Nasze drzwi są otwarte…

W boksach mieszkają maksymalnie dwa psy. W każdym boksie miska z wodą, z karmą, buda, koc. Wszędzie czysto, nie czuć charakterystycznego dla takich miejsc zapachu. Wokół zieleń, cisza, bo schronisko leży na terenie parku przyrodniczo-krajobrazowego jaru rzeki Brześnicy. To tu od 1 września mają trafiać bezdomne psy wyłapywane na terenie Sochaczewa.
W ub. roku gmina Sochaczew, na terenie której znajduje się Azorek, zmieniła plan zagospodarowania przestrzennego dla działek zajmowanych przez miejskie schronisko, a zapisano w nim wprost, że Azorek ma zaprzestać działalności do 31 sierpnia br. Na nic zdało się poszukiwanie nowej lokalizacji w mieście, na terenie ościennych gmin, czy w zasobach gruntów należących do skarbu państwa. Nie ma w powiecie działki, która spełniałaby podstawowe warunki – miała minimum 2,5 tys. m2, leżała z dala od zabudowań i miała plan zagospodarowania przestrzennego dopuszczający na niej działalność schroniska.

Wygaszanie Azorka
W tej sytuacji miasto nie miało wyjścia, podjęło decyzję o powolnym wygaszaniu Azorka i zaczęło szukać dla psów wyłapywanych na terenie Sochaczewa po 1 września nowego, a przede wszystkim sprawdzonego domu. Przetarg na transport, leczenie, czipowanie i opiekowanie się bezdomnymi psami wygrało schronisko w Płocku prowadzone przez spółkę SUEZ Płocka Gospodarka Komunalna. To ono po wakacjach zadba o bezpieczne odławianie zwierząt i każdego dnia o pełną miskę karmy.
- Deklarowaliśmy od początku, że żaden pies nie trafi w niepewne ręce, więc gdy SUEZ wygrał przetarg, już kilka razy nasi pracownicy wizytowali płockie schronisko, by sprawdzić jak placówka radzi sobie z opieką nad bezpańskimi psami. Chciałem się osobiście przekonać z kim przyjdzie nam współpracować i wraz z Wiesławem Kowalą, naczelnikiem Wydziału Gospodarki Komunalnej odwiedziłem płocką ochronkę. Przyznam, że jestem pod wrażeniem warunków w jakich żyją tu zwierzęta – mówi z-ca burmistrza Dariusz Dobrowolski.

Podgrzewana podłoga
W budynku głównym znajduje się gabinet lekarski, kilka kroków dalej pracownia rentgenowska. Oddzielny budynek to szpital i tam w pojedynczych boksach dochodzą do siebie zwierzaki po operacjach. Nieco dalej widać budynek kwarantanny. Trzeba mieć pewność, że nowi podopieczni są zdrowi i nie przyniosą do schroniska jakiejś groźnej choroby.
- Gdy trafia do nas nowy psiak jeszcze tego samego dnia jest czipowany, odrobaczany, odpchlony, badany przez jednego z dwóch naszych lekarzy weterynarii. Po zakończonej kwarantannie odbywa się szczepienie przeciwko wściekliźnie i chorobom zakaźnym potem zabieg sterylizacji. Technicy i lekarze weterynaryjni codziennie wykonują obchód po wszystkich boksach, by sprawdzić w jakiej kondycji są powierzone nam zwierzęta– mówi p.o. kierownika schroniska Wioletta Chiszberg.
W schronisku zbudowano dwie kociarnie, ale w tej chwili zamieszkana jest tylko jedna. Pięć mruczków lubi swoje towarzystwo i żyje pod jednym dachem. Na szczeniaki czeka oddzielny budynek z ośmioma boksami i podgrzewaną podłogą. Teraz stoi pusty.
- Szczeniaki najszybciej znajdują dom, więc obecnie mamy tylko jednego malucha. Nie chcemy, by się nudził, więc pod drzewami, tuż za naszym biurem, zbudowaliśmy mu wybieg. Spędza z nami cały dzień i każdy, kto tędy przechodzi, poświęca mu minutę lub dwie. Maluch jest ciągle głaskany – dodaje Wioletta Chiszberg.
- Psy mają u nas dobrze, dlatego niektóre regularnie wracają. Jeden, który zamieszkał w pobliżu z nową rodziną, dwa – trzy razy w miesiącu przybiega w odwiedziny. Wskazuje na kolana, domaga się pieszczot, a po wizycie wraca do swojego domu. Gdyby miał tu źle, na pewno omijałby schronisko szerokim łukiem – mówi pracownica schroniska, technik weterynarii Izabela Cwalina.

Co złe, już minęło
W kilku boksach mieszkają psy staruszki, których nikt na pewno nie adoptuje. Dwa z nich już dawno straciły wzrok, poruszają się z trudem, ale zawołane po imieniu nabierają energii, podchodzą do drzwi boksu, domagają się pieszczot.
- A tu mamy kilka boksów oddzielonych od reszty schroniska ażurowym ogrodzeniem. To dom najbardziej zalęknionych psów, które swoje w życiu przeszły, doświadczyły wiele złego i ludzi traktują więcej niż nieufnie. Widzą ze swych boksów ludzi, oswajają się z nimi, ale człowiek nie wkracza do ich świata. Potrzebują więcej czasu, by się zaadoptować w schronisku i nam zaufać. Niczego nie robimy na siłę, ale krok po kroku otwieramy te zalęknione istoty na świat, pokazujemy, że wszystko co złe, już minęło – podkreśla kierownik schroniska.

Moda na adoptowane
- Mamy wysoki wskaźnik adopcji ponieważ regularnie reklamujemy naszych podopiecznych na portalu PetroNews, w wydawanej przez tę redakcję gazecie, korzystamy też z facebooka. Dzięki temu w najlepszych miesiącach do nowych domów trafia nawet 20-30 zwierząt. Bardzo się cieszę, że w Polsce ostatnio rozwija się moda na adoptowane psy, na zwykłe kundelki. To nam bardzo pomaga – dodaje Wioletta Chiszberg.
- Znamy każdego naszego zwierzaka, jego charakter, wiemy czy lepiej będzie się czuł na kanapie czy na działce, czy lubi dzieci, jak reaguje na inne psy. Pomagamy znaleźć psiego ideała, którego rodzina pokocha od pierwszego spojrzenia – podsumowuje Izabela Cwalina.

SUEZ zaprasza dzieci
- Drzwi naszego schroniska są otwarte. Szczególnie do odwiedzin zachęcamy dzieci. Jeśli będą na wycieczce w ZOO lub teatrze, zapraszamy by wstąpiły także do nas. Opowiemy o psiakach, oprowadzimy po schronisku, może potem któreś wróci do nas z rodzicami, by zabrać psa do domu. Systematycznie wymieniamy boksy na nowe, jesteśmy w trakcie ciągłych zmian i ulepszeń. Tuż za naszym płotem rozciąga się las i chcemy tam zbudować ścieżkę edukacyjną dla dzieci, by jeszcze chętniej nas odwiedzały, poznawały przyrodę i przy okazji naszych podopiecznych – wylicza szefowa placówki.

Miejsce tymczasowe
Jednym z punktów obrad lipcowej sesji rady miasta będzie zmiana zapisów miejskiego programu opieki nad zwierzętami. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, z którym konsultowano treść programu, zasugerowało, aby od września samorząd uruchomił punkt tymczasowy dla zwierząt wyłapywanych na terenie miasta.
- Zdarzają się psy, który uciekły z podwórka, przestraszyły hałasu i zgubiły, a po 2-3 dniach właściciele odnajdują je w schronisku. Nie chcemy, by po psa właściciel musiał jechać do Płocka, więc uwaga Towarzystwa została uwzględniona w regulaminie i lada dzień ogłosimy przetarg na prowadzenie tymczasowego miejsca opieki. Psy będą w nim przebywały 14 dni i dopiero potem zostaną przewiezione do Płocka – mówi wiceburmistrz Dariusz Dobrowolski.

 

A A A
01-07-2019
godz.09:11
 


nadchodzące wydarzenia

wtorek, 12.11.2019 r. 2647134 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy