Książka jak rodzinny album

Tę książkę chce się czytać zanim się ją otworzy. A jeśli już zaczniemy, trudno się od niej oderwać. „Stary Sochaczew” przyciąga i wciąga - obwolutą przypominającą rodzinny album, niepublikowanymi wcześniej zdjęciami i tym, że pokazuje zwykłych ludzi na tle dziejącej się historii.

W piątek 19 października autorzy książki ponownie spotkali się z czytelnikami, tym razem w Miejskiej Bibliotece Publicznej w kramnicach. I znowu odpowiadali na dziesiątki pytań o miejsca, okoliczności i autorów zdjęć sprzed dziesiątków lat. Niemal z każdą fotografią łączy się ciekawa, zabawna lub niecodzienna historia.

A wszystko zaczęło się od portalu Stary Sochaczew, którego założycielami byli Tomasz Mazurkiewicz i Radosław Jarosiński. Postanowili oni przypomnieć nasze miasto zamieszczając otrzymane od mieszkańców fotografie, opisując zasłyszane historie, pokazując stare dokumenty. Część z nich kupili na internetowych aukcjach, inne skanowali, tak aby właścicieli archiwaliów nie pozbawiać oryginałów.

Do ekipy portalu Stary Sochaczew dołączyli potem nasi redakcyjni koledzy, a prywatnie pasjonaci historii - Agnieszka Poryszewska i Sebastian Stępień. Po kilku latach, wspólnie z Radosławem Jarosińskim wydali album  o tym samym tytule. Podobnie jak portal, książka odniosła taki sukces, że podczas piątkowego spotkania autorzy sprzedali ostatnie jej egzemplarze i oczekują na dodruk. Książka ponownie pojawi się w sprzedaży po 6 listopada, a będzie można ją kupić w księgarni przy ul. Reymonta lub u autorów.

Spotkanie w bibliotece przerodziło się w ożywioną dyskusję, np. dotyczącą lokalizacji dawnej ulicy Stodólnej, tzw. Świniarni czy losów masarni przy ul. 1 Maja. Aby wyjaśniać właśnie takie wątpliwości, autorzy zaczynają zbierać materiały do kolejnej książki. Okazuje się, że nie tylko wydawnictwa pokazujące miasto przez pryzmat wojen i zniszczeń, ale także obyczajowości i zwykłego życia mieszkańców cieszą się powodzeniem.

Na szczególną uwagę zasługuje jakość zdjęć zamieszczonych w albumie. Większość z nich ma co najmniej kilkadziesiąt lat i przeszła różne koleje losu, a w książce prezentują się tak, jakby przez ten czas leżały w pudełku i czekały na publikację. Niewątpliwie jest to zasługa Sebastiana Stępnia, który opowiadał, że czasami jedno zdjęcie wymagało wielogodzinnej obróbki graficznej.

Spektakularny efekt uzyskali autorzy na końcu książki, prezentując te same miejsca sto lat temu i dziś. Zdaniem obecnego na spotkaniu burmistrza Piotra Osieckiego, to dowód na ogromną pracę i siłę woli mieszkańców, którzy swoje miasto dwukrotnie podnosili z absolutnych ruin - po pierwszej i drugiej wojnie.

Z kolei Agnieszka Poryszewska zapewniała, że dla autorów najważniejsze obecnie zadanie to rozmowy z ludźmi, którzy pamiętają jeszcze międzywojenne lub powojenne czasy. Radosław Jarosiński opowiadał natomiast, że ma w swoich zbiorach kilka nagranych rozmów, których autorzy już nie żyją. Trzeba się więc spieszyć, bo wraz z każdym sochaczewianinem odchodzi fragment historii miasta.

Jolanta Sosnowska
jolanta.sosnowska@sochaczew.pl

A A A
23-10-2018
godz.14:20
 


nadchodzące wydarzenia

piątek, 16.11.2018 r. 2230560 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy