Szukamy nowego operatora

30 kwietnia kończy się dwuletnia umowa z firmą Partner, a to oznacza, że ratusz musi wyłonić nowego operatora, który zadba o właściwy odbiór śmieci, ich transport oraz utylizację odpadów nienadających się do powtórnego przetworzenia. Nowa umowa ma być zawarta na czternaście miesięcy i obejmować okres od 1 maja 2020 do 30 czerwca 2021 roku.

Gdy 1 lipca 2013 roku ustawowo zobowiązano samorządy do przejęcia odpowiedzialności za gospodarkę odpadami komunalnymi, założenia były idealistyczne. Wszyscy mieszkańcy mieli uczciwie podać w deklaracji, ile osób zamieszkuje pod danym adresem, a potem uczciwie płacić. System miał się bilansować, a konkurencja na rynku dążyć do obniżenia, a nie podwyższania cen. Tak miało być, tymczasem rzeczywistość trzeszczy.

Bez konkurencji

Założeniem reformy było samofinansowanie gospodarki odpadami, tj. wpłaty od mieszkańców miały pokrywać koszty. Niemal od razu okazało się, że to marzenie, bo gminy muszą do systemu dokładać. Miała być konkurencja pomiędzy firmami, a duże, wielomilionowe kontrakty zapewniać im spokojny rozwój. I tu założenia nie pokrywają się z faktami. Firmy niemal natychmiast podzieliły się rynkiem i zaczęły dyktować ceny. O ile w pierwszych przetargach organizowanych w 2013 i 2014 roku o kontrakt biło się kilka podmiotów, teraz normą jest jedna oferta. To powszechne zjawisko w całym kraju, nie tylko na naszym lokalnym rynku. Gminy zszokowane stawkami, jakich życzą sobie przedsiębiorstwa śmieciowe, unieważniają postępowania, ale do kolejnych znowu przystępuje tylko jedna, ta sama firma. Potentaci na rynku wiedzą, że remont drogi czy ocieplenie przedszkola można odłożyć, ale śmieci ktoś zabrać musi.

Ucieczka z systemu

Coraz więcej osób ucieka z systemu i albo wcale nie składa deklaracji śmieciowej, albo składa deklarację korygującą wykreślając z niej domowników pod pozorem np. wyjazdu na studia lub do pracy za granicę. Ustawodawca założył, że każdy mieszkaniec – podpisując się na deklaracji, że dane w niej zawarte są zgodne z prawdą – zrobi to uczciwie. A tak nie jest, bo od kilku do kilkunastu procent mieszkańców produkuje śmieci i za ich odbiór, transport oraz utylizację nie płaci wcale.

- Rosnące stawki śmieciowe niestety mogą pogłębić to zjawisko. Im drożej, tym większa pokusa, by uciec z systemu. I niestety gminy, mimo podejmowanych działań, nie mają skutecznych narzędzi, by walczyć z tym zjawiskiem – mówi z-ca burmistrza Dariusz Dobrowolski.

W gminach skok o kilkaset procent

Z jakimi problemami borykają się polskie samorządy, widać jak na dłoni w naszym powiecie. Kilka miesięcy temu w Młodzieszynie opłaty wzrosły o 100 procent, z 10 do 20 zł od osoby miesięcznie. Radni gminy, zaskoczeni wynikiem przetargu, wystosowali apel do władz centralnych i marszałka Struzika o pilne zmiany prawa i rozwiązanie problemów dotyczących całego polskiego systemu śmieciowego. Podobny apel przyjęła rada gminy Sochaczew.

Nowej firmy do prowadzenia gospodarki śmieciowej poszukiwała gmina Teresin. Przetarg ogłosiła pod koniec lipca 2019 r., na początek września wyznaczyła termin składania ofert i całe postępowanie unieważniła, gdy okazało się, że wpłynęła tylko jedna oferta, a firma za wypełnienie zlecenia zażądała 5,1 mln zł, tymczasem gmina miała na ten cel zabezpieczone 1,5 mln. Ponad trzy razy mniej! A warto przypomnieć, że jeszcze wiosną 2019 roku za śmieci segregowane mieszkańcy Teresina płacili 9 zł miesięcznie, od sierpnia już 17 zł, zatem gdyby przyjąć stawki, jakie we wrześniu na stole położył oferent, opłata powinna wzrosnąć do 38 zł. Ale spodziewany skok cen i to w niedalekiej przyszłości, to nie jedyny problem tej gminy. W 2018 roku mieszkańcy zapłacili za zgodne z prawem zagospodarowanie ich śmieci 1,19 mln, tymczasem koszty wyniosły 1,55 mln. System się nie bilansuje, a to oznacza, że brakująca kwota (ponad 360 tys.  zł) musiała zostać pokryta z gminnego budżetu.

10 procent poza systemem

W gminie Nowa Sucha na koniec 2018 roku zamieszkiwało 6,6 tys. osób, natomiast według danych z deklaracji śmieciowych – 6,1 tys., czyli o 10 procent mniej. W raporcie o stanie gminy wójt zwrócił na to uwagę, podobnie jak na jeszcze jeden element - problem z uzyskaniem wpłat od wszystkich mieszkańców gminy. Ich zaległości sięgnęły wówczas 117 tys. zł.

W Brochowie mieszkańcy przez dłuższy czas cieszyli się z atrakcyjnych stawek: 9,90 zł za odpady segregowane i 19 zł za niesegregowane. Po ostatnim przetargu opłaty skoczyły o sto procent. Na koniec 2018 roku w gminie zameldowanych było 4,3 tys. osób, a systemem objęto 4 tys. To oznacza, że także w tej gminie co dziesiąty mieszkaniec nie ma kosza i nie płaci za śmieci. W 2018 roku koszty obsługi systemu wyniosły 629 tys. zł, wpływy 454 tys. zł, zatem z budżetu trzeba było dorzucić aż 175 tys. zł.

W gminie Sochaczew systemem   gospodarowania odpadami komunalnymi objętych zostało 10,2 tys. mieszkańców. W 2018 roku do kasy gminy powinni oni wpłacić 1,4 mln zł, wpłynęło zaś 1,3 mln, przy czym część tych pieniędzy to zaległości z poprzednich lat. Łącznie na koniec 2018 roku mieszkańcy byli winni gminie ok. 470 tys. zł. Do dłużników wysłano ponad tysiąc upomnień, a kilkunastu najbardziej opornych otrzymało tytuły wykonawcze. Gmina nie kryje, że prowadzi postępowania egzekucyjne rozpoczęte już w latach 2016–2017.

Z podobnymi problemami na co dzień boryka się miasto, gdzie jeszcze trudniej zweryfikować np. prawdziwość danych z deklaracji.

- Sprawdzamy liczbę mieszkańców w systemie meldunkowym, a także na etapie wydawania kart mieszkańca. Regularnie prosimy o skorygowanie deklaracji, bo w rodzinie pojawiło się dziecko, a pod danym adresem nadal zamieszkuje tylko mama i tata. Do spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot możemy jedynie apelować, by sprawdzały faktyczną liczbę mieszkańców i składały nam deklaracje korygujące – mówi naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska UM Agnieszka Tomaszewska.

Miasto też dopłaciło

W Sochaczewie zmiana cen nastąpiła w połowie ubiegłego roku, a dokonano jej po wielomiesięcznych negocjacjach prowadzonych z firmą Partner, rozpoczętych w chwili, gdy operator zagroził zejściem z rynku, jeśli miasto nie podniesie mu wynagrodzenia. Od sierpnia to 19 zł od osoby.

- Byłyby 24 złote, gdyby nie dopłata z budżetu. Na wniosek burmistrza radni zgodzili się na rok zawiesić program „Drogi zamiast błota” i odłożone na ten cel pieniądze, czyli prawie pół miliona, przeznaczyli na zniwelowanie skutków podwyżki – przypomina wiceburmistrz.

Łącznie do systemu dołożono ponad milion, bo nowe stawki weszły w życie w wakacje, a ugoda z firmą Partner obowiązuje od 1 kwietnia 2019 roku. Od tego dnia co miesiąc ratusz przelewa na jej konto nie 420, ale 630 tysięcy zł.

Segregowanie obowiązkowe dla wszystkich

W   Polsce   obowiązkowo musimy segregować odpady i Sochaczew właśnie przygotowuje się do wprowadzenia systemu dzielenia  odpadów na pięć frakcji: bioodpady, plastik i metal, papier, szkło, odpady zmieszane. Ma on zacząć obowiązywać od chwili wyłonienia nowego operatora, czyli najprawdopodobniej od maja 2020 roku.

Nacisk na dzielenie odpadów na nadające się do ponownego przetworzenia i zmieszane jest tak duży, że sejm postanowił skończyć z deklaracjami o niesegregowaniu. Nowe przepisy ustawy o utrzymaniu czystości i porządku mówią, że wszyscy będą traktowani jako segregujący odpady i nie będzie możliwości deklarowania przez właścicieli nieruchomości, że nie segregują śmieci. Zatem od maja br. każdy sochaczewianin będzie musiał dzielić śmieci na pięć frakcji. Jeśli tego nie robi, a firma odbierająca odpady stwierdzi, że posegregowano je niewłaściwie, ratusz będzie musiał takiej rodzinie czy wspólnocie mieszkaniowej naliczyć podwyższoną opłatę. Stanowi ona dwukrotność stawki podstawowej. Jeśli dziś stawka podstawowa w Sochaczewie to 19 zł, podwyższona wyniesie 38 zł/osoby.

- Oczywiście każdy przypadek będzie analizowany indywidualnie. To dla polskich rodzin wielka zmiana i potrzeba nam nieco czasu na naukę, na wdrożenie systemu, wypracowanie mechanizmów kontroli. Nikomu nie zależy na karaniu, ale przede wszystkim na edukacji, sprawnym i spokojnym wprowadzeniu obowiązku nałożonego przez ustawodawcę na wszystkich, którzy produkują odpady, czyli każdego z nas – podsumowuje Dariusz Dobrowolski.

Odbiór odpadów drożeje bo…

Wpływ na to ma nie tylko rosnąca cena prądu czy wyższa płaca minimalna, ale też obowiązki wynikające z nowych przepisów choćby o wydzielaniu dodatkowej frakcji – bioodpadów. To oznacza nowe pojemniki lub worki na odpadki takie jak obierki, resztki jedzenia, gałęzie, skoszona trawa, liście, kwiaty. Ten koszt firmy wrzucają w oferty przetargowe.

Od kilku lat gwałtownie rosną koszty składowania odpadów przyjmowanych przez instalacje komunalne. W 2016 i 2017 roku opłata środowiskowa wynosiła 74 zł od jednej tony odpadów przekraczających bramę instalacji, a obecnie to już 295 zł. Ten swego rodzaju podatek za korzystanie ze środowiska rośnie, bo Polska musi wypełnić zapisy dyrektyw unijnych o poziomie odzysku. W ubiegłym roku musieliśmy poddać recyklingowi 40 proc. śmieci, w 2020 to już 50 proc.

Każdy z nas ma wpływ na ostateczną cenę śmieci, bo główny koszt systemu to odpady zmieszane trafiające do Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych. Im więcej wysegregujemy, tym mniej firma zapłaci za składowanie niewysegregowanych odpadów. Podwyżki można zminimalizować znacznie ograniczając ilość śmieci zmieszanych trafiających do koszy.

 

A A A
28-01-2020
godz.08:31
 


nadchodzące wydarzenia

poniedziałek, 17.02.2020 r. 2738800 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy