Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Odszedł jeden z ostatnich
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Z ogromnym żalem i smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci

 

Zygmunta Tymorka


Z przykrością przyjęliśmy informację o śmierci porucznika Zygmunta Tymorka. Od ponad 20 lat był prezesem Związku Inwalidów Wojennych RP i jednym z nielicznych już w Sochaczewie członków tej organizacji. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, medalem Pro Memoria za zasługi w utrwalaniu pamięci o ludziach i ich czynach w walce o niepodległość Polski.Trudno wyobrazić sobie zbliżające się uroczystości rocznicowe bez pana Zygmunta, który od dawna był ich stałym uczestnikiem.

  Szczere wyrazy współczucia rodzinie i przyjaciołom przekazują

 

Przewodniczący Rady Miejskiej                     Burmistrz Sochaczewa

Sylwester Kaczmarek                                 Piotr Osiecki

                wraz z radnymi Rady Miejskiej             wraz z pracownikami Urzędu Miejskiego

 

Zaledwie kilka dni przed śmiercią udzielił on ostatniego wywiadu naszej redakcyjnej koleżance Jolancie Śmielak-Sosnowskiej. - Przez lata działalności związku w Sochaczewie wielu naszych członków zmarło. Zostało nas zaledwie piętnaścioro. Wszyscy w podeszłym wieku, schorowani. Mnie ta funkcja pewnie przypadnie dożywotnio – mówił pan Zygmunt. – A co będzie później, nie wiem. Chciałbym doczekać obchodów 100-lecia naszej organizacji.

Poniżej prezentujemy fragment obszernego materiału, który powstał na kanwie rozmowy z panem porucznikiem. Całość opublikujemy w najnowszym wydaniu „Ziemi Sochaczewskiej”.

Zygmunt Tymorek (rocznik 1927) podczas okupacji niemieckiej był nastolatkiem. Nadal jednak dobrze pamięta, jak zburzono dom Tylmana przy ul. Warszawskiej, w którym mieszkał z rodzicami i jak musieli się przenieść do najstarszej, zamężnej już siostry na ul. Słowackiego.

- W kamienicy, w której mieszkaliśmy, na pierwszym piętrze znajdował się bank Tylmana, my zajmowaliśmy drugie piętro. Nieźle nam się powodziło, bo mój ojciec był bardzo dobrym szewcem. Praktykę zdobył w warszawskiej firmie na Żytniej, gdzie ręcznie wyrabiano buty wysyłane później na Krym. W Sochaczewie też miał klientelę – wspomina pan Zygmunt. – Ale co z tego, kiedy zaraz po wybuchu wojny cała ul. Warszawska została zburzona. Wcześniej Niemcy zbombardowali kościół i żydowską bożnicę. Ludzie wpadli w panikę. Zostawiali swój dobytek – domy, sklepy i uciekali całymi rodzinami. Sochaczew pustoszał – dodaje.

Jak we wszystkich rodzinach nie brakowało nieszczęść. Jeszcze w 1939 r. zginęła 18-letnia siostra pana Zygmunta przejechana przez konny furgon. W powstaniu warszawskim życie straciło czterech braci jego matki. Nękały ich choroby i niedostatek, ale nasz rozmówca przeżył. I to się liczyło.

Po wojnie skończył dobrą szkołę techniczną i miał ochotę rozpocząć studia inżynierskie, ale choroba matki spowodował, że musiał się usamodzielnić i rozpocząć pracę. Tym bardziej, że przez okres nauki pobierał stypendium, które należało odpracować. Skierowano go do Elbląga. Jako technik elektromechanik pracował przy pierwszym powojennym pełnomorskim statku „Sołdek”, którego zwodowano w 1948 roku.

Wkrótce jednak upomniało się o niego wojsko. Podczas służby uczestniczył w powstawaniu pierwszej tajnej jednostki chemicznej i atomowej, i nie wiadomo, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby podczas ćwiczeń wojskowych nie uległ wypadkowi. Lekarze stwierdzili pęknięcie i rozszczepienie kręgosłupa szyjnego, co właściwie wykluczało go z czynnej służby, ale z wojska go nie zwolniono. Był to bowiem okres niepodzielnej władzy w polskich siłach zbrojnych znienawidzonego marszałka Rokossowskiego, znanego z czystek i represji w szeregach armii. Jednym z jego zarządzeń było wydłużenie do trzech lat służby wojskowej. Kiedy Zygmunt Tymorek się podkurował, został tzw. kulturalno-oświatowym, później pisarzem w sztabie, a na koniec trafił do kancelarii tajnej. Łącznie odsłużył blisko trzy lata. Nie skorzystał z propozycji pozostania zawodowym żołnierzem, odszedł z wojska z rentą inwalidzką.

Mimo to, wykorzystując swoje zawodowe umiejętności, przez wiele lat dodatkowo pracował w Warszawie w spółdzielni medycznej. Z dumą opowiada o udziale w budowie pierwszego aparatu rentgenowskiego, pomysłach na modernizację wielu urządzeń, co zaowocowało kierowniczym stanowiskiem.

W 1982 r. zapisał się do Związku Inwalidów Wojennych, który w swoje szeregi przyjmował także inwalidów wojskowych. Wkrótce został wiceprezesem, a później prezesem. Funkcję tę pełni ponad 20 lat. Jest posiadaczem Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, medalu Pro Memoria za zasługi w utrwalaniu pamięci o ludziach i ich czynach w walce o niepodległość Polski.

A A A
19-08-2016
godz.09:25
 


Sochaczew
Sochaczew
nadchodzące wydarzenia

niedziela, 06.12.2020 r. 3075272 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy