Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Sąd: Przemysław Gaik winny
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

W Sądzie Rejonowym w Sochaczewie 21 czerwca ogłoszono wyrok w sprawie radnego powiatowego Przemysława Gaika. Po trwającej rok sprawie sąd uznał oskarżonego za winnego popełnienia dwóch z trzech zarzucanych mu przez prokuraturę czynów.

Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej odczytał przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Roman Ochocki. Oskarżony Przemysław Gaik został uznany za winnego domagania się korzyści majątkowej i przekroczenia uprawnień. Jednocześnie oczyszczony z zarzutu stosowania gróźb bezprawnych. Sąd skazał go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na jeden rok, nałożył też grzywnę w wysokości 10.000 zł oraz zakaz pełnienia przez trzy lata funkcji w administracji samorządowej oraz administracji publicznej.

Obszerne ustne uzasadnienie wyroku wygłosiła sędzia Agnieszka Warchoł. Podkreśliła w nim wiarygodność świadków oskarżenia, zwróciła uwagę, że ich zeznania „przystają do związku przyczynowo-skutkowego w całej sprawie”. Nie do podważenia jest, że w pewnym momencie firma brokerska straciła zlecenia od instytucji związanych ze starostwem sochaczewskim. Zdaniem sądu doprowadził do tego oskarżony. O ile był uprawniony do takich działań w samym starostwie powiatowym (na zasadzie ustnego upoważnienia starosty), to nie miał żadnego umocowania, by doprowadzić do tego w sochaczewskim szpitalu.

Zdaniem sądu ewidentne jest też, że do działań Przemysława Gaika w starostwie i w szpitalu doszło z uwagi na to, że nie otrzymał korzyści majątkowej, której się domagał.

Jednocześnie sąd uznał, że nie doszło do wyczerpania znamion gróźb bezprawnych i z tego zarzutu oczyścił oskarżonego. Chodziło tu o wątek, jakoby oskarżony groził dyrektorowi szpitala utratą pracy.

Jak powiedziała sędzia Agnieszka Warchoł, wyrok może wydawać się łagodny (minimalna kara za czyn pierwszy i kara w wymiarze złagodzonym za czyn drugi), wynika to jednak z faktu, że oskarżony nie był wcześniej karany. Sąd uznał, że z uwagi na stan majątkowy oskarżonego grzywna w wysokości 10.000 zł będzie adekwatna i skłoni skazanego do przemyślenia swojego postępowania. Sąd zobowiązał także oskarżonego do informowania sądu o przebiegu rocznego okresu próby.

Wyrok nie jest prawomocny. Przemysław Gaik w całości się z nim nie zgadza i utrzymuje, że jest niewinny. Zapowiada już złożenie apelacji i ma nadzieję, że sąd drugiej instancji "odniesie się do materiału dowodowego inaczej". Oskarżyciele posiłkowi uważają z kolei, że zasądzona kara jest za niska. Złożenie apelacji rozważą po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

 

A oto jak relacjonowaliśmy ostatnią rozprawę sądową przed ogłoszeniem wyroku:

W oczekiwaniu na wyrok

Dobiega końca głośny proces radnego powiatowego Przemysława Gaika. 7 czerwca, na ostatniej rozprawie, oskarżony złożył wyjaśnienia, po których każda ze stron wygłosiła mowy końcowe - łącznie pięć. Sędzia Sądu Rejonowego Roman Ochocki zapowiedział ogłoszenie wyroku na 21 czerwca.

Przypomnijmy, że w 2015 roku do Sądu Rejonowego w Sochaczewie wpłynął z Prokuratury Rejonowej akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi Gaikowi. Prokuratura zarzuca w nim, że Gaik domagał się korzyści finansowych za „ustawienie” przetargu na brokera ubezpieczeniowego dla Szpitala Powiatowego w Sochaczewie, a także nadużył uprawnień, by wpływać na decyzje dyrektora tego szpitala, Piotra Szenka.

Na rozprawę 7 czerwca Gaik stawił się z pismem, które odczytał w ramach złożenia wyjaśnień. Zawarta w nim linia obrony niektórym, ze zgromadzonych na sali, mogła wydawać się zaskakująca. Radny zarzuca Prokuraturze Rejonowej w Sochaczewie, kierowanej przez, jak to określił „żonę osoby, dla której dyrektor Piotr Szenk jest pracodawcą, Beatę Sobieraj-Skonieczną”, że zrobiła wszystko, żeby, przy braku dowodów, przygotować przeciwko niemu akt oskarżenia. Jako powód tych działań, Gaik przytoczył „bliżej nieokreślone korzyści ekonomiczne”.

Jako motor bezprawnych, jego zdaniem, działań prokuratury podał niechęć do jego osoby dyrektora Piotra Szenka. Poddał również w wątpliwość twierdzenia dyrektora szpitala, jakoby ten podporządkował się jego rzekomym naciskom w obawie o utratę zatrudnienia. „Przecież dyrektor Szenk jest niewątpliwie bardzo wykwalifikowanym fachowcem i bez problemu znalazłby pracę gdzieś indziej”.

Działania, które podjął względem sytuacji ubezpieczeniowej szpitala, przedstawił jako mające na celu poprawienie finansów zadłużonej placówki. Jak przekonywał, zmiana brokera pozwoliła szpitalowi zaoszczędzić ok. 50 tys. zł rocznie.

Po tym jak sąd przyjął wyjaśnienia oskarżonego, przewód sądowy został zamknięty. Mowy końcowe wygłosiło aż pięć osób: prokurator rejonowy Joanna Szymaniak w zastępstwie prowadzącego sprawę prokuratora okręgowego Przemysława Tarczyńskiego, pełnomocnicy szpitala profesor Piotr Kruszyński i adwokat Agnieszka Dębowska, adwokat Przemysława Gaika Piotr Gładki oraz sam oskarżony.

Jako pierwsza głos zabrała prokurator Joanna Szymaniak. W swojej mowie końcowej zdawkowo odniosła się do twierdzeń, jakie zawarł w swoich wyjaśnieniach Przemysław Gaik. „Nie muszę przecież przekonywać sądu, że prokuratura nie działa na zasadach, które przytaczał oskarżony. Równie wątpliwe są jego twierdzenia, że groźba pozbawienia zatrudnienia nie jest żadną groźbą, bo dyrektor szpitala jest osobą o dużych kwalifikacjach. Wiemy przecież, że, niezależnie od zajmowanego stanowiska, utrata pracy jest dużym obciążeniem psychicznym, którego ludzie starają się unikać”. Prokurator przekonywała również, że, wbrew twierdzeniom oskarżonego, zebrany materiał dowodowy jest spójny, a świadkowie, których zeznania go obciążają, jak najbardziej wiarygodni. Prokuratura zawnioskowała o wymierzenie Przemysławowi Gaikowi kary półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres próby trzech lat oraz dwóch lat zakazu pełnienia funkcji publicznych.

Reprezentujący szpital, profesor Piotr Kruszyński, przytaczając przepisy kodeksu karnego oraz zeznania kolejnych świadków, wyłożył, czemu, jego zdaniem, postępowanie oskarżonego wyczerpuje znamiona czynu karalnego. Oparł się przy tym nie tylko na zeznania świadków powołanych przez oskarżenie. „Oskarżony twierdzi, że ukonstytuował się jakiś zespół, którego spiritus movens miałby być dyrektor Piotr Szenk, a który, z niejasnych przyczyn, miałby starać się doprowadzić do zniszczenia oskarżonemu życia. Te twierdzenia są dla mnie oczywiście absurdalne, ale nawet jeśli, to czy w tej drużynie znalazłaby się pani Aneta L., blisko współpracująca z oskarżonym? A ta pani swoimi zeznaniami, być może nieopatrznie, ale również obciążyła oskarżonego. „Dyrekcja szpitala nie udzieliła nam zezwolenia na wejście na teren, więc zadzwoniłam do Przemka i Przemek załatwił, że mogliśmy wejść”. Sąd sam dociekał na jakiej zasadzie załatwił? Jakie pełnił stanowisko w szpitalu, które upoważniałoby go do takiego załatwienia?” Profesor Kruszyński wspomniał również o działaniach oskarżonego zmierzających do zatrudnienia w szpitalu pani L., której zeznania przytoczył. Zaznaczył również, że, w świetle zeznań pracownicy sekretariatu starostwa powiatowego, L. bywała często w starostwie w godzinach pracy szpitala, co prowadziło do ponoszenia przez szpital strat finansowych, jako że nie świadczyła w tym czasie pracy, za którą pobierała wynagrodzenie.

Głos zabrał adwokat oskarżonego, Piotr Gładki. Próbował przekonać Sąd, że „nie da się skazać człowieka na podstawie jednego tylko dowodu”, czy, że „przecież doprowadzenie do zatrudnienia znajomego, to nic takiego. Tak się po prostu robi”. Zaznaczył również, że Przemysław Gaik nie miał w starostwie powiatowym w Sochaczewie żadnej mocy sprawczej. Był tylko jednym z jedenastu członków koalicji, a jego głos znaczył dokładnie tyle samo, co pozostałych dziesięć.

Ostatnie słowo należało do oskarżonego, który rozwinął wątki ze złożonych tego dnia wyjaśnień. Dodatkowo, jako dowód na to, że nigdy nie groził dyrektorowi Szenkowi, przytoczył fakt, że ten nie dysponuje żadnym nagraniem z takimi groźbami. „Przecież jakby te groźby występowały przez tyle czasu, Szenk w końcu by je nagrał”. Apelował do sądu, by ten „nie pozwolił prokuraturze zniszczyć go w życiu prywatnym, po tym jak już zniszczyła go w życiu publicznym”. Przytoczył również, że dla jednego z przewlekle chorych dzieci zakupił sprzęt medyczny, o czym nie poinformował mediów, ani nie chwalił się podczas kampanii wyborczej 2014 roku. Na podważenie zeznań Wiesławy Załuskiej stwierdził, że „szefowa pielęgniarek nie obejmowała odpowiedniego stanowiska by mógł jej się zwierzać”. Dał też do zrozumienia, że sam doprowadził do objęcia przez Piotra Szenka funkcji dyrektora szpitala. Przyczyn sytuacji w której się znalazł Przemysław Gaik dopatruje w działaniach sochaczewskiego establishmentu, któremu nie podobało się, że ten zaczął zyskiwać znaczenie w mieście.

Proces Przemysława Gaika trwał przeszło rok, a 21 czerwca można spodziewać się wyroku. Mimo że prokuratura przedstawiła w jego trakcie spójny przebieg zdarzeń na poparcie zarzutu biernego łapownictwa, zeznania świadków bardzo ten wątek rozmyły. Na przykład zeznania oficera operacyjnego z Radomia, mogły nasunąć wątpliwość, czy on sam wie, w jakich okolicznościach doszło do prowokacji z udziałem świadka (chodzi o nagranie rozmowy Przemysława Gaika z brokerem ubezpieczeniowym).

Przy tym na pierwszy plan wysunął się zarzut o nadużycie uprawnień. Kluczowe były tu zeznania byłego starosty Tadeusza Korysia, który powiedział przed sądem, że gdyby utrzymanie koalicji w radzie powiatu zależało od zmiany dyrektora szpitala, musiałby poważnie zwolnienie Piotra Szenka rozważyć. Mimo że zeznał przy tym, że taka groźba nigdy nie padła, to potwierdził możliwość wpływania Przemysława Gaika na zmianę obsady stanowisk w szpitalu.

Obrona Przemysława Gaika wydawała się nieprzygotowana na taki rozwój wypadków. O ile zręcznie odpierała zarzut łapownictwa biernego, wydaje się, że zlekceważyła drugą część aktu oskarżenia. W tym wątku pojawiły się wyraźne niespójności. Nawet na ostatniej rozprawie adwokat Gaika przekonywał, że ten nie miał żadnej mocy sprawczej w starostwie, po czym oskarżony dał do zrozumienia, że sam przyjmował Piotra Szenka na stanowisko dyrektora. Trudno też zrozumieć, czemu miał służyć argument o zakupieniu choremu chłopcu sprzętu medycznego bez najmniejszego rozgłosu. Dlatego spytaliśmy u źródła. Mama chłopca twierdzi, że nie otrzymała takiego prezentu od Przemysława Gaika, z którym nawet nigdy się nie spotkała. Wspomniana w tekście była pracownica szpitala Aneta L. dała jej natomiast w prezencie ciśnieniomierz. Pani L. pożyczyła jej też używany rower stacjonarny do ćwiczeń, który obecnie czeka na odbiór.

Sebastian Stępień
sebastian.stepien@sochaczew.pl

A A A
22-06-2016
godz.08:27
 


nadchodzące wydarzenia

piątek, 24.09.2021 r. 3345524 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy