Tak się robi operę

Z Iwoną Niemyjską, dyrygentką, chórmistrzynią, wytrawnym pedagogiem, o tym, jak powstaje wydarzenie roku, rozmawia Jolanta Śmielak-Sosnowska.

Jak to się stało, że podjęła się Pani tak trudnego zadania, jakim jest praca nad operą?
Ten pomysł pochodzi z czasów, kiedy wiele lat temu rozpoczynałam pracę w Teatrze Wielkim w Warszawie. Krzysztof Kolberger reżyserował właśnie „Krakowiaków i Górali”. Wcześniej nie interesowałam się specjalnie tym gatunkiem muzycznym, ale kiedy zobaczyłam tę naszą operę, zakochałam się w niej. Przede wszystkim dlatego, że jest ona bliska zwykłym ludziom, mówi o naszej polskiej rzeczywistości, posługuje się gwarą i zawiera wiele muzycznych odniesień do naszego folkloru.

A dlaczego akurat teraz?
Zacznę od tego, że ten pomysł siedział we mnie tak mocno, że kilka lat temu przygotowałam z chórem fragmenty opery w formie koncertowej. Więc kiedy zastanawialiśmy się, jak szkoła muzyczna może się włączyć w miejskie obchody odzyskania przez Polskę niepodległości, od razu i, szczerze mówiąc, bez namysłu, zaproponowałam „Krakowiaków i Górali”. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać nad ogromem pracy, jaką sobie zafundowałam (śmiech).

Bo wzięła Pani na siebie takie obowiązki, które normalnie wykonuje kilka osób: przygotowanie chóru, solistów, orkiestry, dyrygowanie podczas spektaklu, choreografia i reżyseria całości. W zawodowym teatrze zajmowałby się tym sztab ludzi.
Nieskromnie powiem, że to była rzeczywiście potężna praca, bo najpierw musiałam przygotować materiały nutowe dla orkiestry, chóru i solistów, dopiero wtedy mogliśmy przystąpić do prób. A w spektaklu bierze udział 60 osób. Podczas koncertu miałam więc przed sobą dwa pulpity - jeden z tekstem, drugi z partyturą i oba śledziłam na bieżąco. Na szczęście młodzież spisała się wspaniale, mimo że tekst jest gwarowy i nie było łatwo się go nauczyć.

Ale żeby pokierować takim zespołem ludzi, trzeba mieć ogromne doświadczenie.
I tutaj jeszcze raz wrócę do piętnastoletniego   okresu mojej pracy w Teatrze Wielkim, gdzie byłam pedagogiem chóru dziecięco-młodzieżowego Alla Polacca. Tam   przygotowywaliśmy naprawdę duże spektakle, więc nie jest to dla mnie zupełna nowość. A korzystając z okazji, chcę podziękować dyrekcji szkoły i pedagogom za wyrozumiałość i wsparcie merytoryczne, a pozostałym pracownikom za cenną pomoc techniczną. No i wspaniałej młodzieży za to, że jest i że chce coś robić.

W ogóle młodym artystom należą się słowa wielkiego uznania. To, co pokazali muzycznie, aktorsko i tanecznie, to prawdziwe mistrzostwo świata.
To prawda, zważywszy że każde z nich ma dwie szkoły i inne obowiązki. Szczerze mówiąc na początku uczniowie podeszli do tego dosyć sceptycznie, twierdzili, że nie dadzą rady, że brakuje im czasu, że opera to coś, co ich przerasta. Ale za to po kilku miesiącach prób, kiedy wszystko zaczęło wychodzić i całość nabierała kształtów, widziałam już tę pasję w ich oczach i wiedziałam, że damy radę.

A na premierze usłyszała Pani z serca płynące podziękowania, że stworzyła Pani wielką muzyczną rodzinę.
Bardzo mnie to wzruszyło, bo tak naprawdę to młodzi sami się tak mocno zintegrowali. Myślę, że gdyby nie to zgranie, wzajemna sympatia, nie byłoby takiego efektu na scenie.

Nie powiedziałyśmy o jeszcze dwóch ważnych elementach spektaklu - o kostiumach i scenografii. Kto się nimi zajął?
Kostiumy zafundował nam pan Jerzy Kaczor, właściciel Grupy Aljeka. Jestem mu niezmiernie wdzięczna, bo to wspaniały gest. Tym bardziej, że chodziło o stroje ludowe - krakowskie i góralskie, a więc wymagały one odpowiednich materiałów, dodatków. Z kolei scenografia jest dziełem malarki Barbary Derdy, która poza tym udzieliła mi wielu cennych rad dotyczących rozwiązań scenicznych.

Po premierze mówiła Pani, że jeśli będzie zainteresowanie, chętnie pokażecie operę szerszej publiczności. Co miała Pani na myśli?
W minionym tygodniu trzykrotnie, przy przepełnionej sali, wystąpiliśmy w szkole muzycznej, a skoro już włożyliśmy w spektakl tyle pracy, to może warto go jeszcze kilka razy pokazać. Gdyby np. koncertem były zainteresowane szkoły, możemy je zaprosić do nas, lub wystąpić w sali przystosowanej do takich występów.

A tak w ogóle, to zważywszy na rozmiar waszych produkcji, choćby koncertów bożonarodzeniowych, przydałaby się dużo większa sala.
Z kanałem dla orkiestry (śmiech).

A A A
09-10-2018
godz.08:33
 


nadchodzące wydarzenia

wtorek, 23.10.2018 r. 2198654 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy