Wrzesień 1939 r. na terenie Sochaczewa i gminy Sochaczew - cz. VI

Nieżyjący już Leszek Nawrocki, kustosz Muzeum Ziemi Sochaczewskiej i Pola Bitwy nad Bzurą, autor publikacji historycznych, przez lata pracy zgromadził wiele wojennych wspomnień świadków września 1939 r., a wśród nich uczestników Bitwy nad Bzurą. Dzięki nim udało mu się stworzyć spójny obraz początku wojny na naszym terenie. Oto, jak wyglądał pamiętny wrzesień dzień po dniu.

6 września

W grudniu 1928 r. rozpoczęła produkcję Fabryka Przędzy i Tkanin Sztucznych „Chodaków”. W 1938 r. w fabryce wyprodukowano 1829 ton przędzy wiskozowej. Na dzień 31 maja 1939 r. zakład zatrudniał 2145 osób. W ciągu kilku lat obok fabryki powstała osada. Wytyczono nowe ulice, place, zieleńce, zbudowano wiele domów mieszkalnych. Powstały także obiekty socjalne: łaźnia fabryczna i ambulatorium. Zbudowano stadion sportowy, przystań nad Bzurą i szkołę. Powstało kilka sklepów i zakładów rzemieślniczych.

6 września po południu miał miejsce pierwszy nalot Luftwaffe na Chodaków. Ostrzelano m.in. elektrownię fabryki, dziurawiąc jak sito jej szklany dach. Bomby, które spadły na teren zakładu nie uszkodziły znajdujących się tam budynków. Dwie bomby nie wybuchły, tkwiąc w ziemi na skrzyżowaniu dróg przy oddziale przygotowalni, co spowodowało, że jej pracownicy opuścili swoje stanowiska pracy. Jedna z bomb wybuchła koło budynku przy obecnej ul. Chopina 104, zabijając 3 osoby. Nasilenie nalotów w następnych dniach i ucieczka ludności przed zbliżającym się frontem, doprowadziły w końcu do unieruchomienia zakładu (20) .

To tragiczne w skutkach bombardowanie Chodakowa również opisał w swych wspomnieniach Ireneusz Panfil: „… Kolejka wąskotorowa o godz. 13.10 (dzień słoneczny i ciepły) przywozi ludzi z Sochaczewa. W tym czasie nadlatują niemieckie samoloty. Ostrzeliwują zakład z karabinów maszynowych i rzucają bomby. Do naszego domu wpada nauczycielka, pani Miłkowa, która przyjechała z Sochaczewa. Najpierw dwie detonacje bomb lotniczych. Od wstrząsu kreda z sufitu sypie nam się na głowy, szyby w oknie brzęczą, drzwi same się otwierają. Pani Miłkowa klęcząc, modli się na głos. Mnie i siostrę Annę oblatuje strach, że za chwilę będzie po nas. W czasie eksplozji ponownie ogromny wstrząs wyrywa nam klamkę, za którą obydwoje trzymamy drzwi. Mimo woli wypadam otwierającymi się drzwiami na podwórko, nade mną samolot i strzały z karabinu maszynowego. Szybko wracam do środka. Wreszcie odwołanie alarmu, wywożą jakiegoś ciężko rannego mężczyznę, który nie zdążył do schronu. (…) Następny nalot na Chodaków rozpoczyna się w godzinach popołudniowych. Słyszymy silny wybuch. To na ulicy Chopina 104 bomba zabiła 5 osób, które schroniły się koło domu pod krzakiem bzu. Następny silny warkot i, szczęście od Boga, bomba spada 5 m od naszej piwnicy. Eksplodowała w murowanym śmietniku. Wstrząs był taki, że podłoga w piwnicy się zatrzęsła, a ja upadłem na kolana” (21) .


(20) K. Zwoliński, op. cit., s. 27, 39, 43, 49, 62.

(21) Wrzesień 1939…, (w:) „Ziemia Sochaczewska”, nr 16 (1129) z dn. 23.04.2013.

 

A A A
06-09-2019
godz.17:49
 


nadchodzące wydarzenia

poniedziałek, 16.09.2019 r. 2589620 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy