Wszystkie jesteśmy naturalnie piękne
wiadomość pochodzi z:  „Ziemia Sochaczewska”

Ewelina Gołaszewska wykonywała makijaże w „Idolu” i podczas telewizyjnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pomimo to najbardziej lubi malować nie gwiazdy, a sochaczewianki, które uważa za naprawdę piękne kobiety. O swojej pracy, makijażu i urodzie rozmawia z Agnieszką Poryszewską.

Ile czasu się pani maluje przed wyjściem z domu?
Myślę, że nie tak długo. Jestem śpiochem, więc przed wyjściem do pracy ograniczam make up do niezbędnego minimum: podkład, puder, róż, tusz do rzęs, podkreślenie brwi. Natomiast w tej najbardziej rozbudowanej wersji maluję się około 30 minut. Staram się też, by niedziela była u mnie  dniem bez makijażu. Poza tym realia są takie, że w moim zawodzie raczej trzeba być umalowanym - przecież dla klientek, które do mnie przychodzą, jestem reklamą swoich umiejętności.

W co warto zainwestować, a jakie produkty można kupić z niższej półki?
Moim zdaniem najważniejszą rzeczą w każdym makijażu jest odpowiednia pielęgnacja - podstawą jest dobrej jakości krem na dzień i podkład. Na tych produktach nie powinno się oszczędzać. Na lato polecam lekki krem typu „bb”, samo wyrównanie kolorytu twarzy takim kremem dużo daje. Przy okazji przestrzegam przed dobieraniem podkładu „na dłoń”. Należy sugerować się odcieniem skóry na dekolcie, który opala się w tej samej tonacji co twarz. Uważam, że w codziennym makijażu najważniejsza jest naturalność. Zawsze powtarzam za naszą słynną makijażystką Ewą Gil, którą osobiście uwielbiam, że na co dzień wystarczy:  róż, tusz i już.

Ile lat zajmuje się pani profesjonalnie makijażem?
To trudne pytanie, bo nie do końca pamiętam, kiedy to się dokładnie zaczęło. Gdy skończyłam szkołę wizażu i charakteryzacji oraz studia, powoli nabierało to wszystko tempa. Zaczynałam od malowania rodziny, przyjaciół i znajomych. Przełomowy był rok 2014, kiedy mój  kalendarz zaczął zapełniać się w błyskawicznym tempie i trwa to do dnia dzisiejszego. Jednak to nie jest moje jedyne zajęcie, ponieważ dodam, że pracuję jako nauczyciel, wiec oprócz prowadzenia salonu kosmetycznego, uczę języka angielskiego w szkole podstawowej. Bardzo lubię pracę z dziećmi, daje mi ona równie dużo satysfakcji.
Zawsze wiele od siebie wymagam. Od lat cały czas dokształcam się w kierunku makijażu oraz kosmetologii i nie wyobrażam sobie, żeby tego nie robić. W końcu to nie tylko moja praca, ale również ogromna pasja.

W jaki sposób podnosi pani swoje umiejętności?
Makijażyści z tzw. pierwszej ligi prowadzą warsztaty i szkolenia. Uwielbiam te zajęcia i gdy tylko mogę, to jeżdżę na nie z ogromną chęcią, aby być cały na bieżąco, poznawać nowe trendy w makijażu i wzorować się na najlepszych makijażystach w Polsce. Moimi idolami w tej branży są wspomniana już Ewa Gil, Magdalena Pieczonka, Kinga Szewczyk „Kolorowe Kreski”, Marta Iwańska „Doktor Make up”, Daniel Sobieśniewski oraz Karolina Matraszek. Z zagranicznych specjalistów w tej dziedzinie lubię makijażystę Kim Kardashian - Mario Dedivanovica, makijażystkę Hudę Kattan z youtubowego kanału Huda Beauty oraz Charlotte Tilbury. Ci ostatni posiadają  także swoje linie kosmetyczne, które są rewelacyjne, ale niestety niedostępne w Polsce, dlatego zamawiam je dla swoich klientek w Wielkiej Brytanii lub w USA.

Jak trafiła pani do „Idola”?
Wzięłam udział w warsztatach u Ewy Gil. Było na nich kilka makijażystek i wszystkie miałyśmy już spore doświadczenie w malowaniu. Okazało się, że wśród nas jest m.in. mistrzyni Polski w makijażu artystycznym. Każda z nas losowała temat i wykonywała makijaż na swojej modelce. Mnie przypadł makijaż wieczorowy. Następnie nasza praca podlegała ocenie - liczyła się precyzja, dobór kolorów, estetyka wykonania. Wygrała moja praca i zostałam zaproszona na nagranie „Idola”. Na początku myślałam, że to będzie jednorazowa przygoda, okazało się, że ostatecznie malowałam w dwóch odcinkach. Byłam również zaproszona na finał programu, jednak plany osobiste uniemożliwiły mi wzięcie w nim udziału.

Jak wygląda przygotowanie do nagrania show?
Nad programem pracuje olbrzymia ekipa. Przygotowania trwają dość długo. Do zadań makijażystek oczywiście należy wykonywanie makijaży uczestników, ale również tancerzy, muzyków itd. Wśród obowiązków ekipy makijażowej było też zajęcie się gwiazdami odcinków, którymi akurat wtedy byli The Kelly Family i Grzegorz Hyży.

Gwiazdorzyli?
Nie (śmiech), wszyscy byli bardzo sympatyczni i otwarci. Jako ciekawostkę dodam, że, przygotowując osoby do nagrania, malowałyśmy każdy odsłonięty fragment ciała. Nie tylko twarz, ale i ramiona, ręce, nogi, plecy, stopy. Makijaż prezentowany przed kamerami musi być bardzo dokładny.

Malowała pani też podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Tak, to była prawdziwa przyjemność, pomimo że pracowałyśmy w bardzo szybkim tempie, ponieważ były częste wejścia na żywo w telewizji, a przez studio przewijało się dużo ludzi. Byli to prowadzący oraz zaproszeni do studia goście. Była tam wszechobecna pozytywna energia, panował kontrolowany chaos. To była praca na niezłej adrenalinie.

Co sądzi pani o sochaczewiankach i ich podejściu do dbania o urodę?
Wystarczy przejść się ulicą i zobaczyć, jakie piękne kobiety tu mieszkają. W obecnym pędzie życia, nasze mieszkanki znajdują czas na to, aby o siebie zadbać, co mnie bardzo cieszy. Widzę to w swojej codziennej pracy w salonie kosmetycznym.

Patrząc na pani kosmetyczne zbiory, widzi się same luksusowe marki.
Wychodzę z założenia, że moje klientki mają się poczuć luksusowo. Makijaż, który im wykonuję, ma być najwyższej jakości. Dlatego cały czas inwestuję w kosmetyki, kupuję nowości. Szczerze mówiąc, nie potrafię oszczędzać na kosmetykach i stawiam na ich wysoką jakość. Klientki, które ode mnie wychodzą, muszą nie tylko wyglądać pięknie, ale ich makijaż musi pielęgnować skórę, niedopuszczalny jest również tzw. efekt maski, czyli uczucie, że ma się na twarzy dużą warstwę produktu.

A co pani sądzi o opiniach pojawiających się zwłaszcza w środowiskach feministycznych, że makijaż tak naprawdę wpędza kobiety w kompleksy?
Uważam, że w każdym temacie konieczny jest zdrowy rozsądek. Przecież umalowana kobieta nadal jest tą samą osobą. Wszystkie jesteśmy naturalnie piękne, a make up tylko to piękno podkreśla. Przecież jeżeli wytuszujemy rzęsy to nadal są nasze rzęsy, tylko zaakcentowane. Powinnyśmy przecież eksponować własne atuty. Makijażem możemy nie tylko wyeksponować barwę tęczówki albo usta, ale pokazać swój charakter czy osobowość. Dlaczego mamy tego nie robić? Zachęcam do obejrzenia zdjęć pań np. na mojej stronie na facebooku (Studio Makijażu Ederm The Makeover Room - przyp. aut.). Każda z nich umalowana jest tak, by w subtelny sposób pokazać ich urodę. Bawmy się makijażem i wykorzystujmy własny potencjał - co może być w tym złego?

 

A A A
25-07-2017
godz.08:17
 


podobne wiadomości

nadchodzące wydarzenia

piątek, 15.12.2017 r. 1788672 odwiedzin

Zapisz się na newsletter

e-mail       sms     wypisz się
polecamy