Sochaczew Sochaczew Sochaczew
Zyta Rybowicz "Sochaczewianką Roku"!

Zyta Rybowicz – szefowa sochaczewskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt AZOREK, wielka miłośniczka zwierząt, obrończyni ich praw i godności, została laureatką plebiscytu „Sochaczewianin Roku 2011”. To na nią czytelnicy tygodnika Ziemia Sochaczewska oddali najwięcej głosów. 11 kwietnia wieczorem w hotelu Chopin zakończyła się gala podsumowująca czternastą edycję konkursu.

 

Zyta Rybowicz od siedmiu lat kieruje miejskim schroniskiem dla zwierząt „Azorek” w Kożuszkach Parceli. Jednak nie jest zwykłym kierownikiem, gdyż swoim podopiecznym poświęca cały swój czas i wiele serca. Najgorsze, jak mówi, są dla niej urlopy, gdy musi na jakiś czas opuścić swoich czworonożnych przyjaciół. „Trzy tygodnie bez psów to dla mnie klęska” – twierdzi. Cały czas wtedy o nich myśli – jak się zachowują, czy nie chorują, czy się ucieszą gdy wróci…

Pani Zyta o swoich ukochanych pieskach mogłaby rozmawiać godzinami. O ich przyzwyczajeniach, zdolnościach, psikusach. Opowiada, że praca w schronisku to takie zajęcie, które trzeba kochać i dawać uczucie tym porzuconym zwierzętom. Każdego pogłaskać, przytulić. Szkoda jej się z nimi rozstawać, choć usilnie cały czas walczy o nowe domy dla swoich podopiecznych. Służą temu prezentacje psów i kotów w prasie lub zdjęcia umieszczane w Internecie. To przynosi efekty. Przez ostatnie trzy lata pani Zyta znalazła nowych właścicieli dla ok. 430 psów. A mimo tego schronisko ciągle pęka w szwach. W jednym kojcu często mieszka po dwoje lub troje zwierząt.

Jest też zasada kontrolowanych wizyt w domach, gdzie trafiły psy. I tam najczęściej zastają je szczęśliwe, wręcz rozpieszczane. Jednak poznają swoich przyjaciół i bardzo cieszą się ze spotkania. Jeden z adoptowanych psów kiedyś sam wrócił do schroniska, ale gdy przyjechał po niego pan, bardzo się ucieszył. „Widocznie przyszedł podziękować nam za nowy dom” – mówi Zyta Rybowicz. Zwierzęta w „Azorku” to, jak twierdzi, jaj dzieci stara się więc tworzyć im domową atmosferę. Mają nawet wigilie. Do każdej budy przybija się małą choineczkę, a do garnka sypie pokruszone opłatki dla zwierząt. Można takie dostać w wiejskich parafiach, bo niektórzy gospodarze łamią się nimi ze swym dobytkiem. Są podobne do naszych, tylko różowe. „Wierzę, że nasze zwierzęta też mówią – przekonuje pani Zyta. – Tylko my tego nie słyszymy, choć bardzo chcielibyśmy usłyszeń czego jeszcze potrzebują”.

(pab)

A A A
12-04-2012
godz.13:23
 


nadchodzące wydarzenia

niedziela, 28.11.2021 r. 3407045 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms    
wypisz się
polecamy