SKF, czyli miłośnicy X Muzy
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Obejrzeli już blisko pół tysiąca filmów. Prezentują kino ambitne, niekomercyjne, często skłaniające do przemyśleń. Od kilku miesięcy spotykają się w nowym miejscu. Sobotnie projekcje odbywają się w kramnicach miejskich. Sochaczewski Klub Filmowy tworzy grupa przyjaciół, których miłością jest kino i, mimo upływu lat, ta miłość nie rdzewieje. Obecnie tworzą go cztery osoby: Robert Niemira, Justyna Marciniak, Rafał Milczarek i Paweł Kobek. Pasją do filmów chętnie dzielą się z innymi, którzy przychodzą na projekcje SKF.

Spotykacie się już blisko 15 lat. Pamiętacie początki klubu?
Robert Niemira: Pierwsza projekcja miała miejsce 4 listopada 2004 roku. Był to film „Amores Perros” w reżyserii Alejandro Gonzaleza Inarritu. Na seansie było obecnych ponad 50 widzów. Podjęliśmy wówczas współpracę ze Zbigniewem Magdziarzem z Mazowieckiej Sieci Kin i pokazaliśmy w Domu Rzemiosła przy ul. Żeromskiego kilka tytułów.

Rafał Milczarek: Potem, zmieniwszy miejsce, w styczniu 2006 roku rozpoczęliśmy kolejny rozdział w naszej historii. Podjęliśmy wyzwanie prezentowania filmów regularnie i częściej. Wówczas, można powiedzieć, nadaliśmy też nazwę naszemu przedsięwzięciu – „Sochaczewski Klub Filmowy pod Ostoją św. Dominika”, ponieważ miejscem naszych projekcji, dzięki uprzejmości ks. Piotra Żądło, stała się wspomniana Ostoja w kościele św. Wawrzyńca. Tak że można powiedzieć, że początki mieliśmy dwa (śmiech).

Po 12 latach w Ostoi ponownie zmieniliście miejsce seansów. Tym razem nawiązaliście współpracę z miastem.
Paweł Kobek: Od września 2018 roku spotykamy się w sali konferencyjnej na II piętrze kramnic miejskich. Choć bardzo lubiliśmy klimatyczną świetlicę na tyłach kościoła, to musieliśmy w końcu się z nią pożegnać, ponieważ piec, który ją ogrzewał, uległ awarii.

Robert Niemira: Cieszymy się, że burmistrz i jego pracownicy odpowiedzieli pozytywnie na naszą prośbę o wsparcie SKF i podpisaliśmy porozumienie. Dzięki temu jesteśmy spokojniejsi, nie musimy zadawać sobie pytań, jak będzie wyglądał kolejny rok SKF i martwić się, ile starań i wysiłków musielibyśmy podjąć. Doceniamy to i zapraszamy na projekcje.

Gdzie można uzyskać informację o terminach i tytułach wyświetlanych filmów?
Robert Niemira: W holu wejściowym kramnic miejskich stawiamy tak zwany potykacz, z którego wszystko można wyczytać: co, gdzie, kiedy. Przypominam, że są to wybrane soboty o godz. 17.00. Zapraszam także do zerkania na witrynę sklepu z zabawkami przy ulicy Warszawskiej, informacje pojawiają się również na naszej stronie skf.e-sochaczew.pl, w zakładce „Na bieżąco”.

Paweł Kobek: Zapraszamy starszych i młodych, miłośników kina i osoby poszukujące swojej pasji, osoby chcące podyskutować, posłuchać i pomilczeć, chcące zaprezentować swoje kino, lub obejrzeć nasze propozycje. Wejście jest bezpłatne.

Klub to nie tylko samo oglądanie obrazów filmowych?
Justyna Marciniak: Celem funkcjonowania klubu jest popularyzacja wartościowych filmów i pogłębianie wiadomości w dziedzinie sztuki filmowej. Wzorem dla nas są dawne dyskusyjne kluby filmowe. Projekcjom SKFu zawsze towarzyszy wprowadzenie do filmu, przedstawiane bywają elementy biografii i filmografia reżysera, wymieniane otrzymane nagrody, zaś po projekcji zachęcamy do dyskusji na temat przesłania filmu czy jego formy.

Ile filmów obejrzeliście w ramach spotkań klubu?
Justyna Marciniak: Brakuje nam już niewiele, by pochwalić się okrągłą liczbą pięciuset pokazanych filmów! Bywało, że na jednym spotkaniu prezentowaliśmy więcej niż jeden tytuł, np. filmy krótkometrażowe Krzysztofa Kieślowskiego czy polskich debiutantów filmowych.

Produkcje ambitne, niszowe, niekomercyjne – dlaczego taki repertuar?
Justyna Marciniak: Jeśli mówiąc ambitne, masz na myśli sprzyjające wyrobieniu właściwych kryteriów oceny dzieła sztuki, kształcące i rozwijające postawy, a niszowe rozumiesz jako niekomercyjne, nietrafiające do szerokiej publiczności z różnych względów (niskiego budżetu, „ciężkości”, czy wąskiej dystrybucji) – to od początku mieliśmy taki pomysł na kino i nadal takie kino chcemy pokazywać. Po prostu uważamy, że warto, bo są to filmy wartościowe, wielokrotnie nagradzane albo jeszcze niezauważone i szeroko niedocenione, ale dające do myślenia, ciekawe wizualnie, prowokujące do dyskusji, zostające w pamięci, a być może także zbliżające ludzi o podobnej wrażliwości. Byliśmy świadkami rodzących się przyjaźni. Nie przekona się, kto nie przyjdzie. Chodzi także o wspólne przeżywanie, dzielenie się zainteresowaniami czy wreszcie satysfakcję, że to co robisz, jest komuś potrzebne.

Kto wybiera filmy?
Justyna Marciniak: Każde z nas według własnego gustu czy stanu ducha, ostatnich fascynacji, odkryć czy według klucza – to trzeba znać lub przypomnieć albo pokazać w związku z jakimś wydarzeniem czy zaproszoną osobą. Rzadko konsultujemy ze sobą tytuły, dajemy sobie wolność wyboru. Kino ambitne to wiele różnych ścieżek. Każdy ma jakieś preferencje, ktoś lubi kino polskie i rosyjskie, ktoś inny skłania się ku filmom psychologicznym,   inny ku westernom, kinu akcji czy kryminałom. Sięgamy po filmy z różnych półek, nie chcemy się ograniczać, przeszkadzać sobie ani zabijać motywację. Oczywiście zapraszamy także chętnych, by zaproponowali i pokazali swoje tytuły.

Jaka jest frekwencja podczas seansów?
Rafał Milczarek: Grupa stałych bywalców projekcji SKF-u to około 20 osób. Bywały momenty, jak np. przy okazji wizyt ciekawych gości czy obchodzonych urodzin SKF, że liczba zajętych krzeseł w Ostoi św. Dominika była 3-4 razy większa. Obecnie nowe, bardziej dostępne miejsce zachęca do poznania   i   odwiedzenia SKF. Przychodzą nowe osoby. I tak przykładowo, kiedy przygotowywaliśmy salę na pokaz „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, musieliśmy dostawiać krzesła. Niemal cała sala, około 50 miejsc, była zajęta.

Justyna Marciniak: Czerpiemy satysfakcję, gdy widzimy efekty naszych zabiegów, gdy widzowie przychodzą i oglądają film w skupieniu, wzruszą się, uśmiechną, powiedzą, co myślą na temat danego obrazu. Cieszymy się, gdy mają zdanie inne od nas, argumentują, bo przecież nie pełnimy tutaj roli wyroczni. Kiedyś powiedzieliśmy sobie, że kochamy kino na tyle, że myślimy, iż prezentowanie interesujących filmów, nawet dla garstki osób, ma sens.

Zdarzało się, że zapraszaliście na seanse ciekawych gości. Jakie spotkania najbardziej zapadły Wam w pamięć?
Robert Niemira: W 2007 roku gościliśmy pochodzącego z Sochaczewa filmowca Mieczysława Kobka. Poprosiliśmy go o wstęp do filmu „Wodzirej” oraz „Party przy świecach”. Chętnie na to przystał. Opowiadał ze szczegółami o powstawaniu tych obrazów, sypał jak z rękawa nieznanymi szczegółami dotyczącymi realizacji, aktorów, atmosfery tamtych czasów. Cieszył się, że ktoś jeszcze to pamięta.

Rafał Milczarek: Z kolei w 2016 roku gościliśmy guru muzyki elektronicznej i progresywnej - Władysława Komendarka. To było coś nietypowego – Władek grający na żywo do niemego futurystycznego filmu „Metropolis”.

Justyna Marciniak: Pamiętam też w 2010 roku wizytę rekonstruktorów i pasjonatów historii ze Stowarzyszenia Nasz Zamek, Stowarzyszenia „Nad Bzurą”, Księstwa Draconii Czarnej i jednego z aktorów przy okazji pokazu filmu „Dawno temu w Iłży” oraz muzyka, beatboxera Bogusława Zawieruchę,   współtwórcę klipu podsumowującego obchody 600-lecia „Victorii Grunwaldzkiej” w powiecie sochaczewskim.

Rozmawiał Maciej Frankowski

A A A
01-02-2019
godz.11:39
 


nadchodzące wydarzenia

środa, 21.08.2019 r. 2564625 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy