, są one sukcesywnie poddawane badaniom, ale już dziś wiadomo, że wiele z nich ma grzybicę, jest zarobaczonych, odwodnionych. Upłynie jeszcze sporo czasu, zanim dojdą do właściwej formy – opowiadała nam dwa dni po policyjnej akcji szefowa Fundacji Zielony Pies.

Właścicielowi hodowli, Mariuszowi M. prokuratura postawiła zarzut znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat. A policja apeluje do osób mających wiedzę o zaniedbaniach, do jakich dochodziło na terenie hodowli, o kontakt pod nr telefonu 997.

Jolanta Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl

Komentarz pełnomocnika podejrzanego
Należałoby zacząć od tego, że jeśli chodzi o ochronę zwierząt, to poruszamy się w obszarze daleko idącej hipokryzji. Niestety, nie tylko potoczne poglądy, ale również ustawy różnicują pozycję zwierząt przeznaczonych do uboju, czy zwierząt towarzyszących, jakimi są psy. Powoduje to, że niezwykle łatwo jest manipulować opinią publiczną, która co do zasady nie wykazuje najmniejszego zainteresowania losem pierwszej grupy, a reaguje niezwykle emocjonalnie, w przypadku jakichkolwiek nieprawidłowości w odniesieniu do kochanych przez nas psów. Z tego typu sytuacją mamy do czynienia w tej sprawie. Proszę pamiętać, że opis zarzucanych mojemu klientowi czynów, jest opisem dokonanym przez organy ścigania, które – w mojej ocenie, nie są wolne od błędu przywołanego na wstępie we wszelkich tego typu sprawach. W ostatnich dniach warunki bytowania psów mojego klienta były badane przez różnych lekarzy weterynarii. Jeden z nich stwierdził pewne uchybienia do poprawienia, a w chwilę potem te same warunki zostały ocenione jako znęcanie się nad zwierzętami, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Mój klient nie przyznaje się do winy. Po wyjaśnieniu sprawy, będziemy podejmować decyzje co do odzyskania zabranych bezpodstawnie zwierząt, ewentualnie uzyskania stosownego odszkodowania i zadośćuczynienia. Warto dodać jeszcze, że w obszarze organizacji pozarządowych, które zajmują się ochroną zwierząt, toczy się również rywalizacja, która przekłada się na chęć licytowania się w wykrywaniu prawdziwych i rzekomych nieprawidłowości, co przekłada się również na przychody tych organizacji.

Mecenas Andrzej Gąsiorowski

 

A A A
27-09-2016
godz.08:02
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 19.09.2021 r. 3339378 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy