Biskup na barce
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Kiedy 25 lutego Stolica Apostolska opublikowała decyzję Papieża Franciszka o powołaniu trzech nowych biskupów w Brazylii, katolicy z naszego miasta z radością przyjęli wiadomość, że wśród nominowanych jest sochaczewianin. Biskup spotkał się z mieszkańcami podczas Mszy św. w niedzielę 6 września. Z ojcem Januszem Daneckim rozmawia Sebastian Stępień.

Nie łatwo było o kontakt z księdzem biskupem. Korespondowałem z diecezją Campo Grande, gdzie objął biskup posługę, ale dowiedziałem się, że ojciec przemierza bagna i bezdroża Amazonii.
(Śmiech) Tak się złożyło, że kiedy otrzymałem informację o nominacji, nie było brata, z którym wspólnie prowadziliśmy parafię, a do Campo Grande musiałem udać się bezzwłocznie. Podróż zajmuje kilka tygodni, na małej barce rzekami gęsto przecinającymi Amazonię. Kiedy na miejscu załatwiłem najważniejsze, niecierpiące zwłoki sprawy, musiałem wrócić na barkę i udać się z powrotem do Juruá, na miejscu przekazać parafię i znów wrócić do Campo Grande. Pierwsze miesiące nowej posługi spędziłem więc na barce (śmiech).

Podziwiam księdza biskupa przede wszystkim za potrzebę niesienia wiary w tak niegościnne rejony świata. Rozmawiałem ostatnio z księdzem prałatem Ludwikiem Jóźwikiem, który swego czasu również udał się na misję do Brazylii, jednak szybko wrócił, nie zniósł warunków sanitarnych. Skąd w ojcu taka potrzeba misyjna?
Misje organizuje zakon. Po beatyfikacji Maksymiliana Kolbe, jako votum wdzięczności mój zakon założył misję w Santanie w Brazylii. Ta misja szybko urosła i właśnie pierwszy misjonarz  który ją zakładał, sam udał się do głębokiej Amazonii. To on miał taką głęboką potrzebę misyjną, że poprosił Ojca Świętego o pozwolenie założenia tam kolejnej placówki. Zgodę otrzymał i zaczął, z pomocą miejscowej ludności, wszystko budować praktycznie od zera. A ja pojechałem tam, żeby mu pomóc. I zdarzyła się taka historia, że w trzy dni po tym jak tam dojechałem, on poważnie zachorował. Trzeba go było przetransportować do Manaus, gdzie, jak się okazało, musiał na pewien czas zostać dla podreperowania zdrowia. Z konieczności musiałem zostać proboszczem założonej w Juruá parafii, więc nawet gdybym chciał, nie wypadałoby się wycofać. Potem dostałem do pomocy jeszcze dwóch współbraci. Dziś parafia jest ogromna, ma 19 tys. km kwadratowych powierzchni, z tym, że jedyną dostępną drogą jest rzeka Juruá, dopływ Amazonki, a po całym terenie rozsiane są niewielkie osiedla ludzkie.

Jakie istnieją różnice, wynikające z uwarunkowań kulturowych, w obrządku u nas i tym w Brazylii?
Kiedy dotarliśmy do Amazonii, znajdował się tam kościół, który stał już 100 lat. Z tym, że nie istniały żadne struktury. Fenomen polega na tym, że ludzie, którzy tam mieszkali, sami prowadzili nabożeństwa. Liturgia Słowa Bożego i pobożność były wśród nich bardzo popularne. Mimo braku struktur, ci ludzie przyjmowali i udzielali chrztu – uważali się za ochrzczonych. Istniała też tradycja odpustu. Odbywa się nowenna, przez dziewięć dni trwają modlitwy. Całość połączona jest z kiermaszem. Ci ludzie przez długi czas sami to wszystko organizowali, a ich życie spontanicznie skupia się wokół Boga. Tradycje te przekazywali im ich ojcowie i dziadkowie już przed tym, jak pojawiliśmy się tam, żeby nieść im posługę.

Warunki na południu Brazylii są pewnie bardzo skromne.
Amazonia przeżywała tak zwany „bum kauczukowy”. Kiedy pojawiło się zapotrzebowanie na ten surowiec, w głębokiej dżungli, w ogromnym tempie, wyrastały nowe osiedla, a nawet miasta. „Bum kauczukowy” trwał od końca XIX wieku do lat 50. wieku XX. Miasto Manaus została zbudowane od zera na kształt bogatych miast europejskich. Osiedla ludzkie w Amazonii kwitły. Jednak w latach 50. Anglicy wykradli sadzonki drzew kauczukowych i z powodzeniem rozpoczęli uprawę w Tajlandii. Dziś to Tajlandia jest największym eksporterem kauczuku. Ludzie, którzy żyli w Juruá, którzy pracowali przy tych uprawach kauczuku, otrzymywali za swoją pracę pieniądze tak skromne, że wystarczały im tylko na bieżące utrzymanie. To była właściwie praca za żywność. Dlatego nie mogli wyjechać, a kiedy czas, na którym wzbogacili się jedynie właściciele plantacji, przeminął, musieli zostać. Dziś tereny, na których mieszkają objęte są rezerwatem przyrody, dla ochrony unikalnego ekosystemu Amazonii. Uprawy żywności prowadzone są na zasadzie kompromisu. Wycinka drzew pod tereny uprawne jest ściśle kontrolowana. Upraw może być tylko tyle, żeby zapewnić wyżywienie dla miejscowych. Ale warunki i tak się poprawiają. Kiedy przyjechałem pierwszy raz do Juruá, elektryczność działała tylko dwie godziny w ciągu doby. Teraz na coraz większym obszarze dostawy prądu są regularne.

Na misji odczuwa ksiądz biskup nostalgię za Sochaczewem?
Kiedy jest dużo pracy, aż tak bardzo się jej nie odczuwa, jest za to szczególnie silna w takich momentach, których tam nie ma, jak polska wigilia. Tu z pomocą przychodzi nowoczesna technika, która daje możliwość połączenia się z rodziną po łączach internetowych. Sygnał pojawił się, ponieważ miejscowi wybudowali wieżę transmisyjną z elementów rusztowań budowlanych. Na takiej prowizorycznej konstrukcji firma zamontowała nadajnik.

Od ostatniej wizyty księdza biskupa w naszym mieście minęło 25 lat. Jak bardzo zmieniły się przez ten czas rodzinne strony?
Różnica jest ogromna. Nie spodziewałem się, że powstały tak doskonałe, nowe odcinki dróg. Zresztą widzę, że prace są ciągle prowadzone. Miasto ma taką nową twarz, radośniejszą. Wiele osób, żyjących tu na stałe, może tego nie widzieć i nie rozumieć, ale zmiana nastąpiła ogromna, na lepsze. Zresztą cała Polska ma nową twarz, mimo że problemów nie brakuje. Zniknęły cukrownie, zakłady przemysłowe, obawiam się, że niedługo stracimy też koleje państwowe. To są pułapki  rzeczywistości, która niesie ze sobą nowe możliwości, ale też niebezpieczeństwa. To samo dzieje się niestety we wszystkich krajach tego regionu Europy. Trzeba jednak patrzeć na pozytywy. Ogromny światowy kryzys końca poprzedniego dziesięciolecia Polsce udało się przejść, w przeciwieństwie do takich potęg, jak choćby USA, obronną ręką. Nie zapominajmy jednak o zagrożeniach. W chwili obecnej sytuacja ekonomiczna i społeczna jest bardzo zbliżona do tej w Brazylii. Brazylia jest jednak o tyle krok przed Polską, że tam nastąpiło już oczyszczenie. Ujawnienie win i przymiarki do naprawienia sytuacji. Pani prezydent najpewniej niedługo zrezygnuje. Duża w tym zasługa sędziów, którzy mieli odwagę rozpocząć procesy ludzi najściślej związanych z władzami państwa. Kilkadziesiąt takich osób jest w tej chwili aresztowanych z zarzutami korupcyjnymi. Jak się okazało, im nawet nie chodziło o interes ich partii. Wszystko wskazuje na to, że przez lata przywłaszczali sobie pieniądze, które należały do brazylijskiego społeczeństwa. Polska też potrzebuje takiego oczyszczenia.

Pojawiają się głosy, które mówią o rozłamie między Kościołem Katolickim w Polsce, a nauczaniem Stolicy Apostolskiej. Czy ksiądz biskup, patrząc z zewnątrz, zauważył takie zjawisko.
Uważnie śledzę doniesienia z kraju i jeśli zauważyłem jakiś rozłam, to rozłam właśnie w środowiskach dziennikarskich. Pojawiły się dwa, bardzo odmienne, oglądy na te same sytuacje. Pewne media chętnie by pewnie widziały taki rozłam w Kościele, ale tego rozłamu nie ma. Kościół polski jest na pewno inny, niż Kościół watykański, ale to powodują uwarunkowania historyczne. Tak samo Kościół brazylijski różni się od watykańskiego i polskiego, a mimo to, misjonarze, którzy wyjeżdżają z Polski do Brazylii z powodzeniem pełnią swoją posługę w oparciu o te same, uniwersalne wartości i wiarę w jednego Boga. Jeśli chodzi o Kościół w Polsce, jego kształt w dużej mierze wynika z czasów przed Solidarnością, kiedy osoby świeckie miały ograniczone możliwości uczestniczenia w życiu Kościoła. Potem długo tłumiony przez władze entuzjazm wybuchł i stąd teraz takie bliskie związki między świecką stroną państwa, a Kościołem.

Przed księdzem biskupem spotkanie z Ojcem Świętym, z tego co wiem, już jutro. Czy przed takim wydarzeniem dominującym uczuciem jest trema, czy radość?
Na pewno jest pewna trema. Papież to jednak najwyższy przedstawiciel Boga na ziemi. Ale dominuje radość. Bywałem już na audiencjach u Ojca Świętego, do tej pory zawsze w dużej grupie ludzi. To będzie pierwsze tak bezpośrednie spotkanie i bardzo się na nie cieszę. Przede wszystkim będę miał okazję, żeby podziękować za złożoną we mnie ufność, że podołam tej posłudze.

Ciężko będzie znów opuścić rodzinne strony?
Jestem wdzięczny za te chwile, które mogłem tu spędzić. Przydałem się mojej rodzinie, bo udało mi się podczas tej wizyty nawet udzielić kilku chrztów (śmiech).

Chrzest udzielony przez biskupa jest pewnie odbierany jako duża nobilitacja.
Dla mnie, to przede wszystkim posługa. Zostałem księdzem żeby służyć.

A A A
18-09-2015
godz.09:43
 


nadchodzące wydarzenia

środa, 03.06.2020 r. 2858765 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy