Drób i trzoda pod obserwacją

Podczas gdy cały świat zajmuje się śmiertelnym koronawirusem, troską Polski lokalnej pozostaje ptasia grypa oraz Afrykański Pomór Świń. Co prawda ludziom nie grozi niebezpieczeństwo zarażenia, ale inspekcje weterynaryjne prowadzą codzienne kontrole, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wirusów. Obowiązuje ścisły reżim sanitarny.

Do naszej redakcji dotarł apel Powiatowego Lekarza Weterynarii skierowany do hodowców drobiu, w którym czytamy o bezwzględnym obowiązku zachowania zakazów i nakazów wynikających z obecności ptasiej grypy.


Grypa ptaków nas oszczędza
Dobra wiadomość jest taka, że obecny wirus atakujący drób hodowlany - H5N8 (w przeciwieństwie do poprzedniego - H5N1, który kilka lat temu zagrażał ludziom), jest dla nas nieszkodliwy. Nie zarazimy się nim nawet jedząc zakażone mięso.
Powiatowy Lekarz Weterynarii w Sochaczewie, Anna Świętochowska-Binienda mówi, że główny ciężar zapobiegania ptasiej grypie spoczywa na hodowcach drobiu. Nie ma bowiem lekarstwa na wirusa H5N8. Jeżeli zachoruje choćby jedna kura, wybić trzeba całe stado. A w powiecie sochaczewskim mamy kilka ogromnych ferm, liczących od 10 do 30 tys. ptaków. Są to zarówno brojlery, a więc kurczaki hodowane na mięso, jak i nioski, które dostarczają na rynek jaja. Jedno mniejsze gospodarstwo zajmuje się hodowlą gęsi.
- Szczegółowo kontrolujemy wszystkie hodowle, także te małe, przyzagrodowe, w których zazwyczaj znajduje się 20 - 30 kur, ale wiadomo, że poważniejsze zagrożenie stwarzają wielkie fermy, bo, w przypadku zarażenia, straty dla hodowców będą ogromne. Poza tym pojawienie się choroby w jednym stadzie może spowodować przeniesienie się jej na inne hodowle - mówi Anna Świętochowska-Binienda.
Dlatego Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi zarządzeniem z 2017 r. wprowadziło restrykcyjne zasady obowiązujące hodowców drobiu. W takich gospodarstwach muszą być stosowane m.in. maty dezynfekcyjne, specjalne kombinezony dla obsługi, ścisły rejestr padłych ptaków. Istotnym elementem jest odseparowanie drobiu od dzikiego ptactwa, zwłaszcza wodnego. Dzikie kaczki, gęsi, łabędzie są głównym sprawcą zachorowań na grypę N5H8. Dlatego zarówno karma, jak i woda dla ptaków hodowlanych musi się znajdować w zadaszonym pomieszczeniu, a drób w zamkniętych pomieszczeniach lub wolierach bez dostępu do zbiorników wodnych. Wiele osób pyta, co z wszędobylskimi gołębiami? Okazuje się, że są one oporne na obecną mutację wirusa ptasiej grypy, a więc nie stanowią zagrożenia dla ludzi.
Stosowanie restrykcyjnych środków ostrożności procentuje. Podczas gdy w kraju pojawiło się już 17 ognisk zakaźnych i należało zlikwidować wielotysięczne stada, w naszym powiecie i województwie nie miał miejsca ani jeden taki przypadek.

Czerwona strefa i ASF
Dużo większe problemy stwarza ASF, czyli Afrykański Pomór Świń. Nasz region, wraz z powiatem sochaczewskim, decyzją Komisji Europejskiej został objęty czerwoną strefą. Powód - liczne ubiegłoroczne przypadki zachorowań dzików oraz ognisko zakaźne w Czerwińsku nad Wisłą, gdzie od pomoru padło kilkaset świń. Czerwińsk od naszego powiatu dzieli jedynie Wisła, nic więc dziwnego, że podjęto szczególne środki ostrożności wymagane czerwoną strefą. Tym bardziej, że kilkutysięczne hodowle znajdują się na terenie gmin: Rybno, Sochaczew, Teresin.
Teraz mieszkańcy wsi nie mogą "uchować sobie jednej świnki na własne potrzeby". Jak powiedziała nam szefowa sochaczewskiej weterynarii, oprócz rejestracji każdej sztuki trzody chlewnej, kolczykowania, zabezpieczenia paszy, dezynfekcji na każdym kroku, obowiązku oddzielenia świń od reszty zwierząt gospodarskich, nie wolno sprzedać, czy oddać do rzeźni żadnej sztuki trzody bez zgody lekarza weterynarii. To duży kłopot dla rolników, więc wielu z nich rezygnuje z hodowli świń.
Duże niebezpieczeństwo w przypadku ASF stwarza bliskość Puszczy Kampinoskiej i obecność w niej ogromnej populacji dzików. Największy problem wystąpił w ubiegłym roku między styczniem a sierpniem, kiedy to odnotowano 127 padłych dzików, u których stwierdzono wirusa ASF. Jedynie pojedyncze przypadki stwierdzono natomiast u 600 zwierząt zabitych w wyniku planowych i sanitarnych odstrzałów.
- Każde zgłoszenie martwego dzika lub świni wymaga bezwzględnej obecności pracowników weterynarii. Czy to jest dzień, czy noc, niedziela czy święto, lekarz musi zjawić się na miejscu, pobrać próbki do badań, opisać konkretny przypadek i przesłać wycinki do laboratorium. Na terenie naszego województwa nie ma zakładu, który prowadzi badania w kierunku ASF, najbliższy znajduje się w Zduńskiej Woli i tam specjalnym transportem medycznym docierają próbki. Jeśli wynik jest dodatni, wycinki trafiają jeszcze do centralnego ośrodka badań do Puław, gdzie są ponownie sprawdzane - opowiada Anna Świętochowska-Binienda i dodaje, że do wyjazdów związanych z Afrykańskim Pomorem Świń używany jest oddzielny samochód służbowy.
Inspekcja weterynaryjna w Sochaczewie przeprowadziła 1100 kontroli. W dużej mierze reżimowi sanitarnemu zawdzięczamy fakt, że od 17 sierpnia 2019 r. nie zanotowano na naszym terenie żadnego przypadku martwego dzika z ASF i  brak ognisk zakaźnych w hodowlach trzody. Mimo to czerwona strefa będzie u nas obowiązywać jeszcze przez najbliższe 2-3 lata.
Do tych uspokajających informacji warto dodać jeszcze tę, że ASF nie atakuje żadnych innych zwierząt ani ludzi.

A A A
11-02-2020
godz.13:42
 


nadchodzące wydarzenia

poniedziałek, 17.02.2020 r. 2738707 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy