Pół wieku w Sochaczewie. Wspomnienie...

Na pewno nie przypuszczał, że krótki pobyt dla poratowania zdrowia na małej, wtedy wiejskiej parafii, zamieni się w półwiecze. Dzisiaj on nie wyobraża sobie życia gdzie indziej, a jego parafianie Trojanowa bez księdza prałata Antoniego Jaszczołta – tak pisaliśmy w 2016 roku, gdy ks. Antoni świętował 60 lat święceń kapłańskich.

Ksiądz Antoni do Trojanowa trafił w 1965 r. Miał wtedy 33 lata. Przyjechał na małą parafię, aby podleczyć silną anemię. To miał być krótki pobyt, bo po studiach magisterskich w planach miał rozpoczęcie doktoratu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Kiedy jednak ruszył w wir pracy duszpasterskiej, zapomniał o planach naukowych, a i anemia minęła bezpowrotnie. Pierwsze probostwo okazało się ostatnim. Spędził na nim 40 lat. Z funkcji zrezygnował w wieku 74 lat. Od tego czasu był rezydentem w trojanowskiej parafii.
W 2000 roku, w uznaniu zasług, Rada Miejska Sochaczewa przyznała ks. Antoniemu Jaszczołtowi tytuł Honorowego Obywatela Miasta.
W ciągu tych lat obecności w Sochaczewie zaskarbił sobie zaufanie i szacunek nie tylko parafian, ale całej lokalnej społeczności. Zapewne nie byłby tak kochany, gdyby nie jego oddanie ludziom, serdeczność okazywana mieszkańcom i ludzkie pojmowanie ich trudnych życiowych dylematów. Czasami za tę otwartość spotykały go przykrości, bo odprawił nabożeństwo żałobne temu, co nie trzeba, albo nie był zbyt surowy dla "zbłąkanych owieczek". Ksiądz Antoni po swojemu rozwijał pracę duszpasterską. Miał własną filozofię.
– Tych, co zawsze przychodzą do kościoła nie trzeba przekonywać, że powinni to robić. Oni i tak w następną niedzielę stawią się przy ołtarzu, bo to jest ich Kościół. Ważniejsze jest to, żeby trafić do tych, co się pojawiają od wielkiego dzwonu. Na pogrzebie, na ślubie czy pierwszej komunii. Ich trzeba zachęcić, zainteresować, pokazać im Pana Boga – tłumaczył ks. prałat w jednym z wywiadów.
Wśród zasług proboszcza znajdują się także dzieła materialne. Przede wszystkim rozbudowa małego kościółka, co było podwójnie trudne. Po pierwsze dlatego, że
to zabytek i każdą przeróbkę trzeba było uzgadniać z konserwatorem zabytków. Po drugie, w latach 80., kiedy zdecydowano o rozbudowie, nie było szans na kupienie jakichkolwiek materiałów budowlanych.
- Na wszystko potrzebne były deputaty i pozwolenia. Całe wsie oddawały swoje przydziały na cement, a i tak kilka dni trzeba było stać w kolejkach do składu czy fabryki, żeby coś kupić. Dzięki oddaniu parafian udało się te przeszkody pokonać. Powstała także nowa plebania, parkingi z kostki wokół kościoła, kaplica i punkt katechetyczny w Feliksowie – wspomina ks. Jaszczołt.
Miejscem, które zawsze będzie się kojarzyć z ks. Antonim jest Pomnik Poległych i Pomordowanych stojący vis a vis świątyni. Zamysł tego monumentu był taki, aby wzbogacać go o świadectwa z pól bitewnych i miejsc kaźni polskich żołnierzy, w tym także naszych lokalnych bohaterów. Za każdym razem, kiedy do pomnika wstawiano kolejną urnę z ziemią, odbywały się podniosłe religijno-patriotyczne uroczystości. Ich inspiratorem był proboszcz Antoni.
Takie pojmowanie posługi owocuje tym, że nawet po latach ludzie pamiętają o dawnym proboszczu, który ponad pół wieku temu wpadł do nas na chwilę i został na zawsze.
Jolanta Sosnowska

A A A
29-11-2018
godz.12:47
 


nadchodzące wydarzenia

czwartek, 13.12.2018 r. 2265340 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy